"Krzywdzą pasażerów, żeby wydusić parę euro więcej. Według eksperta strajki na lotniskach to "gigantyczny błąd"

Chaos na dwóch trzecich lotnisk w Europie. - Skandynawia jest jeszcze relatywnie bezpieczna. Ale dużo takich kierunków w Europie już nie ma. Azja wydaje się nieźle sobie radzić z sytuacją - mówi w TOK FM ekspert ds. lotnictwa Eryk Kłopotowski.
Zobacz wideo

Podróżni zmagają się z chaosem na całym świecie - wyjątkowo zła sytuacja jest jednak w Europie. W porównaniu z USA na Starym Kontynencie od kwietnia do czerwca odwołano ponad dwukrotnie więcej lotów - wynika z danych firmy RadarBox.com, zajmującej się śledzeniem ruchu lotniczego. Między 1 kwietnia a 29 czerwca dziesięć najgorszych pod tym względem lotnisk w Europie odwołało 64,1 tys. lotów.

Jak zauważył Eryk Kłopotowski, ekspert ds. lotnictwa chaos na europejskich lotniskach, wynika przede wszystkim z faktu, że wiele lotnisk i linii lotniczych zmaga się z poważnymi brakami kadrowymi, a zainteresowanie lotami jest gigantyczne. - Lotnictwo dopiero budzi się po pandemii. Do tego wszyscy są zaskoczeni tym, że po zniesieniu wszystkich restrykcji, ludzie postanowili wrócić jak najszybciej do latania. Wypełnienie samolotów jest gigantyczne. Tyle, że to ma też swoje skutki - mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" u Filipa Kekusza.

Jak wskazał, od kiedy popyt na latanie wraca do poziomu sprzed pandemii, na lotniskach brakuje personelu do obsługi bagaży, kontroli bezpieczeństwa, ochrony czy sprzątania. A do tego dochodzą jeszcze strajki pracowników zarówno lotnisk, jak i linii, m.in. British Airways, Ryanair, EasyJet i Lufthansy z minionych tygodni. - Związki zawodowe mówią: Ok. To, jak nie teraz, to kiedy. Strajkujemy. Domagamy się podwyżek, bo przez ostanie lata dostaliśmy mocno w skórę i obniżki pensji były znaczące. Teraz pokażmy siłę i niech zarząd linii lotniczych traktuje nas poważnie - dodał.

Jednak jego zdaniem, to "gigantyczny błąd strategiczny", bo choć same postulaty są słuszne, to jednak sposób prowadzenia rozmów pozostawia wiele do życzenia. - Zaczynają, po paru tygodniach od powrotu do latania, krzywdzić pasażerów, by wydusić parę euro więcej. To nie jest dobry sposób - przekonywał Eryk Kłopotowski.

Tym bardziej, jak mówił, że trzeba też uwzględnić fakt, że "firmy także mają gigantyczne straty". - A można zacząć od tego, że dajemy sobie miesiąc. Przecież w sierpniu nadal będzie boom, nadal samoloty będą wypełnione po brzegi. A tak, mamy dopiero połowę lipca i już mamy też falę strajków - podkreślił ekspert ds. lotnictwa. 

"Skandynawia jest relatywnie bezpieczna"

Dane zebrane przez analizującą branżę lotniczą firmę Official Aviation Guide pokazały najgorsze lotniska w Europie. Od 1 lipca do 9 lipca najsłabiej wypadł port w Zaventem w Brukseli, gdzie 72 proc. lotów było opóźnionych, a 2,5 proc. odwołanych. Na dalszych miejscach uplasowały się m.in. lotniska we Frankfurcie (68 proc. lotów opóźnionych i 7,8 proc. odwołanych), Paryżu-Charles de Gaulle (62 proc. i 3,1 proc. odwołanych) i Amsterdamie-Schiphol (61 proc. i 5,2 proc.).

Eryk Kłopotowski wskazał, że nadal są jednak kierunki, z których loty odbywają się bez większych problemów. - Skandynawia jest jeszcze relatywnie bezpieczna. Ale w Europie dużo takich kierunku już nie ma. Azja wydaje się nieźle sobie radzić z sytuacją - mówił.

Międzynarodowa Rada Portów Lotniczych (ACI) przewiduje, że latem opóźnień nie da się uniknąć na dwóch trzecich europejskich lotnisk. W lipcu w najgorszej sytuacji byli podróżni w Niemczech i Wielkiej  Brytanii.

DOSTĘP PREMIUM