Orban chce "czystych etnicznie" Węgier. Ekspert: Powinien zostać wypchnięty z UE

Ostatnie wystąpienie Viktora Orbana, zwolennika demokracji nieliberalnej, pokazało, że ten coraz bardziej odsuwa się od Unii. Zachowuje przy tym dobre relacje z rosyjskim dyktatorem Władimirem Putinem, który napadł na Ukrainę. - Orban przyznał, że współpraca wyszehradzka jest zamrożona. I powtórzył swoją mantrę: wojna rosyjsko-ukraińska nie jest ich. Podczas gdy Polacy, jako Słowianie, traktują ją jako swoją - mówił w TOK FM prof. Bogdan Góralczyk, były dyrektor Centrum Europejskiego UW, politolog i sinolog.
Zobacz wideo

Premier Węgier Viktor Obran wygłosił przemówienie do uczestników uniwersytetu letniego i obozu dla młodzieży węgierskiej w Baile Tusnad w Rumunii, które transmitowała na żywo węgierska telewizja. Przekonywał w nim m.in. że celem nowej strategii Unii powinien być pokój, a nie wygranie wojny przez Kijów. 

Zdaniem prof. Bogdana Góralczyka, byłego dyrektora Centrum Europejskiego UW, politologa i sinologa, to nie pierwsze tak kontrowersyjne wystąpienie premiera Węgier. - Orban od 1991 roku jeździ do mniejszości węgierskiej zamieszkałej na terenie Siedmiogrodu i Rumunii, choć to 950 km od Budapesztu i 250 od Bukaresztu. Tam spotyka się z młodzieżą seklerską. Seklerzy to ok. milionowa mniejszość węgierskich górali pięknie mówiąca po węgiersku - mówił w "Połączeniu" u Jakuba Janiszewskiego. - Do 2019 r. bywał tam co rok, teraz miał dwuletnią przerwę, po której nastąpiło wznowienie spotkań - dodał.

To tam też regularnie wygłasza orędzia do narodu i przedstawia założenia swojej polityki. - W lipcu 2014 r. ogłosił, że wychodzi z demokracji liberalnej. I to programowo, co odbiło się potem ogromnym echem. W 2018 r. miał równie jednoznaczne wystąpienie. Mówił, że przyszłość Europy jest w niecce karpackiej i Europie Środkowo-Wschodniej, bo zachód jest zgniły, upadający, schyłkowy -  przypomniał gość TOK FM. 

W tym roku w swoim wystąpieniu skupił się przede wszystkim na wojnie w Ukrainie. Dowodził m.in., że choć Rosjanie "mówią starym językiem", "to nie znaczy, że to, co mówią, nie ma sensu". A mówią, że będą się posuwać naprzód, dopóki Ukraińcy są w stanie dosięgnąć swą bronią rosyjskie terytorium. - Cały czas była to rosyjska narracja na temat wojny. Że Rosjanie musieli się bronić. Że chcą zadbać o swoje bezpieczeństwo. Na temat Ukraińców - nic - podkreślił prof. Bogdan Góralczyk.

Orban ocenił też, że "nie będzie rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych, a kto na nie czeka, ten czeka nadaremno". Jego zdaniem pokój mogą przynieść tylko negocjacje rosyjsko-amerykańskie. Dlaczego? UE straciła szansę na odegranie roli mediatora w 2014 roku, gdy wprawdzie zawarto porozumienia mińskie, których gwarantami były Niemcy i Francja, ale kraje te nie potrafiły doprowadzić do ich realizacji.

Premier Węgier wyraził też przekonanie, że gdyby obecnie prezydentem USA był Donald Trump, a kanclerzem Niemiec Angela Merkel, do wojny by nie doszło. - Dał do zrozumienia, że trzeba przeczekać dwa trudne lata, że oczekuje powrotu Trumpa do władzy - ocenił rozmówca TOK FM.

Mantra Orbana

W czasie ponad godzinnego wystąpienia premier Węgier poruszył też temat Polaków. - Orban przyznał, że współpraca wyszehradzka jest zamrożona. A podstawą do tego jest fakt, że padła oś Budapeszt-Warszawa - wskazał rozmówca TOK. I od razu dodał: "Przy czym powtórzył swoją mantrę: wojna rosyjsko-ukraińska nie jest ich. Podczas gdy Polacy, jako Słowianie, traktują ją jako swoją wojnę".

W opinii rozmówcy TOK FM największym echem może się odbić wywód Viktora Orbana o czystości etnicznej, podczas którego zaatakował mieszanie się ras w Europie.  - On chciałby czystych etnicznie Węgrów, podczas gdy, cóż, nawet pochodzenie jego samego jest mieszane. Dwa: znalezienie na Węgrzech czystego (etniczne) Węgra jest prawie niemożliwe. Głównie ze względu i na wędrówki ludów, i burzliwe dzieje naszego regionu - wskazał prof. Bogdan Góralczyk.

W jego ocenie, "kwestia rasy i rasizmu ostatecznie obróci się przeciwko Orbanowi". - On w ten sposób pokazuje, że stawia się poza wartościami kopenhaskimi. Poza liberalną demokracją i UE - podkreślił.

W reakcji na rasistowskie słowa Orbana, jedna z jego najbliższych współpracownic - Zsuzs Hegedüs - zrezygnowała ze stanowiska. Słowa premiera określiła jako "czysty nazizm warty Josepha Goebbelsa". Orbana krytykuje nie tylko ona i węgierska opozycja. Szef dyplomacji Luksemburga Jean Asselborn powiedział Politico, że węgierski premier utożsamia się z ideologią białych supremacjonistów. Z kolei Międzynarodowy Komitet Oświęcimski nazwał rasistowską wypowiedź szefa rządu w Budapeszcie "głupią i niebezpieczną". 

"Na górze kradnie więcej, ale może da i nam ukraść"

- Jak czytać wystąpienie Orbana w kontekście polityki zagranicznej Węgier? A także KPO? - dopytywał prowadzący.

- Europa już teraz nie zrobi tego błędu i pieniędzy na tamtejszy KPO nie będzie - odpowiedział krótko były dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Za tym faktem, według niego, przemawia jeszcze kilka innych czynników. - Orban nie tylko lubi władzę, ale równie mocno kocha pieniądze. I jest do cna skorumpowany, o czym powszechnie wiadomo. Tylko, że Węgrzy uznają: on na górze kradnie więcej, ale może da i nam ukraść - wskazał.  - Opiera się na sile, pieniądzach, wpływach i kontaktach. To są rządy jednoosobowe. To nie ma już nic wspólnego z wartościami europejskimi - dodał od razu.

Rozmówca TOK FM przekonywał też, że "gdyby Węgry były teraz przyjmowane do UE, nie miałyby szans, by się dostać do Wspólnoty. Pod żadnym względem". - W innych obozach politycznych jest teraz też coraz większe larum, że Węgry powinny zostać wypchnięte z UE - podkreślił. - Spokój na Węgrzech się kończy. Orban przelicytował zbyt dużo pieniędzy, pompując w kampanię wyborczą. Podwyższył o 100 proc. uposażenia wszystkich służb mundurowych. Dał 13. emeryturę. Zamroził ceny niektórych towarów począwszy od benzyny; ale tylko dla Węgrów. Te elementy składają się na to, że Orban coraz bardziej zwraca uwagę na służby specjalne i buduje fortecę - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM