Putin po sankcjach jak "obrażone dziecko". Ekspert: Może zamknąć swoją stację benzynową

Rosja poczuje uderzenie unijnych sankcji na ropę, ale nie będzie to uderzenie ostateczne - uważa Wojciech Jakóbik. Redaktor naczelny BiznesAlert.pl tłumaczył również w TOK FM, co unijne embargo na rosyjską ropę będzie oznaczało dla przeciętnego Polaka.
Zobacz wideo

W poniedziałek weszło w życie unijne embargo na sprowadzanie rosyjskiej ropy drogą morską. Unia Europejska, kraje G7 i Australia wprowadziły również limit cenowy na ten surowiec - 60 dolarów za baryłkę. Według ekspertów doprowadzi to do spadku popytu na rosyjską ropę.

Jak tłumaczył redaktor naczelny BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik, kolejny pakiet sankcji skierowany przeciwko Rosji może oznaczać dla "przeciętego Polaka" chwilowy wzrost cen tego surowca. - Może okazać się, że przez jakiś czas ograniczenie ilości ropy rosyjskiej na rynku będzie windować ceny, chociażby dlatego, że będzie u nas coraz więcej ropy bliskowschodniej, która nierzadko była sprzedawana drożej. Bardziej długofalowo dojdzie do podobnego zrównoważenia sytuacji, jakie widzieliśmy na rynku węgla w Polsce - tłumaczył gość audycji "Połączenie" w TOK FM.

Kreml przekonuje, że nie zaakceptuje limitu cenowego i zakręci kurek z ropą tym, którzy zgodzą się na limit cenowy. Zapewnił też, że obowiązujące embargo nie wpłynie na ofensywę w Ukrainie.

Wojciech Jakóbik reakcję Kremla porównał do reakcji "obrażonego dziecka, które dostało karę". - Zobaczymy, czy Rosja zakręci kurek z ropą, jak zakręca systematycznie kurek z gazem. Mogą to zrobić, bo często działa wbrew interesom ekonomicznym własnych firm. Tak jak zrobili z Gazpromem, mogą zrobić z Rosnieftem, który straci rynek zbytu. Ponieważ będą mieli inne priorytety jak kolejne uderzenie w gospodarkę zachodnią, aby ta przestała wspierać Ukrainę - tłumaczył w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Węgry - "koń trojański" Putina w Europie

Natomiast, jak wskazał gość TOK FM, "takie działanie ma krótkie nogi, jak kłamstwa Kremla". - Długoterminowo Rosja sama zamknie swoją stację benzynową, pozbawiając się "rynku zbytu premium". Bez stacji benzynowej Putina nie ma systemu władzy w Rosji i taka jest kalkulacja zachodnia - powiedział.

Embargo, jak zauważył ekspert, odcina od Rosji jej największych klientów, a dzięki tym, którzy zostaną, nie odrobi strat. - Rosja może do pewnego stopnia kompensować straty w Europie dostawami do Azji, ale to są mniejsze wolumeny i nierzadko wiążące się ze sprzedażą z jeszcze większym rabatem niż cena maksymalna. I nawet jeżeli Węgry - "koń trojański" Putina w Europie - nadal będzie mógł ciągnąć ropę rosyjską przez południową nitkę ropociągu "Przyjaźń", to najwięksi klienci zostaną odcięci poprzez embargo morskie, które dotknie Włoch czy Holandii. Czyli dwóch największych klientów w Europie. Zostaną mali klienci jak Czechy, Słowacja, Węgry - bez dostępu do morza albo bez woli porzucenia rosyjskiej ropy  - wyjaśnił Jakóbik.

Jak podkreślił gość TOK FM, Rosja "poczuje to uderzenie, jak poczuła poprzednie pakiety sankcji zachodnich". Zastrzegł jednak, że nie jest to dla niej uderzenie "decydujące i ostateczne".

Wypowiedzi Macrona i Scholza - marchewka na końcu gospodarczego kija

Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył, że Zachód powinien rozważyć, jak odpowiedzieć na zgłaszaną przez Rosję potrzebę uzyskania gwarancji bezpieczeństwa, jeśli Władimir Putin zgodzi się na negocjacje w celu zakończenia wojny z Ukrainą. Z kolei kanclerz Niemiec Olaf Scholz zasugerował, że Europa powinna wrócić do przedwojennego "ładu pokojowego" z Rosją i rozwiązać "wszystkie kwestie wspólnego bezpieczeństwa" po wojnie na Ukrainie, jeśli Władimir Putin będzie skłonny wyrzec się agresji wobec sąsiadów.

- Czy takie wypowiedzi można uznać za próbę zastosowania marchewki przy tym gospodarczym kiju? - pytał prowadzący audycję Jakub Janiszewski.

- Marchewka oczywiście musi się pojawić. Być może przywódcy Europy Zachodniej liczą, że w ten sposób przekonają Rosjan, by jednak nie zakręcali tego naftowego kurka - powiedział Wojciech Jakóbik. Choć, jak przyznał, szanse na to są niewielkie. - Bo Rosjanie nie przejmują się stratami ekonomicznymi, jeżeli przyświeca im cel wyższy - odrodzone, przez podbój Ukrainy, imperium rosyjskie - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM