Donald Trump usłyszał zarzuty, ale się nie przyznał. "Złamany precedens. Ta sprawa będzie się ciągnęła"
Według NBC Donald Trump nie przyznał się do postawionych mu 34 zarzutów. Chodzi między innymi o 130 tysięcy dolarów, jakie prawnik Trumpa miał zapłacić w 2016 roku aktorce filmów pornograficznych Stormy Daniels, za milczenie o rzekomym romansie z jego klientem. Istnieje podejrzenie, że były prezydent USA złamał prawo dotyczące finansowania kampanii wyborczej, gdy rozliczał się za tę transakcję ze swoim prawnikiem.
Były prezydent Stanów Zjednoczonych nie został też zakuty w kajdanki ani umieszczony w celi izolacyjnej.
- Zarzuty dla mnie są ogromną ingerencją w wybory na niespotykaną skalę - ocenił Trump podczas wystąpienia w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie. Zaatakował też sędziego prowadzącego jego sprawą oraz stwierdził, że prokurator, który wniósł zarzuty, sam powinien zostać postawiony w stan oskarżenia.
- Nigdy nie myślałem, że coś takiego może stać się w Ameryce. Jedynym przestępstwem, jakie popełniłem to energiczna obrona naszego narodu przed tymi, którzy chcą go zniszczyć - powiedział były prezydent USA.
Trump usłyszał zarzuty
Donald Trump jest pierwszym w historii prezydentem Stanów Zjednoczonych, któremu postawiono zarzuty w procesie kryminalnym. - To dopiero pierwszy element tej sprawy, która będzie się ciągnęła pewnie do wyborów w 2024 roku. To złamanie precedensu, bo do tej pory byli prezydenci USA de facto mieli immunitet. Nie w sensie prawnym, ale bardziej tradycyjnym - tłumaczył w TOK FM Michał Baranowski, dyrektor warszawskiego biura German Marshall Fund.
Gość Wojciecha Muzala zaznaczył, że w krótkiej perspektywie czasowej Trumpa korzysta na całej sprawie. - Bo udaje mu się zbierać pieniądze na kampanię. Wpłynęło mu ostatnio na konto z tego względu dodatkowe 7 mln dolarów - podał Baranowski.
Jednak, w szerszym ujęciu były prezydent może więcej stracić niż zyskać. - To jest decyzja podjęta przez zwykłych obywateli z Wielkiej Rady Przysięgłych. Sygnał, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Dla zwolenników Trumpa każdy atak na milionera ma wymiar polityczny i jest dla nich paliwem. Pytanie, czy wyborcy republikanów dalej będą chcieli popierać człowieka z zarzutami i czy w końcu się od niego odwrócą - mówił Baranowski.