Zamachy w Teheranie i Bejrucie. "Netanjahu podtrzymuje atmosferę zagrożenia"
W Teheranie zginął jeden z liderów Hamasu Ismail Hanija, zabity przez izraelskie służby. - Cała ta akcja jest bardzo ciekawa, tym bardziej, że dzień wcześniej miał miejsce
atak w Bejrucie, w którym zginął jeden z przywódców Hezbollahu. Mamy do czynienia z dwiema bardzo udanymi akcjami - stwierdził w audycji "A teraz na poważnie" wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Karol Wilczyński. Dodał przy tym, że akcja w Teheranie to równocześnie blamaż służb irańskich. - Tym bardziej, że miało to miejsce tuż przed inauguracją nowo wybranego prezydenta, gdzie
poprzedni też zginął w wypadku, którego przyczyny również są nieznane - przypomniał głośne wydarzenia sprzed dwóch miesięcy.
Największe zagrożenie - Netanjahu
Gość Mikołaja Lizuta stwierdził, że wątpi w szerszą eskalację konfliktu po tych zamachach. - Podejrzewam, że zarówno Iran, jak i Hezbollah przeprowadzą jakieś większe ataki, ale mam nadzieję, że będą tak samo nieskuteczne, jak słynny nalot dronów z Iranu, gdzie spośród trzystu ponad 290 zostało zestrzelonych - tłumaczył ekspert. Władze Iranu podkreślają, że doszło do hańby, więc "nawet dla działań wewnętrznych, propagandowych muszą jakoś odpowiedzieć".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Obecna sytuacja z pewnością wpłynie na proces pokojowy w Strefie Gazy, ale Wilczyński przekonywał, że same zamachy nie są tu najbardziej istotne. - Uważam, że największym zagrożeniem dla zawieszenia broni jest sam premier Izraela, któremu zależy tylko na kontynuowaniu konfliktu - tłumaczył. Dzięki wojnie, która tak naprawdę nieprzesadnie grozi Izraelowi, sam Netanjahu podtrzymuje atmosferę zagrożenia i buduje radykalną nacjonalistyczną politykę.
Twarz organizacji
- Teraz Hamas na pewno wycofa się z jakichkolwiek rozmów - stwierdził gość TOK FM. Jego zdaniem wszelkie negocjacje zostaną przerwane. Wilczyński zauważył, że były szanse za zawieszenie broni i podpisanie układu, ale z perspektywy Izraela zamach na Haniję mógł być planowany od dawna i właśnie dlatego Izrael tak naprawdę nie dążył do podpisania czegokolwiek. - Sukces Izraela polega na tym, że po raz pierwszy zrealizował cel deklarowany od samego początku, czyli likwidację przywódców Hamasu - dodał.
Turcja zaatakuje Izrael? 'Państwo rozgrywające'
Zginęła jedna z trzech najważniejszych osób odpowiedzialnych za atak z 7 października - To zmniejszy operacyjność Hamasu i wywoła duży chaos wewnątrz organizacji - tłumaczył. Zdaniem eksperta to kwestia kilku, a może kilkunastu miesięcy, zanim Hamas znajdzie kolejnego, tak sprawnego na arenie międzynarodowej, lidera. - Bo to, że Hamas był słuchany przez Iran, przez Hutich, ale też przez Katar, Turcję, czy lokalnych partnerów, było zasługą Ismaila Haniji, który był twarzą organizacji - przekonywał gość TOK FM.
Konflikt na Bliskim Wschodzie. Państwa - pariasy
Jak mówił Wilczyński, likwidowanie przywódców jest o wiele skuteczniejszym sposobem prowadzenia wojny niż "nieprecyzyjne, celowo rozszerzone bombardowanie obiektów cywilnych". - Jestem bardzo zdziwiony, że Izrael zmienił taktykę - przyznał, tłumacząc, że ataki w przywódców dzień po dniu to "efekt zaskoczenia potrzebny przy tego typu działaniach". Zmiana nie nastąpiła jednak w Strefie Gazy. - Tam Izrael cały czas krzywdzi bezbronnych, niewinnych ludzi, bombardując, wypędzając, głodząc. Niestety nie myślę, że to się zmieni - stwierdził gość TOK FM.
Istotnym aspektem mogą być tu działania Międzynarodowego Trybunału Karnego i Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. - Iran już jest państwem-pariasem. Nie ma dobrych relacji z większością państw na świecie, co widać właśnie na inauguracji ich nowego prezydenta - tłumaczył Wilczyński. - Izrael może dołączyć do tego klubu państw-pariasów, przynajmniej jeśli chodzi o Europę - przekonywał. Jego zdaniem, jeśli Netanjahu po procesie zostałby uznany zbrodniarzem wojennym, albo działania w Gazie oficjalnie zostałyby uznane za ludobójstwo, będą konsekwencje ze strony państw Zachodu, które dziś militarnie wspierają Izrael. - Pomimo krzyków izraelskich prawicowych polityków, że to antysemityzm, poparcie dla Izraela może spaść - spuentował.