Wielka wymiana więźniów ma drugie dno? "Bardzo taktyczny deal"
Nieoficjalnie zapowiadana od kilku dni wymiana więźniów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Niemcami i Rosją i Białorusią najprawdopodobniej doszła do skutku w czwartek. - Tak naprawdę dowiemy się po fakcie, a i to pewnie nie o wszystkim - tłumaczył gość audycji "Światopodgląd", współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej", dr Witold Sokała z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Jego zdaniem dopiero poznawszy nazwiska choć części uwolnionych, będziemy mogli z nich spróbować wnioskować, o co tak naprawdę chodziło. - Na pewno będzie to dobra wiadomość pod tym względem, że jacyś ludzie, zapewne niewinnie skazani w Rosji i na Białorusi, znajdą wolność na Zachodzie - stwierdził gość Agnieszki Lichnerowicz, podkreślając humanitarny efekt takiej wymiany.
Szpiedzy za niewinnych
- Trochę gorsza informacja będzie taka, że z zachodnich więzień zniknie parę osób, które powinny w tych więzieniach zgnić - przyznał. Przykładem, który podał jest Wadim Krasikow, najprawdopodobniej kadrowy oficer rosyjskiego wywiadu, który brutalnie zamordował w Berlinie gruzińskiego dysydenta. - Być może właśnie ta chęć, wyciągnięcia kadrowego oficera siedzącego w zachodnim więzieniu, motywuje Władimira Putina - tłumaczył Sokała, przywołując podobne wymiany jeszcze z czasów Związku Radzieckiego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gość TOK FM przekonywał, że tego rodzaju wymiany, dokonywane co jakiś czas, są tak naprawdę mocno niesymetryczne. - Po stronie wschodniej w więzieniach siedzą zazwyczaj miejscowi obywatele, działacze opozycji demokratycznej, praw człowieka. Nie są to żadni szpiedzy, chociaż czasem taka legenda jest im dorabiana przez sądy reżimu. Natomiast po drugiej stronie są kadrowi oficerowie wywiadu wysłani po to, żeby albo kraść informacje na Zachodzie, albo dokonywać morderstw, tak jak w wypadku Krasikowa - stwierdził gość, podkreślając, że zamiast równorzędnej wymiany szpiegów, mamy tak naprawdę wymianę szpiegów na niewinnych ludzi, którzy podpadli reżimowi.
Przed wybuchem wojny na Ukrainie można było odnieść wrażenie, jak twierdzi Sokała, że Rosja i Białoruś gromadzą sobie "kapitał" na wypadek wymian. - Coraz częściej aresztują i skazują na wysokie wyroki obywateli państw zachodnich lub prominentnych działaczy opozycji rosyjskiej po to, żeby mieć walutę wymienną wtedy, kiedy trzeba będzie wyciągać swoich szpiegów z Zachodu - tłumaczył.
Ocieplenie stosunków
Ekspert przyznał, że praktyka takich wymian może sprawiać wrażenie demoralizujących, ale taka właśnie jest rzeczywistość. Zachód staje wtedy przed wyborem. - Czy zachować w więzieniu tego łapserdaka w mundurze oficera rosyjskich służb, mordercę, czy go wypuścić w zamian za niewinnych ludzi? - gość TOK FM przekonywał, że ten człowiek jest cenny dla Zachodu dopóki możemy "coś z niego wycisnąć". Potem można go zostawić w więzieniu i żywić za pieniądze zachodniego podatnika, albo właśnie wymienić za kogoś niewinnego.
Poprzednia tak duża wieloosobowa wymiana miała miejsce, jak twierdził Sokała w 2010 r. gdy Rosjanie chcieli wyciągnąć ze Stanów Zjednoczonych siatkę zawodowych szpiegów w tym słynną Annę Chapman. - Tło polityczne było wtedy bardzo ciekawe. To był deal polityczny i wymiana służyła ociepleniu stosunków między obydwoma stolicami - opowiadał ekspert. Rosji zależało na amerykańskim wsparciu w kwestii członkostwa w Światowej Organizacji Handlu, a Amerykanie potrzebowali pomocy Putina przy transferze wojsk do Afganistanu. Obama potrzebował też współpracy Moskwy w powstrzymaniu nuklearnego programu Iranu. Gość TOK FM podkreślił, że dzieli nas od tamtych czasów tylko 14 lat. - Wtedy ewidentnie wymiana była elementem ocieplenia stosunków. Prezydenci kazali szefom agencji szpiegowskich wynegocjować tak spektakularny gest, żeby pokazać obustronnie dobrą wolę - wspominał.
Konkretny człowiek
Tym bardziej zastanawiające są okoliczności aktualnej wymiany. Sokała przekonywał, że trzeba się poważnie zastanowić, czemu do kolejnej i to na tak dużą skalę dochodzi teraz. Ekspert przyznał, że ma dwie hipotezy. Pierwsza z nich to właśnie ocieplenie stosunków amerykańsko-rosyjskich. - To oznacza, że mimo wojny toczącej się w tle, szykuje się jakiś przełom. I zarówno Moskwa, jak i Waszyngton postanowiły zasygnalizować tym gestem, że idą w kierunku łagodzenia napięć i że gdzieś tam blisko jest już jakiś plan pokojowy - tłumaczył. Ale obok tego miał jeszcze drugą, jak przyznał, bardziej realną hipotezę, według której to wszystko robi się ze względu na konkretnego człowieka. Że to taki "bardzo taktyczny deal".
- Podejrzewam, że nie chodzi o osoby zwalniane przez stronę rosyjską, bo one są wszystkie tak naprawdę cenne ze względów humanitarnych - mówił Sokała. Jego zdaniem to Rosja jest inicjatorem wymiany, chcąc uwolnić jakiegoś swojego agenta posiadającego cenne informacje. - Rosjanie chcą go szybko wyciągnąć, zanim pęknie i w zamian za to wyciągnięcie jeszcze nie do końca obrobionego przez zachodni kontrwywiad oficera są gotowi, rzucić hojnie zakładnikami, których sobie wzięli - spuentował.