advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Sławosz Uznański-Wiśniewski leci w kosmos. To wtedy usłyszy ogromny huk. Kulisy misji Polaka

10 min. czytania
25.06.2025 07:00

Sławosz Uznański-Wiśniewski spędzi na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej kilkanaście dni. Będzie wtedy 400 km nad Ziemią. Jak wygląda tam zwykły dzień i które momenty tej misji są najbardziej niebezpieczne? - Jest taka chwila, kiedy astronauci powtarzają: "To początek mojego końca. Po co się w to wpakowałem!" - mówi w tokfm.pl dr Tomasz Rożek.

|
|
fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl
  • Sławosz Uznański-Wiśniewski leci w kosmos. Start był już kilkukrotnie przekładany.
  • W tej opowieści wspólnie z dr. Tomaszem Rożkiem zaglądamy do wnętrza kapsuły Dragon, którą Sławosz Uznański-Wiśniewski dotrze do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS);
  • Jak wygląda tam zwykły dzień? Na co trzeba uważać przy jedzeniu? W jaki sposób astronauci dzwonią do rodzin na Ziemi?

Three, two, one - odliczanie na przylądku Canaveral dobiega końca. Widać olbrzymie kłęby pary wodnej i słup ognia, który odrywa od ziemi rakietę Falcon 9. Na jej szczycie jest kapsuła Dragon ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. Polski astronauta słyszy huk i czuje ogromne trzęsienie. To najbardziej niebezpieczny moment całej misji Ax-4, która ma potrwać dwa tygodnie.

- Rozmawiałem z astronautami, którzy przeżyli taki start. Niektórzy wspominali, że robili sobie wtedy rachunek sumienia. Powtarzali w myślach: 'To początek mojego końca. Po co się w to wpakowałem!'. Mieli wrażenie, jakby wszystko się rozpadało - opisuje dr Tomasz Rożek, fizyk i dziennikarz naukowy.

Powątpiewa jednak, by astronauci mieli wtedy przed oczami obrazy wcześniejszych katastrof kosmicznych. A było ich kilka: od pożaru w kabinie Apollo 1, w którym podczas testów zginęło trzech ludzi (1967 rok), po spłonięcie promu Columbia z siedmioosobową załogą (2003 rok). Same rakiety Falcon 9 stanęły w płomieniach już dwa razy, na szczęście nikt nie ucierpiał.

Sławosz Uznański-Wiśniewski leci w kosmos. Program specjalny w TOK FM i na tokfm.pl

- Nie sądzę, by mieli te flashbacki. Po pierwsze: gdy wsiadamy do samochodu, to nie myślimy o kierowcach, którzy zostali zgnieceni w karambolach. A przecież było ich mnóstwo. Po drugie: każdy astronauta przechodzi trening psychologiczny, w czasie którego uczy się, jak panować nad stresem i radzić sobie z myślami, które mogą go eskalować. Także Sławosz Uznański-Wiśniewski jest pod tym względem świetnie wytrenowany - podkreśla założyciel Fundacji 'Nauka. To lubię'.

Poprosiłem go, byśmy w tej opowieści wspólnie zajrzeli do wnętrza kapsuły Dragon, która ma zostać wystrzelona w kosmos 10 czerwca o godz. 14:22 czasu polskiego. Miliony widzów zasiądą wtedy przed ekranami, by na żywo śledzić początek misji. O ile nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, polskie media okrzykną to newsem dnia. Sławosz Uznański-Wiśniewski będzie drugim - po Mirosławie Hermaszewskim - Polakiem w kosmosie i pierwszym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Jak będzie wyglądał jego dzień, gdy już tam dotrze?

Start Sławosza Uznańskiego w kosmos. "Jak na bombie w chwili eksplozji"

Sam start rakiety wydaje się ślamazarny, ale tylko dla widzów. Astronauci mogą czuć wtedy, jakby byli na bombie w chwili eksplozji. - Wcześniej w symulatorach sprawdza się, jak ich organizmy zniosą ogromne drgania, żeby nie było zaskoczeń. Podobnie testuje się różne urządzenia, które będą na pokładzie. Chodzi o to, żeby podczas tego trzęsienia nie rozpadły się na kawałki - opisuje dr Tomasz Rożek.

Po kilku chwilach astronauci są wgniatani w fotele. Dzieje się tak, gdy Falcon 9 gwałtownie przyspiesza. Wyrywa się z ziemskiej grawitacji, by dostać się na orbitę. - Na ekranach nie widzimy tego przyspieszenia, bo nie mamy punktów odniesienia. Przyglądamy się kropce na niebie, która po prostu robi się coraz mniejsza. Ale w jej środku przeciążenia mogą sięgać 5G. Nie jest to ekstremum, przy którym człowiek traci przytomność. Dla porównania: piloci myśliwców miewają do czynienia z przeciążeniami 9G. Niemniej 'piątka' mocno wbija w fotel - tłumaczy fizyk.

Jeśli Putin zaatakuje Polskę, spuści na nas deszcz tych maszyn. 'Zostaną kupy gruzu'

Huk, trzęsienie i wgniatanie trwają tylko wtedy, gdy rakieta przechodzi przez ziemską atmosferę. Już po kilku minutach ta 'bomba' cichnie, bo atmosfera naszej planety jest stosunkowo cienka. Mój rozmówca przyrównuje ją nawet do kartki papieru, którą można otulić globus.

Falcon 9 podzielony jest na dwie części, zwane stopniami, które kolejno odrywają się podczas lotu. Wynoszą kapsułę Dragon na orbitę i zostawiają ją tam samą. Obok Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego są tam: dowódczyni misji Peggy Whitson z USA, Shubhanshu Shukla z Indii i Tibor Kapu z Węgier. Słyszą już tylko ciszę kosmosu i korespondencję z kontrolą lotu na Ziemi. Są w stanie nieważkości. Ich lot do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej potrwa od kilkunastu godzin do doby.

Sławosz Uznański na kwarantannie. "To mogłoby spowodować lawinę problemów"

Kapsuła Dragon jest w pełni zautomatyzowana, co oznacza, że astronauci mają tylko kontrolować pracę urządzeń na pokładzie. System sterowania Smoka sam obiera odpowiednią trajektorię lotu i pilnuje prędkości. Gdy już zbliża się do Międzynarodowej Stacji Komicznej, wie, w którym jej porcie zadokować. - Nie jest jak w dawnych czasach, kiedy astronauta kładł dłoń na joysticku i kierował celownik laserowy na port. Teraz wszystko robi system, a człowiek zacząłby działać dopiero, gdyby doszło do awarii - mówi popularyzator nauki.

Prędkości Dragona i stacji zerują się względem siebie. W odniesieniu do Ziemi nadal gnają z przerażającą prędkością, trudną nawet do wyobrażenia (27 tys. km/h), ale dla siebie tkwią już w bezruchu. Podczas dokowania Smoka nie czuć więc żadnego uderzenia, tylko zaledwie muśnięcie. - Oba obiekty się zapinają, następuje uszczelnienie i wyrównanie ciśnień po obu stronach. Dopiero wtedy otwiera się właz. Jedni pakują się do drugich i jest wesoło. Przylatujący zawsze przywożą coś z Ziemi astronautom, którzy są już na ISS, np. prezent od rodzin albo ulubione jedzenie - tłumaczy Tomasz Rożek.

Ważne, żeby nie przywieźli niepożądanych niespodzianek. Dlatego każdy z nich przed wylotem na Międzynarodową Stację Kosmiczną przechodzi kwarantannę. Spędzają w izolacji ok. dwóch tygodni, by nie mieć kontaktu z niechcianymi patogenami. Gdyby astronauci dotarli na stację z chorobami zakaźnymi, spowodowałoby to lawinę problemów. Nawet zwykły rotawirus mógłby wywołać biegunki i poważnie zaburzyć pracę załogi ISS.

Rosjanie znaleźli jej nagie zdjęcia i zmusili do zamachu. 'Dzieci jak żywe bomby'

Jak wygląda zadomawianie się na ISS? Bóle głowy i ciągłe wymioty

Sławosz Uznański-Wiśniewski zna każdy zakamarek Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, jeszcze zanim do niej wejdzie. Nawet po ciemku odszuka wszystkie kluczowe guziki, bo przećwiczył to w symulatorach. - Mimo to może się zdarzyć, że nie od razu będzie gotowy do pracy. Prawdopodobnie przez pierwszą dobę nic nie będzie musiał robić, tylko uczyć się funkcjonowania w trwałej nieważkości - mówi dr Tomasz Rożek.

Jak dodaje, na Ziemi można wytworzyć taki stan, ale tylko na kilkadziesiąt sekund. Mój rozmówca brał udział w takich ćwiczeniach razem z Uznańskim-Wiśniewskim. Obaj wsiedli na pokład specjalnie przerobionego Airbusa 310 i najpierw wznosili się w nim na wysokość 2,5 km, a potem gwałtownie schodzili w dół. Przez 22 sekundy czuli stan zbliżony do nieważkości.

- Sławosz ćwiczył to wielokrotnie, ale nawet dzięki temu nie mógł doświadczyć trwałej nieważkości. Zetknie się z nią dopiero w kosmosie. Na początku pewnie będzie miał np. bóle głowy i nudności. Potrzebna jest więc doba na adaptację. W tym czasie będzie sobie tylko latał po stacji. Oczywiście, zostanie podłączony do różnych urządzeń i wszystkie pomiary z jego ciała będą raportowane na Ziemię - opisuje mój rozmówca.

Dzień Uznańskiego na ISS. Spanie do góry nogami i 16 zachodów słońca

Polski astronauta spędzi 12-13 dni aż 400 km nad Ziemią. Będzie ją okrążał co 90 minut, a więc 16 razy w ciągu każdej ziemskiej doby. Tyle codziennie zobaczy wschodów i zachodów słońca. - Te wyliczenia pokazują, że pojęcia dnia i nocy są tam trudne do zdefiniowania - zauważa dr Tomasz Rożek.

Podobnie trudno określić w kosmosie, czym jest góra, a czym dół. - Gdy na Ziemi odwrócimy doniczkę, to roślina w niej szybko wywinie się do góry, bo ma taki wewnętrzny 'kompas', który określa, gdzie jest góra. A to dla niej istotna informacja, bo na górze tworzą się komórki liści, które szukają słońca. Natomiast w mikrograwitacji nie ma tej informacji. Kwiatek nie wywinąłby się do góry, bo po prostu jej nie ma - wyjaśnia.

'Utknęły na wysokościach' i już się nie zobaczą. 'Popłakałyśmy się'

Gdy więc astronauci na ISS śpią głową w dół względem Ziemi, to nie odczuwają tego, jak w dzieciństwie, kiedy w tej samej pozycji wisieli na trzepaku. - Mają rodzaj śpiworów, które przypinają do… no właśnie czego? Co tam ścianą, co podłogą, a co sufitem? Te przypięte śpiwory służą tylko do tego, żeby nie latali bezładnie w czasie snu i nie zrobili sobie krzywdy - stwierdza.

Astronauci muszą też zapomnieć o braniu prysznica. Nawet gdyby wody było tam dostatecznie wiele, to nigdy nie poleci w dół, a więc nie spłucze ciała. - Muszą zadowolić się czymś w rodzaju naszych mokrych chusteczek - dodaje fizyk.

Toaleta w kosmosie. "Co rano było sikami, wieczorem jest herbatą"

A jak korzysta się z toalety w kosmosie? Mój rozmówca tłumaczy, że używa się czegoś, co bardzo przypomina odkurzacz z odpowiednimi końcówkami, innymi dla kobiet i mężczyzn. Mocz podlega pełnemu recyklingowi, bo woda na pokładzie jest cenna. Nie można wziąć jej zbyt wiele z Ziemi, bo nadmiernie obciążyłaby Dragona. - Więc to, co wieczorem jest herbatą, jeszcze rano było sikami - tłumaczy ze śmiechem.

Kału nie wyrzuca się na zewnątrz, bo w niskiej temperaturze szybko zamarzłby na kamień i mógłby być zagrożeniem dla statku. Co więc z nim się robi? Dr Tomasz Rożek sprawdza to w procedurach agencji kosmicznej. - Już mam! Astronauci zabierają to w drogę powrotną, razem z innymi odpadkami. Nie trafia to jednak na Ziemię, tylko przepala się w atmosferze. W jakimś sensie spada nam to na głowy - śmieje się mój rozmówca.

Telefon z kosmosu. Dzwoni Uznański, odbiera posłanka KO

Nieziemskie warunki mogą być wyzwaniem dla psychik astronautów. Dlatego organizatorzy lotów kosmicznych dbają o różne szczegóły, które pomagają poczuć się lepiej załodze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jednym z nich jest jedzenie.

- Kiedyś próbowałem taką porcję i była zaskakująco dobra. Miałem wrażenie, że wiele wysiłku włożono, by osiągnąć wysoką jakość jedzenia. Niejedna restauracja mogłaby tego pozazdrościć. Nie chodzi o to, by rozpieszczać astronautów luksusem, ale by dać im te kilka chwil w ciągu każdego dnia, podczas których będą mogli zjeść dobrze, odprężyć się i obniżyć poziom stresu. To ważne - podkreśla dr Tomasz Rożek.

Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'

Sławosz Uznański-Wiśniewski zabiera w kosmos liofilizowane, czyli zamrażane na sucho pierogi. Jak je będzie jadł? - Tam to zawsze jest ćwiczenie zręcznościowe. Jeżeli pokarm jest zbyt rozdrobniony, może rozpierzchnąć się po stacji i wpaść komuś do oka. Z kolei krople płynów mogą dostać się do jakiejś elektroniki i doprowadzić do zwarcia, a w skrajnej sytuacji nawet do pożaru. Ogień w kosmosie to przepis na katastrofę. Dlatego ciągle trzeba uważać, nawet podczas odprężania się przy posiłku - zastrzega Rożek.

Relaksująco mogą też zadziałać rozmowy z bliskimi. Czy polski astronauta będzie mógł się łączyć z Aleksandrą Uznańską-Wiśniewską, swoją żoną i posłanką Koalicji Obywatelskiej? - Jasne, że tak, ale na pewno nie w dowolnym momencie. W ciągu misji ma ileś 'okienek' na takie rozmowy. Można je przekierować na zwykły telefon na Ziemi i odebrać w dowolnym miejscu - wyjaśnia mój rozmówca.

Po co Uznański leci w kosmos? "Polskie władze nic z tym nie robią"

Sławosz Uznański-Wiśniewski ma 13 eksperymentów do przeprowadzenia na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jako że jest specjalistą od wpływu promieniowania na elektronikę, sprawdzi, jak ono w kosmosie działa na mały komputer ze sztuczną inteligencją. Ten sprzęt w przyszłości może być montowany np. w satelitach i je udoskonalić.

Z kolei czujniki na ciele będą stale monitorować, co dzieje się w kosmosie z jego mięśniami i kośćmi. - Gdy grawitacja ciągle nie 'dociska' ciała do ziemi, mięśnie zanikają, a kości stają się bardziej kruche. Bo organizm jest świetny w oszczędzaniu zasobów. Nie zużywa ich, jeśli nie ma potrzeby. Dlatego astronauci, którzy lecą na dłużej w kosmos, muszą dużo ćwiczyć i naprawdę mnóstwo czasu na to poświęcają. Na Ziemi człowiek rano trochę się porozciąga, a wieczorem pobiega przez pół godziny i uchodzi za aktywnego fizycznie. Z kosmosu po takich 'treningach' wróciliby na wózku inwalidzkim. Oczywiście chodzi o pobyt, który trwa wiele miesięcy, nie dwa tygodnie - wyjaśnia dr Tomasz Rożek.

'Proszę nie prowadzić sprawy mojej śmierci'. Oto listy Polaków 'zza' grobu

Jednak w jego ocenie to nie badania ani eksperymenty są głównym celem misji Uznańskiego-Wiśniewskiego. - Są ważne, ale będzie miał na nie zbyt mało czasu. Moim zdaniem Sławosz leci w kosmos przede wszystkim po to, by inspirować młodych ludzi. Wiezie na ISS eksperymenty uczniów, studentów i doktorantów, których nie mogą wykonać na Ziemi. Chodzi o to, by rozpalić ogień w przyszłych i początkujących naukowcach. I nie tylko w fascynatach nauk ścisłych, bo kosmos już dawno przestał być wyłącznie ich domeną. To też pole zainteresowania biologów, psychologów, lekarzy, etyków, filozofów itd. Lot Sławosza może zainspirować wielu młodych ludzi z różnymi zajawkami - podkreśla.

Dlaczego to ważne? Bo tacy młodzi mogą w przyszłości tworzyć gospodarkę innowacyjną, opartą na wiedzy. - Jeśli teraz, przy okazji tej misji, nie zaopiekujemy się nimi, to stracą dużą szansę na inspirację i rozwój. Polskie władze nic nie robią, by ją wykorzystać. Nie przygotowały szkół, by 'ograć' z uczniami temat lotu Sławosza w kosmos. Od lat proszę o to ministerstwa, ale nie są zainteresowane. Bez tego misja polskiego astronauty będzie tylko jednym z wielu atrakcyjnych obrazków na TikToku, który młodzi przeskrollują i odeślą do zapomnienia - ostrzega popularyzator nauki.

Kluczowy moment powrotu Uznańskiego. Scenariusze wejścia w atmosferę Ziemi

Po dwóch tygodniach od startu Sławosz Uznański-Wiśniewski wsiądzie do kapsuły, by ruszyć w drogę powrotną na Ziemię. Dragon odłączy się od ISS i obierze odpowiednią trajektorię lotu.

Kluczowym momentem będzie wejście w atmosferę. Jeśli Dragon zrobi to pod nieodpowiednim kątem, może spłonąć. Albo odbić się od atmosfery jak kaczki puszczane na wodzie. Wtedy jest ryzyko, że odleci w kosmos na zawsze. - Oczywiście, te zagrożenia są nikłe. System dba, by kąt wejścia w atmosferę był optymalny. Gdy kapsuła już to zrobi, na moment straci łączność z Ziemią. Wszystko przez plazmę, która powstanie wokół rozpędzonego Dragona - opisuje.

Polskie dzieci zapędziły Ukrainkę do kąta i puściły jej odgłosy wystrzałów. 'Płakała'

Jak dodaje, po rozłożeniu spadochronu kapsuła z astronautami wpadnie do wody przy wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. - Chlup do wody i od razu podpłynie statek, by wyłowić Dragona. Wtedy ogłosimy sukces misji. Oby w Polsce udało się go wykorzystać - podsumowuje mój rozmówca.

Fundacja Tomasza Rożka "Nauka. To lubię" opracowała 70 scenariuszy lekcji dla podstawówek. To program "Kosmiczny Tydzień", który pobierzesz >>stąd<< za darmo.

Źródło: TOK FM