Sąd nie uwierzył Kujdzie. "Rzeczpospolita": Współpracownik Kaczyńskiego miał działać dla SB świadomie

Kazimierz Kujda współpracował z SB świadomie - informuje w piątek "Rzeczpospolita", która poznała uzasadnienie wyroku w głośnej sprawie.

Kazimierz Kujda, od lat jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego (był m.in. prezesem spółki Srebrna, a do lutego 2019 r. prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska), w połowie czerwca został uznany przez Sąd Okręgowy w Warszawie za kłamcę lustracyjnego. Był to proces autolustracyjny wszczęty na wniosek samego Kujdy po tym, gdy w lutym 2019 r. "Rzeczpospolita" ujawniła, że IPN ma jego teczkę tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ryszard". Były szef NFOŚ został skazany na trzy lata pozbawienia prawa wybieralności do parlamentu oraz pełnienia funkcji publicznych.

"Rzeczpospolita" wystąpiła do sądu o udostępnienie uzasadnienia wyroku.

Z dokumentu wynika - jak informuje gazeta - że główna linia obrony Kazimierza Kujdy sprowadzała się do twierdzenia, że choć potwierdził na piśmie "nawiązanie dialogu" ze Służbą Bezpieczeństwa, to nie była to "zgoda na współpracę". A zatem złożone przez niego oświadczenie lustracyjne o braku współpracy z SB było zgodne z prawdą. Sąd nie podzielił tej argumentacji.

W uzasadnieniu odtworzono historię kontaktów Kujdy z SB. Był on w jej zainteresowaniu od 1978 r. jako student, a potem doktorant, bo często wyjeżdżał za granicę m.in. do NRD i ZSRR. Starał się wielokrotnie o paszport, by wyjechać do pracy za granicą. Dlatego zaczyna się z nim spotykać funkcjonariusz SB T.W. z Sieradza. "21 grudnia 1979 roku dochodzi do "spotkania pozyskaniowego" poza budynkiem biura paszportowego, w pokoju hotelu (...) w Warszawie. W spotkaniu bierze udział poza T.W. i K.K., kierownik Sekcji (...) Wydziału (...) KWMO w S.-L.S. Funkcjonariusze ujawniają, jaką służbę reprezentują i cel spotkania. W trakcie rozmowy K.K. osobiście sporządza oświadczenie, w którym wyraża zgodę na nawiązanie dialogu z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa, zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy tego faktu, ponadto zobowiązuje się do przekazywania wiadomości autentycznych i zgodnych z prawdą. Zastrzega też, że dialog ma dotyczyć spraw naukowych wynikających z kontaktów z zagranicą" - wskazuje w uzasadnieniu sąd, na podstawie akt operacyjnych, które uznał za wiarygodne.

"Kujda, jak czytamy w dokumencie, spotykał się regularnie z oficerem prowadzącym w hotelach między marcem 1980 r., a lipcem 1981. Nie pobiera pieniędzy od SB, a czas współpracy jest krótki (stąd stosunkowo łagodny wyrok)" - pisze gazeta.

Dziennik informuje, że Kujda rzeczywiście chciał się od kontaktów z SB uwolnić. Już w styczniu 1981 r. stwierdza, że chce je ograniczyć jedynie do kwestii związanych "z wyjazdami do krajów kapitalistycznych". Jednak kiedy chce wyjechać na staż do Austrii, a tak naprawdę do nielegalnej pracy na budowie, pomaga mu w tym agent służb. Po powrocie Kujda unika spotkania, ale kiedy wreszcie do niego dochodzi "lustrowany stwierdza, że w czasie wyjazdu nie zdarzyło się nic, co mogłoby zainteresować służby, ma problemy osobiste i kategorycznie odmawia sporządzenia własnoręcznej notatki". Naciskany - spisuje ją w końcu podpisując nazwiskiem. "Na kolejne umówione spotkania nie stawia się, w rozmowach telefonicznych odmawia spotkania i współpracy, w dniu 18.07.1983 roku ma miejsce ostatnie spotkanie w hotelu" - ustala sąd.

Kazimierz Kujda przed sądem przyznał, że miał kontakty z oficerami SB, ale tylko w kwestii wyjazdów zagranicznych. "Prawdziwe są również jego depozycje dotyczące tego, że nie o wszystkich faktach i osobach informował służby" - stwierdza sąd. Kujda bronił się przed sądem, twierdząc, że przekazywał agentowi fałszywe informacje i dane. Ale wezwani świadkowie, także koledzy z wyjazdów czy pracy na budowie w dużej części je potwierdzali.

Były prezes NFOŚ utrzymywał, że nie miał świadomości, że współpracuje z SB. Sąd uznał te zeznania za niewiarygodne, bo w jego opinii żadne ze spotkań "nie miało charakteru urzędniczego celem uzyskania paszportu, lecz miało charakter konspiracyjny", a poza tym Kujda pisał notatki. Współpraca z SB była zatem świadoma i z zachowaniem tajności - a to wypełnia znamiona ustawy lustracyjnej.

Sąd przyznał, że w zgodzie na kontakty z bezpieką nie użyto sformułowania "współpraca". "Jednak informacja zapisana osobiście przez lustrowanego pod koniec tego oświadczenia, iż ma przekazywać wiadomości autentyczne i zgodne z prawdą, nie pozostawia żadnych wątpliwości, że Kazimierz Kujda w ten sposób zobowiązał się do przekazywania informacji, a nie do prowadzenia kurtuazyjnych rozmów na nieznaczące tematy" - czytamy w uzasadnieniu.

W rozmowie z "Rz" Kazimierz Kujda podkreśla, że wyrok jest "niesprawiedliwy", "straszny". "To dla mnie wielka krzywda. Nigdy nie podpisałem żadnego zobowiązania do współpracy, nie napisałem ani jednego donosu. Nie nadałem sobie rzekomego pseudonimu Ryszard" - mówi. Dodaje, że przedstawił sądowi setkę dokumentów potwierdzających jego niewinność, ale ich nie uwzględniono.

"Będę składał apelację, bo spotkała mnie wielka krzywda" - podkreśla. Na razie jednak jej nie złożył. Po odejściu z NFOŚ zasiadał m.in. w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa. Był także ekspertem w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Obecnie "w resorcie aktywów państwowych" jest społecznym doradcą wicepremiera Jacka Sasina.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM