"Służby rozcieńczyły wodę w Odrze, bo zrobiły zrzuty wody". Sawicki: Fala doprowadziła do "zawału" rzeki

Pod koniec lipca służby wiedziały, co dzieje się w Odrze. Rozcieńczyły wodę, żeby zagrożenia nie było. Specjaliści od gospodarki wodnej uspokajali premiera, że sobie z tym poradzą, bo odpowiednio rozcieńczą zanieczyszczenie i będą mieli problem z głowy. Tak się nie stało - mówił w TOK FM Marek Sawicki z PSL.
Zobacz wideo

Zakończyło się połączone posiedzenie dwóch sejmowych komisji - Komisji Gospodarki Morskiej oraz Komisji Ochrony Środowiska w sprawie sytuacji na Odrze. Przedstawiciele opozycji zwrócili uwagę, że w obradach nie wzięli udziału ani premier, ani ministrowie odpowiedzialni za środowisko. Rząd reprezentował wiceminister klimatu Jacek Ozdoba. Przewodniczący komisji, Marek Sawicki z PSL, na antenie TOK FM zwracał uwagę, że w tej sprawie powinno zostać zwołane posiedzenie Sejmu. Jednak takiej decyzji nie ma. Według Sawickiego, najważniejsza w tej sprawie jest odpowiedź na pytanie, co stwierdzono w próbkach pobranych z Odry w dniach 26-27 i 29 lipca. Jego zdaniem to kluczowa kwestia, bo - jak dowodził - służby państwa polskiego nadal nie poinformowały, czym w tamtych dniach była skażona Odra, natomiast "podjęły działania na rzecz rozcieńczania tego zanieczyszczenia". - Zrobiono duże zrzuty wody ze zbiorników przeciwpowodziowych. Z danych z wodowskazów wynika, że nagle podniósł się poziom wody od 30 do 75 cm. Wynika z tego, że jakieś służby wiedziały, co się w Odrze dzieje. Rozcieńczono wodę, żeby zagrożenia nie było – stwierdził.

W jego ocenie w ten sposób państwowe służby wywołały falę na Odrze, która rozciągnęła zanieczyszczenie na ponad 250 km rzeki. - To po drodze zniszczyło cały ekosystem. To jest istota problemu i to trzeba ustalić. A później przyjdzie czas, żeby ustalić, kto temu zawinił i jak zostanie ukarany – powiedział.

"Zawał Odry"

Marek Sawicki oskarżył państwo polskie o opieszałość w reagowaniu na katastrofę ekologiczną na Odrze. - Główny inspektor środowiska informował o niej 3 sierpnia co najmniej trzech wojewodów. Zagrożenie nabrało charakteru ponadwojewódzkiego i powinien zostać powołany sztab kryzysowy jeszcze 3 sierpnia. A wiemy, że nie powstał. Działania zaczęły się dopiero 9-10 sierpnia, czyli rzekomo wtedy gdy powiadomiono o katastrofie pana premiera. Ale też śmiem wątpić, że premier o wszystkim wiedział. Specjaliści od gospodarki wodnej uspokajali go, że sobie z tym poradzą, bo odpowiednio rozcieńczą zanieczyszczenie i będą mieli problem z głowy. Tak się nie stało – podkreślił gość TOK FM.

Jak dalej opisywał, w konsekwencji działania służb państwowych Odra przeszła "zawał", jej "organizm umierał", a nikt nie ustalał z jakich powodów do tego doszło. Zdaniem posła PSL politycznie odpowiedzialny za to jest wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba. Przypomnijmy, to on w środę stwierdził, że decyzja premiera o odwołaniu szefa GIOŚ Michała Mistrzaka była "trochę emocjonalna i błędna". - Pan minister Ozdoba tak chętnie bryluje w mediach, ale de facto nie podaje nam istoty problemu (…) Dla mnie rzeczą niepojętą jest, że nie znamy wyników badań próbek, które zostały pobrane w końcówce lipca – mówił.

Zwrócił także uwagę, że na Odrze prowadzono prace pogłębiające nurt rzeki, które - jak zasugerował - nie były zasadne przy tak niskim stanie wody. - Bo przecież wiemy, że na dnie Odry, jak każdej dużej rzeki w terenach uprzemysłowionych, znajduje się cała tablica Mendelejewa. Nie powinno się ruszać rzeki, gdy ma niski poziom. To także mogło doprowadzić do zawału tej rzeki – ocenił.

Wyraził nadzieję, że prędzej czy później znajdą się osoby, które "zaczną mówić", co zrobiły służby państwa w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze. - Konfrontując zeznania tych osób, będzie można dojść do prawdy – podsumował rozmówca Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM