,
Obserwuj
Polityka

"Ochroniarze w szafie marszałka z PiS". Opozycja chce kontroli. "To jest kabaret"

tokfm.pl
2 min. czytania
24.04.2023 16:44
Szafa z lustrem weneckim, a w środku ochrona - tak wygląda nietypowe pomieszczenie w sekretariacie marszałka województwa małopolskiego Witolda Kozłowskiego. Radni, którzy poinformowali o sprawie media, są oburzeni i chcą kontroli w urzędzie.
|
|
fot. facebook.com/PrzejrzystaMalopolska

O sprawie informują w poniedziałek media, między innymi krakowska 'Gazeta Wyborcza'. Chodzi o sekretariat marszałka województwa małopolskiego Witolda Kozłowskiego, w którym znajduje się nietypowe pomieszczenie. Na pierwszy rzut oka przypomina szafę z lustrem. Jednak to nie mebel, a "pokoik" ochrony.

- Wewnątrz znajduje się aneks kuchenny z naczyniami, ekspresem do kawy, lodówką, a na małym krzesełku siedzi rosły mężczyzna, który przez cały dzień obserwuje, kto wchodzi i wychodzi z gabinetu marszałka Kozłowskiego. Obserwację ułatwia mu zamontowane w szafie lustro weneckie - napisała 'Wyborcza' w artykule: "Marszałek Małopolski Witold Kozłowski z PiS schował dwóch ochroniarzy w szafie urzędu". Sprawę głośno komentują opozycyjni radni. - To jest kabaret - relacjonuje w rozmowie z gazetą radny PO Krzysztof Nowak.

"Wewnętrzna ochrona"

Witold Kozłowski, marszałek województwa mazowieckiego, związany z PiS, w ubiegłym roku miał wystąpić do policji o zgodę na utworzenie w swoim urzędzie wewnętrznej służby ochrony. Jego prośba została rozpatrzona pozytywnie. Jak czytamy w krakowskiej 'Wyborczej', ochroniarze mają na wyposażeniu między innymi kajdanki i gaz pieprzowy. Marszałek odmówił radnym informacji, ile urząd płaci za ochronę. - My również chcieliśmy zapytać marszałka o koszt, a także powody powołania wewnętrznej służby ochrony. Zatelefonowaliśmy więc do Witolda Kozłowskiego. W odpowiedzi usłyszeliśmy jedynie: - A daj pani święty spokój - pisze 'Wyborcza'.

W rozmowie z TVN24 rzeczniczka marszałka Magdalena Opyd powiedziała, że ochrona pojawiła się w sekretariacie marszałka ze względów bezpieczeństwa, a nie było po prostu innego miejsca, żeby przygotować ich stanowiska. Urzędniczka wyjaśniała, że w "przeszłości zdarzały się incydenty, które zakłócały zarówno pracę sekretariatu, jak i innych urzędników".

Radni nie zamierzają odpuścić tej sprawy. - Zwrócimy się do komendanta wojewódzkiego policji z wnioskiem o podanie merytorycznych podstaw i uzasadnienia do wydania decyzji w sprawie powołania wewnętrznej służby ochrony - zapowiedział w 'Wyborczej' Tomasz Urynowicz, radny niezależny.