"Miała być garstka spacerowiczów, a jest rzesza obywateli". Prof. Pacześniak: Ludzie zaczynają wierzyć w wygraną

Takich tłumów Warszawa nie widziała od dawna. Ulicami stolicy przechodzi właśnie opozycyjny marsz. - Ludzie zaczynają wierzyć, że mimo tego, iż wybory nie będą uczciwe, to one są do wygrania. Tak jak 4 czerwca 1989 roku, kiedy wybory też nie były w pełni wolne, były kontraktowe, ale dało się je wygrać - komentowała w TOK FM prof. Anna Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zobacz wideo

W niedzielę w samo południe, w rocznicę wolnych wyborów 4 czerwca, z Placu na Rozdrożu w Warszawie ruszył marsz opozycji. Zgromadził on tłumy ludzi z całej Polski. 

Jesteśmy tutaj dzisiaj, żeby cała Polska, cała Europa, cały świat, żeby wszyscy zobaczyli, jak jesteśmy silni. Zwyciężymy! - mówił, otwierając marsz lider Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk.

- Okazuje się, że miała to być tylko garstka spacerowiczów, którzy przez rządzących byli wyzywani od rosyjskich agentów, a okazało się, że jest rzesza obywateli, którzy nie są obojętni - komentowała w TOK FM prof. Anna Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zdaniem rozmówczyni Przemysława Iwańczyka, wcześniej przeciwnicy rządu byli głównie rozgniewani i sfrustrowani, zaczynała im towarzyszyć apatia. - A teraz odzyskali nadzieję i są skłonni do działania.  Ludzie zaczynają wierzyć, że mimo tego, iż wybory nie będą uczciwe, to one są do wygrania. Tak jak właśnie 4 czerwca 1989 roku, kiedy wybory też nie były w pełni wolne, były kontraktowe, ale dało się je wygrać - podkreśliła ekspertka.

"To ma trochę wymiar meczu reprezentacji narodowej"

Jak ocenił prof. Maciej Kowalewski z Instytut Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego, siła opozycji jest jeszcze większa niż widać na zdjęciach ze stolicy. - Liczebność tego marszu odnosimy nie tylko do osób, które są bezpośrednio w Warszawie, ale mamy na myśli także uczestników protestów wspierających, które odbywają się w Szczecinie, Krakowie i innych miejscach - wskazał. 

Gość TOK FM zauważył, że miliony śledzą też wydarzenie opozycji w radiu i telewizji. - To ma trochę wymiar meczu reprezentacji narodowej albo mszy papieskiej. Wszyscy ci, którzy byli zaangażowani w protesty w ostatnich ośmiu latach, w obronie sądów, Strajk Kobiet, przy okazji wielu innych sytuacji, w tej chwili mogą przywołać tamte emocje, oglądając to, co się dzieje w Warszawie. Więc na pewno ta liczebność jest zwielokrotniona. To jest coś niezwykłego - podsumował prof. Kowalewski.

TOK FM PREMIUM