Sikorski o białoruskich śmigłowcach nad Polską: Zestrzelić. "Białoruś nie miała skrupułów"
Podpis prezydenta Dudy dał zielone światło dla powstania komisji do zbadania wpływów Rosji na bezpieczeństwo wewnętrzne Polski w latach 2007-2022. Ustawa, która potocznie nazywana jest 'lex Tusk' została podpisana wczoraj (2 sierpnia).
Dominika Wielowieyska zaczęła rozmowę z Radosławem Sikorskim od pytania, czy były minister stawi się na wezwanie komisji. - Tego jeszcze nie wiem. Bo nie wiem, w jakim charakterze miałbym się stawić. Uważam tę ustawę za ewidentnie niekonstytucyjną - odpowiedział były szef polskiej dyplomacji oraz były minister obrony. Gość "Poranka Radia TOK FM" przypomniał, że kontrowersyjna ustawa jest "badana przez Komisję Europejską i Parlament Europejski".
- Rozumiem, że koledzy z PiS-u przyznają się do bezsilności polskich służb w ściganiu ruskiej agentury, do tego, że prokuratura nic takiego nie stwierdziła przynajmniej wobec ich oponentów politycznych. To bezczelna, niekonstytucyjna ustawa, która budzi też zaniepokojenie naszych sojuszników - podkreślił, przypominając, że komisja może wezwać nie tylko polityków, ale też np. dziennikarzy, dyplomatów.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Białoruskie śmigłowce nad Białowieżą
- Skoro Białoruś jest państwem wrogim, bo straszy Polskę, kłamie o Polsce, jest krwawą dyktaturą, sprowadza uchodźców, sprowadza najemników, zagraża polskiej granicy - to skoro MON miał uprzedzającą wiedzę o tym, że będą tam wzmożone siły białoruskie, że będą ćwiczyć - to dlaczego nie wzmocniono monitorowania także polskiej przestrzeni powietrznej? Skoro ludzie na ziemi widzieli te helikoptery, to policja i żołnierze chyba też? - pytał Sikorski. I dodał, że "jeśli te helikoptery latały po polskiej stronie przez 10 minut, to było mnóstwo czasu, żeby je zestrzelić".
- Należało je zestrzelić? A nie wysyła się wcześniej ostrzeżenia? - pytała Wielowieyska.
- Oczywiście zestrzelić można na różne sposoby. Może to zrobić para myśliwców, można to zrobić różnymi innymi systemami. Przypomnę, że Białoruś nie miała takich skrupułów. Kilka lat temu Amerykanie balonem przekroczyli granicę (z Białorusią - przyp.red.), zostali zestrzeleni (do zdarzenia doszło w 2015 roku - red.). A jeśli Grupa Wagnera z bronią w ręku przekroczy polską granicę, to powinna być wystrzelana - podkreślił Sikorski
- A nie zaaresztowana? - dopytywała dziennikarka.
- Jeśli się od razu poddadzą, to oczywiście, ale nie sądzę, żeby się chcieli poddać - odpowiedział były minister obrony oraz spraw zagranicznych.
'Rząd szczuje na Ukrainę'
Relacje polsko-ukraińskie wyraźnie ochłodziły się po wystąpieniu prezydenckiego ministra Marcina Przydacza. Po tym, jak stwierdził on w TVP - komentując sytuację związaną z ukraińskim zbożem, że "Ukraina powinna zacząć doceniać to, co robi dla niej Polska". W reakcji na te słowa ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Polski w Kijowie Bartosza Cichockiego. Premier Morawiecki decyzję Kijowa uznał za błąd.
"Wezwanie polskiego ambasadora - reprezentanta kraju, który jako jedyny pozostał w Kijowie w dniu inwazji Rosji na Ukrainę, do ukraińskiego MSZ, nigdy nie powinno mieć miejsca. W polityce międzynarodowej, w obliczu toczącej się wojny, biorąc pod uwagę ogrom wsparcia, jakiego Polska udzieliła Ukrainie, takie błędy nie powinny się zdarzać" - napisał w mediach społecznościowych.
Radosław Sikorski, komentując sprawę, przypomniał, że to przedstawiciel obozu władzy jest unijnym komisarzem do spraw rolnictwa. I to właśnie Janusz Wojciechowski powinien odgrywać kluczową rolę w sprawie ukraińskiego zboża. - Tymczasem na moje pytanie w PE, komisarz Wojciechowski przyznał, że w wyniku decyzji, które on podejmował - 2/3 zboża, które przekroczyło granicę UE w Polsce - zostało w Polsce. I to właśnie przeciwko temu wprowadzeniu w błąd, odstąpieniu od pierwotnej umowy protestowali polscy rolnicy. I teraz rząd szczuje na Ukrainę, bo sam nawarzył piwa - ocenił gość "Poranka Radia TOK FM".
Sikorski przyznał jednak, że decyzja Ukrainy o wezwaniu polskiego ambasadora, było "zbędne". - Mam nadzieję, że rząd nie zmarnuje pojednania polsko-ukraińskiego, wręcz przyjaźni polsko-ukraińskiej. To jest kapitał, który zbudowaliśmy z Ukrainą w jej godzinie potrzeby, gdy ona walczy o życie. I to jest ważniejsze od interesików wyborczych PiS-u - zaznaczył gość TOK FM.
Polityk dodał, że w sprawie ukraińskiego zboża "niech premier Morawiecki postawi zadanie ''swojemu' komisarzowi do spraw rolnictwa w KE". - Żeby zorganizował szczelny i sprawny tranzyt. Czy to takie trudne? Od czego go tam wysłali, od brania diety - pytał retorycznie były szef MSZ i były minister obrony.