Duda dał PiS-owi czas na otwieranie "słoików z konfiturami". Ale Morawieckiego czeka "ciąg upokorzeń"
W poniedziałek Andrzej Duda zapowiedział, że powierzy misję tworzenia nowego rządu Mateuszowi Morawieckiemu. Zrobił to wbrew powyborczej arytmetyce, która wskazuje, że PiS nie będzie miał większości głosów w Sejmie i tym samym nie zapewni swojemu przedstawicielowi wotum zaufania. Jego kandydatura zatem przepadnie.
Łukasz Lipiński ocenił w TOK FM, że prezydent 'uległ bardzo silnej presji ze strony obozu PiS', z którym wiąże swoją przyszłość. - Natomiast bardzo ciekawe jest pytanie, na co PiS liczy przy tej okazji. Myślę, że funkcjonariusze tej partii liczą, że będą o jeden dzień dłużej rozdzielać pieniądze czy stanowiska. Przypomnijmy, że w grze jest obsada chociażby Komisji Nadzoru Finansowego i prawdopodobnie Mateusz Morawiecki wyznaczy na kolejną kadencję szefa tej instytucji. Rzeczywiście, tam jest całkiem sporo pochowanych w różnych miejscach słoików z konfiturami - stwierdził zastępca redaktora naczelnego tygodnika 'Polityka'.
Wskazał jednak, że to otwieranie "słoików z konfiturami" będzie okupione 'ciągiem upokorzeń' dla Morawieckiego. Bo ten - w ocenie dziennikarza - najpierw będzie musiał bezskutecznie zabiegać o to, żeby ktoś poza PiS-em poparł jego rząd, a potem będzie musiał 'namawiać kolegów partyjnych, żeby zasiedli w jego rządzie'. - To jest bardzo ciekawe, na ile Mateusz Morawiecki zostanie w tych wszystkich działaniach mocno wspierany przez aparat partyjny, a na ile został wyznaczony na straceńczą misję, a jego partyjni koledzy będą stać z założonymi rękami i się temu przyglądać – komentował gość TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Straceńcza misja Mateusza Morawieckiego
Zdaniem wicenaczelnego "Polityki" Mateusz Morawiecki ma plan "zrealizowania tej straceńczej misji dla swojej partii". - Żeby pokazać, jak głęboka jest jego lojalność wobec partii. Tylko pytanie, czy partia odpłaci mu taką samą lojalnością? - zastanawiał się Lipiński.
Przy tej okazji przypomniał słynne głosowanie z Parlamentu Europejskiego, w którym ówczesna premierka rządu PiS Beata Szydło nie poparła kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. Głosowała w ten sposób jako jedyna z przedstawicieli państw europejskich, czyli przegrała 27:1. - Jarosław Kaczyński znalazł się na lotnisku w Warszawie i przywitał ją wielkim bukietem kwiatów, ale już bodajże dwa czy trzy dni później Beata Szydło straciła stanowisko premiera – przypominał.
W ocenie gościa TOK FM Mateusz Morawicki może podobnie "przejechać się" na swojej misji tworzenia rządu. - Zwłaszcza że ma silną konkurencję w partii. Jedni będą patrzyli z wyczekiwaniem, na ile położy kamień węgielny pod mit założycielski nowego PiS-u. A drudzy będą obserwowali, na ile skompromituje się jako osoba, która wszystkich przekonuje do tego, że istnieją jacyś koalicjanci, których tak naprawdę nie ma - tłumaczył dziennikarz. – W internecie pojawiają się memy z Mateuszem Morawieckim na kozetce u psychoanalityka, który pyta: "Mateuszu, czy ci koalicjanci są teraz z nami w pokoju?". Więc żarty są dosyć bezwzględne - dodał.
Lipiński ocenił, że na obecnego premiera czeka "strasznie trudna, trochę tragiczna i straceńcza misja, w której bardzo łatwo popaść w groteskę. A potem będzie bardzo trudno ją odwrócić". - Ta gra może się PiS-owi opłacić, ale też może się zakończyć wprost przeciwnie: ukazaniem bezsilności tej partii i ostatecznym dowodem na to, że te wybory ta partia po prostu przegrała – podsumował rozmówca Karoliny Lewickiej.