"PiS zostawił propagandowe śmieci". Co nowy rząd zrobi z budżetem Morawieckiego?
- Kryzys za nami, odbicie gospodarcze przed nami, jesteśmy w pełni sił do kolejnego skoku. Udowodniliśmy, że Polska nie jest skazana na biedę i opóźnienie - mówił Mateusz Morawieckie w swoim ostatnim expose. Deklaracje przekonują chyba tylko polityczki i polityków PiS-u. Przedstawiciele koalicji KO, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy zapowiadają kontrole wydatków. Eksperci zwracają uwagę m.in. na rosnący deficyt budżetowy i wyborcze wydatki państwowych spółek.
Do grona tych ekonomistów, którzy przyznają, że polska gospodarka nie jest w najlepszym stanie, należy prof. Witold Orłowski. - Produkcja jest w stagnacji, gospodarka przynajmniej od roku nie rośnie. W tej chwili głównym ryzykiem jest to, że nasz eksport zaczyna się bardzo chwiać. Inflacja hula sobie w najlepsze. Żartobliwe występy prezesa NBP Adama Glapińskiego ani nawet cuda na stacjach Orlenu, które na jakiś czas spowodowały, że inflacja się obniżyła, nie zmieniają faktu, że finanse publiczne są w stanie nie wiadomo jakim - ocenił gość "Magazynu EKG".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Do takiego stanu rzeczy doprowadziła - w ocenie ekonomisty PwC - zbytnia swoboda dotychczasowej władzy w dysponowaniu finansami. - Zaciągano gigantyczne długi, robiono gigantyczne zobowiązania wydatkowe bez znalezienia środków finansowania, idące w prawdopodobnie w setki miliardów złotych, np. na uzbrojenie. Jednocześnie w ostatnich dniach podejmowano decyzje, których koszt szedł w miliardy. Rząd rzutem na taśmę wydał tu 5 miliardów, tam 10 miliardów - argumentował prof. Orłowski w rozmowie z Tomaszem Settą.
Zdaniem eksperta sytuacja gospodarcza Polski nie jest dobra, ale nie jest jeszcze "podbramkowa". Taka diagnoza nie oznacza jednak, że nowy rząd Donalda Tuska może sobie pozwolić na bierną politykę gospodarczą. - Mam nadzieję, że nie będzie powrotu do polityki ciepłej wody w kranie. Bo zawsze jest taka pokusa, że skoro wody na pewno jeszcze nie zabraknie przez najbliższe miesiące czy nawet lata, to po co podejmować działania, które się nie spodobają wyborcom - stwierdził.
Podwyższenie kwoty wolnej 'pułapką'. Ekonomista krytycznie o obietnicy KO
Budżet i nowy rząd. Tusk ma coraz mniej czasu
Choć rząd Morawieckiego przeszedł do historii, Tusk dostał po nim w spadku projekt budżetu. A prace dotyczące najważniejszej ustawy mają wyjątkową wagę. Przypomnijmy, że brak budżetu może doprowadzić do rozpisania nowych wyborów. Rząd Tuska ma czas do końca stycznia, aby przedstawić Andrzejowi Dudzie do podpisania ustawę budżetową. PiS złożył w Sejmie projekt budżetu 29 września, ale po wyborach uległ on dyskontynuacji. Ponownie więc został złożony 13 listopada.
Jak przyznał prof. Witold Orłowski, przed Tuskiem i jego ekipą stoi "ogromny problem", nie tylko ze względu na ograniczony czas, ale i zawartość projektu złożonego przez poprzedników. - PiS zostawił nie propozycje budżetowe, a propagandowe śmieci, które miały ukrywać rzeczywistą sytuację. Więc formalnie rząd musi przedstawić budżet, jaki on by nie był, a po jego przyjęciu natychmiast rozpocząć pracę i przygotować budżet przyzwoity, na co będzie już trochę czasu - powiedział.
Tymczasem prezydencka ministerka Małgorzata Paprocka oceniła, że rząd Tuska nie ma się co spieszyć. Jak przypomniała w wywiadzie z 'Dziennikiem Gazetą Prawną', "w 2020 r., po wyborach z 2019 r., budżet został uchwalony i podpisany w marcu". "Pan prezydent będzie brał pod uwagę przepis konstytucyjny i dotychczasową praktykę, ale także jak będą przebiegać prace nad budżetem i jakim kształcie zostanie mu przedstawiony" - stwierdziła.
Prof. Witold Orłowski skomentował tę wypowiedź krótko: "Proponowałbym, żeby ministrowie z kancelarii prezydenta próbowali wypowiadać się w sprawach, na których się znają, a nie próbowali zabierać głosu w sprawach, w których nie są kompetentni".
'Wypadną trupy z szafy'. Dziura budżetowa może nie być największym kłopotem nowej władzy