"Wypadną trupy z szafy". Dziura budżetowa może nie być największym kłopotem nowej władzy
Resort finansów tuż po niedzielnych wyborach, w których sejmową większość wywalczyła demokratyczna opozycja, odblokował do wglądu szacunki, dotyczące wykonania budżetu państwa. Niepokój ekonomistów wzbudziło m.in. załamanie w podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Bo to oznacza po prostu, że do kasy państwa wpłynęło mniej pieniędzy.
Redaktor naczelny portalu 300Gospodarka.pl Marek Chądzyński w TOK FM przedstawił swoją 'prywatną teorię' na temat przyczyny takiego stanu rzeczy. - Największym podatnikiem CIT są banki i spółki skarbu państwa - przypomniał gość 'Magazynu EKG', dodając, że państwowe firmy przed wyborami zaserwowały nam kilka tzw. kampanii informacyjnych. Przypomnijmy, że angażowały się np. w kampanię przed referendum, które wymyślił rząd Prawa i Sprawiedliwości. Tak było np. z Orlenem, który - przez swoją fundację - "promował" referendum, m.in. na stacjach koncernu czekały na klientów specjalne ulotki.
Jak ocenił Chądzyński, być może z takich działań wzięły się "zwiększone wydatki ze strony" spółek Skarbu Państwa, które "zaważyły na wyniku za sierpień". - W związku z tym spółki wykazały niższe dochody i stąd niższa zaliczka na podatek - wyjaśniał w rozmowie z Tomaszem Settą.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak podkreślił Chądzyński, są to tylko jego domysły, a oficjalna przyczyna niskich wpływów z CIT jeszcze nie jest znana. - Zobaczymy, co będzie z wynikami CIT w kolejnych miesiącach, kiedy kampania informacyjna spółek - w związku z kampanią wyborczą - się nasilała - dodał.
Zdaniem wicenaczelnej 'Gazety Wyborczej' Aleksandry Sobczak powyższe doniesienia to dopiero początek skandali, które mogą nas czekać. - Jeszcze wypadną trupy z szafy. Moja hipoteza jest taka, że zachowanie prezydenta Dudy wobec partii rządzącej to nie tylko przeciąganie liny i retoryka. To jest czas na domknięcie pewnych rzeczy. Uważam, że za część rzeczy, które już wiemy o spółkach Skarbu Państwa, będzie trzeba prezesów po prostu rozliczyć. To było działanie na szkodę spółki - zarządzanie pieniędzmi narodowymi w sposób zupełnie nieracjonalny - oceniła.
Czy da się rozliczyć PiS? Były szef CBA wskazał sposób na 'bezpieczniki' Ziobry
Tym, co najbardziej przykuwa uwagę w świeżo opublikowanych danych dotyczących budżetu, są informacje o poziomie deficytu. Jak się okazało, we wrześniu to 34,7 miliardów złotych. Rok temu w tym samym czasie byliśmy ponad 27 miliardów złotych na plusie.
Chądzyński stwierdził, że wrześniowy deficyt "jest dość wysoki, jak na tę porę roku". - Zwykle w lecie w poprzednich latach albo w ogóle nie było deficytu, a była nadwyżka albo ten deficyt był niewielki - tłumaczył. Dodał też szybko, że na razie - jego zdaniem - "pożaru nie ma". - Limit deficytu na cały rok to 92 mld. Więc nie widzę tu zagrożenia przekroczenia limitu deficytu - podkreślił.
PiS osiągnął "efekt Streisand"
Zdaniem eksperta, wstrzymując na czas kampanii wyborczej publikację raportu dotyczącego budżetu, PiS zamiast sobie pomóc, to zaszkodził. - Możemy się domyślać, że rozumowanie było takie, że wysoki deficyt będzie źle wyglądał w kampanii. Gdyby ktoś w Ministerstwie Finansów nie przyblokował publikacji tych danych, to nie uzyskałby takiego efektu Streisand. A teraz uwaga wszystkich komentatorów ekonomicznych i dziennikarzy jest skupiona na tym, że dzień po wyborach, publikowane są dane, pokazujące deficyt wyższy niż w poprzednich latach - mówił.
Prawie 35 mld deficytu "zupełnie nie przeraża" Aleksandry Sobczak. Niepokoi ją coś innego. - Już słyszę naciski, zwłaszcza ze strony organizacji przedsiębiorców na to, żeby bardzo dokręcać śrubę. Nowa władza oczekuje, że wydatki będą bardzo radykalnie ograniczane. A musimy pamiętać o tym, że ludzie w dużej mierze głosowali na PiS ze względu na to, co dostali. Dzięki tym pieniądzom wyszli z biedy i mogli sobie wreszcie pozwolić na jakieś podstawowe rzeczy. Więc radykalny odwrót i zaciskanie pasa jest politycznie zgubne. To jest po prostu prosta droga do klęski w następnych wyborach - uważa wicenaczelna 'Gazety Wyborczej".