Naleśnikarnia i Zembaczyński. Kaczyński zakpił z posła. Wyjaśniamy, o co chodzi
Podczas piątkowego przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego przed sejmową komisją śledczą do spraw Pegasusa doszło do spięcia między między prezesem PiS a członkiem komisji Witoldem Zembaczyńskim z Koalicji Obywatelskiej. Gdy ten zwrócił się do Kaczyńskiego słowami "Proszę świadka" usłyszał w odpowiedzi: "Panie pośle, ale nie jesteśmy w sądzie. Jesteśmy w Sejmie".
- Ale pan ma tabliczkę przed sobą: świadek - zauważył Zembaczyński. Prezes PiS odpowiedział na to zupełnie bez związku z dotychczasową rozmową: "Jeżeli ktoś jest w stanie zrujnować nawet naleśnikarnię to naprawdę".
Naleśnikarnia Zembaczyńskiego. O co chodzi?
Ta próba wyprowadzenia z równowagi jednego z członków komisji ma swoje źródło w audycji radia Opole z 2019 r. Tam poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski zaatakował Zembaczyńskiego, poruszając temat lokalnej naleśnikarni, będącej własnością polityka KO, która upadła. Kowalski powiedział wtedy na antenie: "Jakim pan musiał naprawdę być przedsiębiorcą, że pan nawet naleśnikarni nie potrafił utrzymać".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Sprawa skończyła się w sądzie, a Zembaczyński wykazywał tam, że naleśnikarnia była dochodowa, a on sprzedał ją w 2009 r., bo zmienił życiowe priorytety. W efekcie Sąd Okręgowy w Opolu przyznał mu rację, zakazał Kowalskiemu dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Poseł Solidarnej Polski musiał także zamieścił przeprosiny na łamach prasy i opłacić koszty sądowe.
Zembaczyński przypomniał te wydarzenia Kaczyńskiemu podczas przesłuchania i zapowiedział, że prezes PiS także przegra w sądzie.