Polska powinna wyrzucić rosyjskiego ambasadora? Ekspert studzi nastroje
Ambasador Federacji Rosyjskiej Siergiej Andriejew został wezwany przez ministra spraw zagranicznych, by złożył wyjaśnienia w sprawie niedzielnego incydentu. Chodzi o rosyjską rakietę, która naruszyła polską strefę powietrzną.
Rosyjski ambasador nie przyszedł do MSZ
Jak się okazało, Andriejew zignorował wezwanie i nie stawił się w ministerstwie. Rzecznik resortu Paweł Wroński w komunikacie do mediów podał, że nota dyplomatyczna do rosyjskiego MSZ zostanie skierowana w inny sposób, niż za pośrednictwem ambasadora.
Na odpowiedź samego zainteresowanego nie trzeba było długo czekać. - Odmówiłem wizyty w polskim MSZ, ponieważ uznałem, że nie ma sensu poruszać tego tematu bez przedstawienia dowodów - oświadczył Andriejew w rozmowie z rosyjską agencją informacyjną RIA Nowosti. - Nadal czekamy na dowody strony polskiej, że to nasz pocisk manewrujący wleciał w polską przestrzeń powietrzną. Nie dostaliśmy na to dotychczas żadnego potwierdzenia - podkreślił. - Zaproponowałem moim polskim kolegom, że jeśli chcą, to mogą przesłać odpowiednią notę dyplomatyczną pocztą lub kurierem - dodał.
'Buta i arogancja' ambasadora. Trzeba go wydalić?
Michał Potocki, dziennikarz 'Dziennika Gazety Prawnej' i ekspert w tematyce wschodniej przyznał, że zachowanie rosyjskiego ambasadora to nic innego, jak oznaka pogardy wobec polskiego rządu. - Pokazuje butę i arogancję, które co najmniej od kilku lat charakteryzują rosyjską dyplomację - powiedział nam Potocki przypominając też, że dawniej - według niektórych komentatorów - ta instytucja była jedną z najbardziej wyróżniających się w Rosji.
Ekspert przyznał, iż mimo nagannego zachowania Siergieja Andriejewa, nie spodziewa się wydalenia go z kraju. - Nie widzę powodów, aby rosyjski ambasador wrócił do swojego kraju. Skoro nie został wydalony za dużo poważniejsze prowokacje, choćby przez inne naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez pociski - powiedział Potocki.
Jak stwierdził rozmówca tokfm.pl, Andriejew najpewniej zostanie wezwany po raz kolejny przez ministra spraw zagranicznych. - Ewentualność wydalenia zostanie pozostawiona na bardziej jednoznaczną okoliczność, która, mam nadzieję, nigdy nie nadejdzie - powiedział ekspert.
Potocki odniósł się również do samego pojawienia się rosyjskiej rakiety nad polską przestrzenią powietrzną. Przyznał on, że w jego opinii było to celowe zachowanie ze strony Federacji. - Nie wierzę w przypadki, zwłaszcza że to już któryś raz, gdy nasza przestrzeń została naruszona. Te rakiety mają system naprowadzania na cel, więc Rosjanie mają pełną kontrolę nad tym, gdzie ten pocisk poleci - zauważył. - Moim zdaniem chcą w ten sposób sprawdzać reakcję naszych sił zbrojnych jako kraju NATO i dodatkowo wpłynąć na stosunki polsko-ukraińskie - dodał Potocki.
Jako przykład wskazał komentarze, które od wczorajszego poranka krążą po ukraińskich mediach. - Już pojawiają się wyrażone w krytycznym tonie pytania, dlaczego nie zdecydowaliśmy się na zestrzelenie pocisku - przytoczył ekspert.
Rosyjska rakieta wleciała nad Polskę
W niedzielę rano nad polskim niebem znalazł się rosyjski pocisk manewrujący. Jak podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, do naruszenia naszej przestrzeni powietrznej doszło w miejscowości Oserdów w województwie lubelskim.
Wojskowi uściślili, że rakieta na polskie terytorium dotarła o 4.23 i znajdowała się na nim przez 39 sekund, a następnie zawróciła nad Ukrainę. DO RSZ przekazało, że pocisk znajdował się pod stałą obserwacją żołnierzy, którzy tor lotu obiektu kontrolowali wojskowymi systemami radiolokacyjnymi.