,
Obserwuj
Polityka

Ukraińców z Polski na front? "Wyczuwam mroczną emocję"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
28.04.2024 15:57
Nie gasną emocje wokół nowelizacji ustawy mobilizacyjnej na Ukrainie. Rejestr ma objąć także mężczyzn w wieku poborowym mieszkających poza krajem. Wśród Ukraińców przebywających poza ojczyzną zapanował niepokój, bo konsulaty zawiesiły wydawanie dokumentów. - Ta ustawa ma bardziej wymiar symboliczny. Chodzi o poczucie społecznej sprawiedliwości - mówiła w TOK FM dr Olena Babakova, historyczka i dziennikarka.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Ukraińcy mieszkający poza krajem boją się, że będą musieli iść na front. Wszystko przez niejasności wokół znowelizowanej ustawy mobilizacyjnej, która ma zacząć obowiązywać od 18 maja. Pod konsulatami, także w Polsce, ustawiały się kolejki, bo te czasowo zawiesiły usługi konsularne dla mężczyzn w wieku poborowym, czyli od 18 do 60 lat.

- Nie od dziś wiadomo, że Ukraina cierpi na liczne braki na froncie walki z Rosją. Są to nie tylko braki sprzętu czy amunicji, ale także braki w ludziach. Według skromnych szacunków obecnie brakuje od 400 do 500 tys. żołnierzy - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" dr Olena Babakova, historyczka i dziennikarka.

Według ekspertki dyskusja o tym, jak ściągnąć na front większą liczbę ludzi trwa na Ukrainie od wielu miesięcy. Nowelizacja ustawy jest właśnie jej pokłosiem. Według zmienionych przepisów wszyscy mężczyźni w wieku poborowym mają obowiązek stawić się w punktach poborowych w ciągu 60 dni i zaktualizować swoje dane, w tym miejsce, gdzie aktualnie przebywają. - Nie oznacza to, że automatycznie zostaną zaciągnięci do wojska, ale pozwoli to władzy niejako policzyć zasoby ludzkie - podkreśliła gościni Anny Piekutowskiej. Jak dodała, po raz pierwszy obowiązek taki nałożony został również na mężczyzn mieszkających poza Ukrainą.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Ustawa ma wymiar symboliczny? 

Według ekspertki dziś wjazd do kraju dla takich mężczyzn jest równy z pozostaniem na terenie Ukrainy, a nie ma możliwości, żeby takiej rejestracji dokonać za pomocą internetu. Babakova zwróciła uwagę, że nowelizacja prawa nie różnicuje tego, kto i kiedy opuścił kraj. Jak mówiła, "wrzuca wszystkich do jednego worka" niezależnie od tego, czy ktoś wyjechał 10-15 lat temu, czy już po rosyjskiej agresji.

Tłumy Ukraińców w kolejce. 'Nie można nic zrobić'

- Nie sądzę, żeby władze Ukrainy były na tyle naiwne, by liczyć, że nagle Ukraińcy masowo zaczną wracać do domu. Przepisy mają więc wymiar symboliczny, chodzi o uzasadnione poczucie sprawiedliwości dla Ukraińców, którzy nie wyjechali, którzy mówią: aha, to my odpowiadamy za państwo, ponosimy ciężar wojny, dokładamy się do budżetu, cierpimy z powodu ostrzałów rakietowych, a tyle osób mieszka poza krajem i "prowadzi beztroskie życie", jak często może się wydawać - podkreśliła gościni TOK FM.

Babakova zaznaczyła, że nie wiadomo, jak będzie wyglądać sytuacja po 18 maja, kiedy przepisy mają zacząć obowiązywać. Ale już dziś ich zapowiedź spowodowała chaos i tłumy przed konsulatami. - Z dnia na dzień ludzie zostali pozbawieni podstawowych usług konsularnych, jednak warto dodać, że problemy z wydaniem paszportu i działaniem konsulatów to nic nowego. Ja miałam podobne przeboje w 2010 r., czyli na długo przed rosyjską inwazją - dodawała.

Konsul zaskoczony zachowaniem Ukraińców. 'Wszystkim nagle się kończą dokumenty?'

Metoda kija bez marchewki i mroczne emocje 

W ocenie ekspertki obecne, ale i poprzednie władze Ukrainy o całej diasporze przez lata wypowiadały się pogardliwie lub ironicznie. - Nigdy nie było metody kija i marchewki, zawsze był tylko kij - podkreśliła.

Anna Piekutowska zapytała także o niedawną wypowiedź szefa polskiego MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, który na antenie Polsat News stwierdził, że nie dziwi się władzom Ukrainy, że zrobią wszystko, by dostarczyć żołnierzy na front. Kosiniak-Kamysz dodał również, że nie dziwi się oburzeniu Polaków, których bulwersuje widok młodych Ukraińców w hotelach czy kawiarniach.

W ocenie Babakovej wypowiedź szefa MON jest bardzo niefortunna, bo ewentualne deportacje byłyby niezgodne z prawem, ale także niekorzystne dla polskiej gospodarki, bo "wyjazd setek tysięcy ukraińskich mężczyzn zrujnowałby polski ZUS".

'Należało to zrobić już dawno'. Dziennikarz o aferze z rejestracją Ukraińców

- Wyczuwam tu mroczną emocję, bo powiedział to, co być może wielu Polaków odczuwa podskórnie, ale boi się o tym mówić na głos. "Lepiej niech oni jadą dziś na front i tam umierają, niż za kilka lat mielibyśmy jechać i umierać my" - skwitowała ze smutkiem.