"Nawalanka niczym z gali MMA". Wpisy Protasiewicza mogą mu się odbić czkawką
Jacek Protasiewicz bez mediów społecznościowych żyć nie potrafi. Udowadnia to niemal każdego dnia, publikując swoje przemyślenia oraz zaczepne wpisy w stosunku do innych polityków, często niedawnych kolegów.
Ostatnio na tapet Protasiewicz wziął ministra Marcina Kierwińskiego oraz jego przemówienie z okazji Dnia Strażaka. Wystąpienie szefa MSWiA było 'niewyraźne', co szybko podchwycili internauci, którzy sugerowali, że polityk był nietrzeźwy. Sam Kierwiński zaprzeczył i wyjaśnił, że doszło do awarii nagłośnienia i był to zwykły błąd techniki. Na dowód swojej prawdomówności pokazał wynik badania alkomatem. Zapowiedział także, że będzie bronił swojego dobrego imienia na drodze sądowej, dlatego wszystkie osoby, które sugerowały mu odmienny stan świadomości, dostaną pozwy. Internetowe wpisy mogą się w końcu odbić Protasiewiczowi czkawką, bo jak poinformował w środę RMF FM, pierwsze pozwy prawnicy Kierwińskiego mają wysłać jeszcze w tym tygodniu. Na liście osób, które je otrzymają, jest także Jacek Protasiewicz.
I tu właśnie do akcji wkroczył sam Jacek Protasiewicz. Były polityk PO nie oparł się pokusie i na platformie X opublikował serię wpisów. Zarzucił w nich m.in., że politycy PO doskonale wiedzą, jak się bawić i co pić.
- Wiem, co i ile jest pite w gabinetach rządu PO, zwłaszcza w willi na Parkowej, na tarasie zwanym pieszczotliwie Miami - napisał Protasiewicz.
Protasiewicz wciąż podbijał temat kolejnymi wpisami. Zwrócił się do szefa MSWiA i wyjaśnił, że czeka na pozew sądowy z niecierpliwością.
- Już godzinę czekam na twoich chłopaków! Nawet jajecznicy nie zrobiłem, a Senior zjadł leczo Darusi na śniadanie; wczoraj zapowiadałeś, że się rozprawisz z oszczercami - napisał Protasiewicz.
W kolejnym wpisie Protasiewicz ponownie domagał się otrzymania pozwu. - Z kolegami czekamy na pozwy! Pospiesz się, bo… Sam wiesz, co będzie się działo! - napisał.
Polityk dąży do medialnej "nawalanki".
Zdaniem dr Heleny Chmielewskiej-Szlajfer z Akademii Leona Koźmińskiego te wpisy nie wyglądają dobrze, do tego stopnia, że pojawiają się komentarze, czy Protasiewicz na pewno jest "w pełni zdrowia". - To są posty, które dobrze działają w pewnej celebryckiej niszy, niekoniecznie sprawdzają się jednak w niszy politycznej - mówiła w programie "Jest Temat". Jej zdaniem takie wpisy są, łagodnie mówiąc, obraźliwe.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gościni Agaty Szczęśniak podkreśliła, że działalność w mediach społecznościowych Protasiewicza dobrze "rozchodzi się po internecie". - To jest "nawalanka", podobna do tych, jakie możemy oglądać na galach MMA czy między trzecioligowymi celebrytami, jednak kiedy tak zachowują się rzekomo pierwszoligowi politycy, robi się tabloidowo - oceniła.
Chmielewska-Szlajfer zwróciła uwagę, że sprowadzanie polityki do głupawych przepychanek w internecie, a w szczególności w mediach społecznościowych, jest z jednej strony śmieszne, bo łatwo możemy śledzić rozwój wydarzeń i podwórkowych zachowań, ale z drugiej strony bardzo smutne, gdyż pokazuje, "jacy ludzie stanowią klasę polityczną i nami rządzą". - Dochodzimy do wniosku, że właśnie taka jest polityka, to wywołuje cynizm w ludziach i pokazuje nam, że polityka to cyrk, w którym nie ma nic poważnego. Tracimy na tym jako społeczeństwo i obywatele - mówiła gościni TOK FM.
Jacek Protasiewicz nie jest pierwszym politycznym celebrytą
W ocenie ekspertki trudno przewidzieć, co Jacek Protasiewicz chce osiągnąć swoimi wpisami. Być może - jak zaznaczyła - chce zrobić karierę celebryty. Tu jednak Chmielewskiej-Szlajfer przypomniała, że nie będzie pierwszy. - Prekursorem w polskiej polityce był Kazimierz Marcinkiewicz, który jako urzędujący premier, wraz ze swoją ówczesną młodą żoną, chętnie dzielił się życiem w mediach społecznościowych. Były nawet okładki i wywiady w kolorowych magazynach. Jak wiemy, nie wyszło mu to na dobre - skwitowała.
Przypomnijmy, Jacek Protasiewicz przez swoją działalność w mediach społecznościowych w kwietniu 2024 r. stracił funkcję wicewojewody dolnośląskiego. Ze stanowiska odwołał go premier Donald Tusk, a koledzy z PSL kategorycznie odcięli się od jego "twórczości".