Kto wygra wybory prezydenckie? To nie wynik kandydata KO czy PiS może być kluczowy
Godziny dzielą nas od oficjalnego ogłoszenia, kto będzie kandydatem KO na prezydenta i kogo poprze Prawo i Sprawiedliwość. dzielą nas od oficjalnego poznania nazwisk kandydatów największych partii w wyborach prezydenckich w 2025 roku. Co wiemy na pewno? Swój start zapowiedzieli Szymon Hołownia i Sławomir Mentzen z Konfederacji. Z Koalicji Obywatelskiej wystartuje Rafał Trzaskowski lub Radosław Sikorski, o czym decydują w piątek w prawyborach członkowie partii. Z kolei PiS swojego 'niezależnego' kandydata przedstawi w niedzielę w Krakowie, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi - łącznie z przeciekami, do których dotarły przychylne partii media - wskazują na Karola Nawrockiego, szefa Instytutu Pamięci Narodowej.
Bronisław Komorowski ostrzega przed Nawrockim. 'Duda też miał tę cechę'
To, kto zatem wygra wybory? - zapytała dziennikarzy jedna z osób z publiczności specjalnego wydania podcastu "Dzieje się". Do odpowiedzi zgłosił się Wojciech Szacki z Polityki Insight. - Gdyby te wybory odbyły się za parę dni, to nie mam żadnych wątpliwości, że wygrałby je kandydat Koalicji Obywatelskiej. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, to tak powinny skończyć się wybory w maju. Niezależnie, czy kandydatem będzie Trzaskowski, czy Sikorski, każdy i tak wygrałby z PiS - ocenił analityk.
Ale do wyborów zostały nie dni a miesiące, więc - jak ocenił Szacki - nie kampania wyborcza może mieć największy wpływ na wyniki elekcji. - Tylko to, jakie będą nastroje społeczne za pół roku, jak będzie oceniany rząd. Jeśli gabinet Tuska się nie przewróci, jeśli nie będzie jakichś gigantycznych konfliktów w obozie władzy, to nadal kandydat KO ma największe szanse - tłumaczył ekspert.
Kukiz "otworzył śluzę"
Choć zagrożeniem dla faworyta może być przede wszystkim "kandydat nr 3". - Padały w przestrzeni publicznej nazwiska gen. Romualda Andrzejczaka, Jacka Siewiery. Krzysztof Stanowski, który mówi, że będzie kandydował, też podobno może zrobić dobry wynik. Pytanie też, i le głosów zbierze Sławomir Mentzen. Reasumując, ważne jest to, ile głosów w pierwszej turze padnie na nazwiska inne, niż kandydatów dwóch największych obozów politycznych - podkreślił Szacki.
I w tym kontekście przypomniał wybory z 2015 roku, które wyniosły do Pałacu Prezydenckiego wówczas szerzej nieznanego Andrzeja Dudę. - Nie wygrałby wtedy, gdyby nie Paweł Kukiz. (wówczas w pierwszej turze zajął trzecie miejsce i zebrał 3 099 079 głosów, co stanowiło 20,8 proc. - red.). On wtedy otworzył taką śluzę, przez którą przeszli wyborcy, którzy wcześniej nie głosowali. Oni byli rozczarowani PO i zagłosowali na Kukiza w pierwszej turze, a potem poczuli się ośmieleni do tego, żeby w powtórce poprzeć Andrzeja Dudę - podsumował ekspert z Polityki Insight.
Hołownia zdecydował. Wiadomo, kiedy rozpocznie się kampania prezydencka