,
Obserwuj
Polityka

Jacek Kurski i 100 tys. zł od Zdzisia. "Nie, nie będzie żadnej afery"

oprac. MZ
2 min. czytania
06.06.2025 10:06
Prokuratura w Zamościu prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Jacka Kurskiego - ustalił Onet i Radio Zet. Dziennikarze ujawnili m.in. nagrania rozmów polityka PiS.
|
|
fot. Filip Naumienko/REPORTER / Filip Naumienko/REPORTER

Jak ustalił Onet i Radio Zet, prokuratura w Zamościu prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Jacka Kurskiego. Chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego w 2024 r. Polityk PiS miał przekraczać ustalone przez PKW limity i przeznaczyć na kampanię kilkaset tysięcy złotych własnych pieniędzy. W 2024 roku ten limit wynosił około 64 tysiące złotych. Jego kampanię mieli też wspierać prywatni przedsiębiorcy.

Kurski i 100 tys. od Zdzisia. 'Nie, nie będzie żadnej afery'

Kurski w 2024 r. był "dwójką" na liście PiS do Parlamentu Europejskiego w okręgu Mazowsze. Pomimo wysokiego miejsca i dużych środków nie uzyskał jednak mandatu. A zorganizował nawet w kampanii piknik z udziałem gwiazd disco polo - zespołu Bayer Full i Zenka Martyniuka. W organizacji imprezy miał mu pomagać mazowiecki przedsiębiorca Daniel W. Ten sam, który teraz złożył na Kurskiego zawiadomienie do prokuratury.

"W trakcie kampanii osobiście przekazałem Panu Jackowi Kurskiemu środki pieniężne w wysokości 20.000 zł i niepieniężne, szacowane w sumie na kwotę około 60.000 zł (poprzez finansowanie różnych wydatków), z pominięciem oficjalnych procedur i rachunków komitetu wyborczego" - napisał W. w zawiadomieniu, do którego dotarli dziennikarze.

Kurski miał także dać synowi Zdzisławowi 100 tys., żeby wpłacił na jego kampanię pod własnym nazwiskiem - wszystko po to, by ominąć prawne limity wpłat. - Cześć Zdzisiu. Nie, nie będzie żadnej afery - miał go zapewniać Kurski.

Prokuratura bada finansowanie kampanii Kurskiego. Dziennikarze ujawniają nagrania

Prokuratura jest też w posiadaniu około 3 godzin nagrań rozmów Kurskiego ze współpracownikami, które dotyczą finansowania kampanii. Odsłuchali ich także dziennikarze Onetu i Radia Zet.

Kurski narzeka w nich m.in., że PiS ukradł mu 100 tys. złotych. - [Skarbnik partii Henryk] Kowalczyk... na partię z mojej kampanii stówę, k***a... Kiedy mi Jarosław mówił, że ja nie muszę płacić, bo ja nigdy nie byłem posłem. Ale z drugiej strony nie byłoby siły, nie mogłem się wykłócać, bo poszłaby fama, że tu Bank Światowy k***a, telewizja k***a. Więc już machnąłem ręką na to, umówiłem się, że zabiorą mi 50, a 50 dopłacę później. A zaj***li całe 100! K***a mać... A Jezu, jak ciężko, k***a mać! Wszystko z domu poszło, rozj****em cały dom. Nic nie zostawiłem, 50 tys. zostało mi w banku... Jak nie wygram, to nie mam planu B. - mówi Kurski na udostępnionym przez dziennikarzy nagraniu.

Sam Jacek Kurski wszystkiemu zaprzecza. - Moja kampania w wyborach europejskich była prawidłowo rozliczona. Byłem kandydatem z jedną z największych, jeśli nie największą kwotą wpłat przez komitet wyborczy PiS. Ta sprawa to czarny PR i objaw zemsty - przekazał Onetowi i Radiu Zet polityk PiS.