Melanż AI, cyborgów i centaurów. Wszystko po to, żeby się nie narobić i zarobić
To będzie opowieść dla białych kołnierzyków, bo to dla nich podobno nadchodzą trudne czasy, może nawet śmiertelnie niebezpieczne: czasy sztucznej inteligencji, która ma zabierać im miejsca pracy. Ale zacznijmy od rybki Nemo i od tego ilu potrzeba grafików, by zaprojektować, animować i umieścić w jednej scenie filmowej 74 tysiące 472 meduzy. A w pojedynczym ujęciu 8 tysięcy 609 meduz.
Wszystko te morskie stworzenia jeszcze niedawno pracowicie rysowały zastępy grafików komputerowych, każdy obrazek z osobna, by potem komputer mógł te obrazki policzyć. Ale to ma się zmienić, bo do akcji wkracza cyfrowa wszechmoc, by zastąpić ludzi jeszcze niedawno niezastąpionych, a już na pewno bardzo potrzebnych. Sztuczna inteligencja potrafi prawie wszystko. Wprawdzie nie buduje domów, nie prowadzi samochodów i nie zajmie się dziećmi w przedszkolu. Ale na pewno szybko nakreśli tysiące meduz. I dlatego sposób i tempo, w jaki meduzy będą płynąć ze szkicownika artysty na ekran kinowy, zmieni się rewolucyjnie.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Wie to Joe Katzenberg jeden z najbardziej wpływowych ludzi w branży filmowych animacji, założyciel wytwórni DreamWorks. Wkrótce 'narysowanie' pełnometrażowego filmu będzie zajmować tylko jedną dziesiątą czasu, który zajmuje dzisiaj. Koniec z setkami artystów przy biurkach w nieskończonych przestrzeniach studiów produkcyjnych, benedyktyńską robotą zajmującą mnóstwo czasu i pochłaniającą góry pieniędzy. Tę najmniej twórczą część pracy wykonają maszyny. Twórcy zajmą się zaś tworzeniem: wymyślą historię i jej bohaterów. Graficy komputerowi będą tylko nadzorować 'rysowanie' i czekać aż maszyny skończą robotę. Wszystko to zajmie miesiące, a nie lata. Będzie też wielokrotnie tańsze. Niezależnym twórcom da więc możliwość przebicia się ze swoimi pomysłami bez wielkich pieniędzy. Tym z wielkimi pieniędzmi pozwoli robić rzeczy niemożliwe. Jak na przykład odmłodzenie Harrisona Forda przed kolejnym wysłaniem go na pustynię (w filmie 'Indiana Jones i artefakt przeznaczenia'). Albo skopiowanie głosu Vala Kilmera w 'Top Gun 2'. Ale nie chodzi przecież tylko o twórców filmowych. Chodzi o twórców w ogóle. Oraz o pracowników umysłowych, których praca polega czasami na wielokrotnym powtarzaniu tych samych czynności. To właśnie białe kołnierzyki miałyby na wdrożeniu sztucznej inteligencji ucierpieć najmocniej.
Pierwsza wiadomość o wdrożeniu AI wzięła szturmem czołówki światowej prasy dokładnie rok temu. Już cztery miesiące później jeden z największych banków inwestycyjnych świata opublikował prognozę i powiało grozą. Generatywna inteligencja miałaby pozbawić zajęcia nawet 300 milionów ludzi na całym świecie. Czyli prawie 10 razy tyle ile liczy Polska. Eksperci mnożyli teorie: czyje zajęcie pójdzie pod topór jako pierwsze. Najczęściej obstawiano wysoko płatne profesje, w których elementy wiedzy fachowej na najwyższym poziomie można cyfrowo odtworzyć i powtarzać w nieskończoność. Dwanaście miesięcy później już wiadomo, dla kogo te najczarniejsze prognozy stają się bolesnym doświadczeniem.
Naukowcy sprawdzili dane z platform internetowych, na których swoje usługi oferują wolni strzelcy: programiści, projektanci stron internetowych, copywriterzy, edytorzy czy graficy komputerowi. Dla wszystkich tych profesji liczba zrealizowanych zleceń spadła w ciągu czterech miesięcy od startu AI, aż o prawie 5 procent. Jeszcze gorzej wyglądała sprawa wynagrodzeń. Średnio przedstawiciele tych wolnych profesji zarobili prawie 10 procent mniej. Okazało się też, że nawet najbardziej doświadczeni fachowcy byli w dokładnie tej samej sytuacji co cała reszta. Najwyższy poziom wiedzy nie chronił ani przed utratą kontraktów, ani przed utratą zarobków. To jedna strona medalu. Teraz druga, bo badacze zajęli się też sprawdzaniem, czy i jak w pracy kreatywnej wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji, by się nie narobić, wyjść na swoje i zarobić.
Przebadali konsultantów jednej z największych na świecie firm doradczych, którym pozwolili używać w pracy jednego z modeli sztucznej inteligencji, tej służącej do tworzenia tekstów oraz analizowania danych. I tu będą dwa zaskoczenia. Jedno większe, drugie nieco mniejsze. Analitycy, którzy korzystali z pomocy sztucznej inteligencji, pracowali o jedną czwartą szybciej, a ich praca była oceniana o prawie połowę lepiej niż tych, którzy tego nie robili. I zaskoczenie drugie: im wyższe kwalifikacje tym pożytek ze wsparcia AI — mniejszy. Bo sztuczna inteligencja zbiera i kompiluje wiedzę powszechnie dostępną. A więc uzupełnia braki w wykształceniu mniej doświadczonych pracowników umysłowych. Ci bardziej fachowi na takim wsparciu korzystają mniej.
I na koniec wniosek z badania. Wniosek konstruktywny. I do wykorzystania od ręki. Badacze podzielili pracowników umysłowych, którzy z sukcesem wspierali się cyfrowymi pomocnikami na dwie kategorie. Pierwsza to cyborgi. Swoje sukcesy w pracy ze sztuczną inteligencją zawdzięczali zlecaniu jej złożonych zadań i stałej korekcie głupot, które wyrabiała. Druga grupa to centaury. Ci z kolei zlecali proste, ale czasochłonne podzadania, a rezultaty twórczo składali w całość. I jedni i drudzy pracowali wydajniej. Czytaj - mniej się narobili niż gdyby te same prace wykonywali całkiem sami. I mieli więcej czasu dla siebie.