Watchdog Polska zawiadamia prokuraturę w sprawie samorządowów, które dane osobowe przekazały Poczcie Polskiej

Zawiadomienia o złamaniu prawa składa sieć obywatelska Watchdog Polska. Organizacja uznaje, że doszło do złamania art. 7 Konstytucji, który mówi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Uważają, że samorządy i Poczta Polska tak nie działały.
Zobacz wideo

Sieć Watchdog Polska to organizacja, która na co dzień walczy o jawność w życiu publicznym. W ubiegłym tygodniu oficjalnie - na drodze dostępu do informacji publicznej - poprosiła wszystkie gminy o informację, czy przekazały Poczcie Polskiej spisy wyborców czy też nie.

Jak do tej pory, odpowiedziało około 40 procent gmin, a z tych 40 procent - zdecydowana większość napisała, że Poczcie odmówiła. Niecałe 10 procent przyznało, że owszem, spisy przekazano. Pozostałe 30 procent to gminy, które albo np. sprawę wciąż analizują albo takie, które spisy przekazały, ale... zabezpieczone hasłem. A hasła Poczcie Polskiej nie udostępniono.  

Katarzyna Batko-Tołuć z sieci Watchdog Polska mówi, że w sprawie tych gmin, które udostępniły spisy, wysyłane są zawiadomienia do prokuratur o złamaniu prawa. - To jest straszne, że po 30 latach demokracji musimy tłumaczyć rzeczy podstawowe, że tak nie można - mówi nasza rozmówczyni. Jak dodaje, organizacja zdaje sobie sprawę, że prokuratura z różnych przyczyn - w tym politycznych - może nie chcieć tych spraw prowadzić. - Jeśli tak się stanie, będziemy walczyć przed sądami - mówi Batko-Tołuć.

Nasz rozmówczyni zwraca uwagę na coś, z czym wcześniej jej organizacja nie miała na taką skalę do czynienia - na ogromne oburzenie Polaków faktem, że ktoś - bez pytania ich o zgodę - chciał udostępnić i niejednokrotnie udostępnił Poczcie Polskiej ich dane osobowe (imię, nazwisko, adres, PESEL). - Ciągle odbieram mnóstwo telefonów od osób, dla których to, co wydarzyło się z ich danymi, naprawdę bardzo dużo znaczyło. I cała ta sytuacja to jest na pewno jakiś przełom mentalny dla wielu z nas - dodaje Batko-Tołuć.

Poczta, żądając danych od samorządów, powoływała się m.in. na przepis Tarczy Antykryzysowej i na zarządzenie premiera o przygotowaniach do wyborów. Tyle tylko, że spisy wyborców - formalnie - byłyby potrzebne do wyborów korespondencyjnych, podczas gdy nie było nawet ustawy w tym zakresie. Rzeczniczka Poczty Polskiej Justyna Siwek przekonywała nas, że wszystko odbywało się w majestacie prawa. - Wynika to z roli, jaką Poczta Polska ma pełnić w obsłudze głosowania w ramach wyborów prezydenckich. Rola ta polegać będzie na dostarczaniu do wyborców pakietów wyborczych, a następnie przekazania kart wyborczych do obwodowych komisji wyborczych. Poczta dokłada wszelkich starań, aby jak najlepiej wywiązać się z obsługi wyborów korespondencyjnych - przekonywała TOK FM Justyna Siwek

DOSTĘP PREMIUM