Ponad 4 tys. protestów wyborczych ws. TVP bez dalszego biegu. "Nie spełniły warunków"

Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu protesty, w których wyborcy podnosili kwestię faworyzowania przez TVP Andrzeja Dudy. - Nie spełniały warunków formalnych - ocenił SN.
Zobacz wideo

Do Sądu Najwyższego po wyborach prezydenckich wpłynęło prawie 6 tysięcy protestów. Dotyczyły różnych kwestii, między innymi zbyt późnego dostarczenia albo nie dostarczenia w ogóle pakietów wyborczych Polakom mieszkającym za granicą czy problemów z dopisaniem do spisu wyborców. Największa część z nich - w sumie 4086 protestów - odnosiła się jednak do innej kwestii. Chodziło - mówiąc wprost - o nachalny przekaz TVP przed wyborami i faworyzowanie jednego, konkretnego kandydata.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Sąd Najwyższy rozpoznał wszystkie te protesty w czwartek wieczorem jako jedną sprawę. Zgrupował je, bo zarzuty w nich podniesione były niemal identyczne i dotyczyły przede wszystkim "odmiennego sposobu traktowania kandydatów przez media publiczne, które miało się wyrażać w faworyzowaniu urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej". Wszystkie te protesty Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu, uznając, że nie spełniły warunków formalnych.

Protesty bez dalszego biegu. Dlaczego?

Jak słyszymy, chodzi o to, że wyborca powinien wskazać naruszenie konkretnych przepisów Kodeksu Wyborczego - przepisów dotyczących głosowania, ustalenia wyników głosowania lub mających wpływ na wynik wyborów. "Wnoszący protest nie wskazali, jaki związek miałby istnieć między niewłaściwą realizacją misji przez telewizję publiczną a naruszeniem wspomnianych przepisów" - przekazała nam Martyna Łuczak z Zespołu Prasowego SN.

"Ogólne twierdzenia o hipotetycznym zachowaniu się milionów wyborców i o dokonanych przez nich wyborach nie mogą być same z siebie, w ramach demokratycznego państwa prawnego, traktowane jako zarzut naruszenia norm Kodeksu wyborczego lub popełniania przestępstwa mającego wpływ na wynik wyborów. Nie jest bowiem dopuszczalne sugerowanie masowej manipulacji społeczeństwa bez wskazania dowodów" - czytamy w informacji z Sądu Najwyższego.

Sąd wskazuje na coś jeszcze."Wyborcy podejmują decyzje w oparciu o różnorodne przesłanki. W ramach ich wolności mieści się m.in. wybór dotyczący źródeł, z których czerpią informacje o rzeczywistości społecznej i politycznej. Fakt, że wyborcy decydują się na korzystanie z danego źródła informacji, nawet w świetle podnoszonych wątpliwości co do jego rzetelności, nie może być uważany za równoznaczny z manipulacją" - przekazała nam Martyna Łuczak.

Sąd uznał, że wybory dokonane przez wyborców były ich świadomą i wolną decyzją. "Przyjęcie odmiennego założenia byłoby w istocie formą paternalizmu odmawiającą przymiotu racjonalności wyborcom podejmującym decyzje krytycznie oceniane przez wnoszących protest. To jednak stanowiłoby ograniczenie jednego z podstawowych praw człowieka – prawa do wolności myśli, stanowiącego kamień węgielny społeczeństwa demokratycznego".

W poniedziałek SN zdecyduje o ważności wyborów

Do piątkowego poranka Sąd Najwyższy rozpoznał w sumie 4941 protestów, z czego zarzuty 56 uznał za zasadne, ale bez wpływu na wynik wyborów. Natomiast 4756 protestów pozostawiono bez dalszego biegu. W poniedziałek 3 sierpnia SN ma podjąć uchwałę w sprawie ważności wyboru prezydenta RP. - Wiadomo było od samego początku, że nawet gdyby Sąd Najwyższy wszystkie protesty uznał za zasadne to najprawdopodobniej i tak doszedłby do wniosku, że nie miały one wpływu na wynik wyborów - mówił na antenie TOK FM sędzia Wojciech Hermeliński, były szef PKW.

Jak dodał, przy takim założeniu - jedynie gdyby było 420 tysięcy protestów uznanych za zasadne (różnica głosów między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim - przyp. red.) można byłoby mówić o podważeniu wyników. - Oczywiście, że jest to absurdalne. Ja uważam, że nie tylko sama arytmetyka powinna mieć tu znaczenie. Tutaj też decyduje kwestia, czy któraś z zasad wyborczych - tajności, równości, bezpośredniości - nie została naruszona w tak istotny sposób, że waga tych naruszeń ma znaczenie, a nie ilość złożonych protestów - wyjaśniał Hermeliński.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM