Lek dla chorych na COVID-19 jest, ale dostają go tylko niektóre szpitale. Jakie są kryteria?

Tylko szpitale mające ponad 30 miejsc dla chorych na COVID-19 mają szansę otrzymać remdesivir, lek uważany obecnie za najbardziej obiecujący w leczeniu zakażenia kororonawirusem - dowiedział się reporter TOK FM. Takie są kryteria dystrybucji deficytowego preparatu.
Zobacz wideo

Szpital Praski w Warszawie ma u siebie obecnie 17 chorych z COVID-19. - Ta liczba zmienia się z godziny na godzinę. Część osób umiera, część zdrowieje, w ich miejsce przyjmujemy kolejnych - mówi dyrektor placówki ds. medycznych Igor Radziewicz-Winnicki. Twierdzi, że co drugi pacjent przyjmowany do nich kwalifikuje się do tego, by otrzymywać remdesivir. To jedyny lek, który obecnie uważa się za wysoce skuteczny w leczeniu COVID-19. Aby jednak był skuteczny, trzeba go zastosować na określonym etapie rozwoju choroby.

- Staramy się zamówić lek w hurtowniach, ale otrzymujemy informacje, że dystrybucja wymaga specjalnej procedury i zgody ministerstwa zdrowia - mówi Radziewicz-Winnicki. Dodaje, że wykorzystał już wszystkie możliwe drogi pozyskania remdesiviru. 

Szpital zwrócił się do ministerstwa z prośbą o choćby minimalne ilości, ale pozostaje bez odpowiedzi. Hurtownie odpisują, że ministerstwo zdrowia nie wydało zgody i leku nie dostarczą. – Te pisma nie zawierają żadnego wytłumaczenia, jakie są kryteria i dlaczego nasi pacjenci nie mogą liczyć na pomoc – mówi dyrektor szpitala praskiego.

Remdesivir. Jaki jest klucz dystrybucji?

Podobną walkę toczy wiele placówek w całym kraju. Pojawia się więc pytanie - dlaczego pacjenci w jednym szpitalu lek mają, a inni nie? Jaki jest klucz dystrybucji? Kto ma szanse na leczenie? Dr Artur Zaczyński, który prowadzi szpital na Stadionie Narodowym, ale jednocześnie jest dyrektorem w szpitalu MSWiA na Wołoskiej w Warszawie, przyznaje, że w ich placówce ten lek jest dostępny - Mamy jeszcze zabezpieczony remdesivir dla pacjentów, u których rozpoczęliśmy terapię - mówił w programie Mikrofon TOK FM kilka dni temu.

Sprawę wyjaśnia wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski, który w rozmowie z TOK FM przyznaje, że w resorcie musieli się zdecydować na określony sposób dystrybucji leku. Najpierw dostępną na rynku ilość podzielili między poszczególne województwa, uwzględniając liczbę chorych. Potem konsultanci wojewódzcy w dziedzinie chorób zakaźnych decydują, kto dostanie lek. Warunek jest jeden: - W tej dystrybucji biorą udział szpitale, które mają co najmniej 30 miejsc dla pacjentów z COVID-19 - mówi Maciej Miłkowski i dodaje, że mając ograniczone zasoby, muszą jakoś nimi dysponować.

W praktyce oznacza to, że o tym, czy pacjent ma szansę na leczenie remdesivirem decyduje to, do którego szpitala zawiezie go karetka i który go przyjmie - Nie mamy leku, a szpitale, które go mają nie przyjmują od nas chorych - mówi Radziewicz-Winnicki i dodaje, że w takiej sytuacji lekarze u niego w szpitalu są bezradni, a ludzie stają się pacjentami drugiej kategorii.

Ściągnięcie z Indii do Unii może grozić karą

Na rynku pojawiła się alternatywa. Lek z tą samą substancją czynną jest dopuszczony do obrotu w Indiach i można go stamtąd ściągnąć w kilka dni. W dodatku jest znacznie tańszy. Dlaczego więc tego nie robimy? Bo sytuacja nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Firma Gilead, która produkuje remdesivir i ma patent na ten środek, na mocy specjalnego porozumienia pozwoliła produkować ten sam lek, pod inną nazwą w Indiach i sprzedawać go do krajów rozwijających się. Ta sama firma podpisała z Komisją Europejską umowę na dostarczanie remdesiviru na rynek unijny.

Nikt nie zna szczegółów tej umowy, ale można zakładać, że ściągniecie zamiennika na teren Unii, byłoby złamaniem prawa do patentu i oznaczałoby prawną wojnę z koncernem. - W takich sytuacjach może dojść do arbitrażu międzynarodowego i ogromnych kar za złamanie patentu danego producenta - mówi nam prawnik działający na rynku farmaceutycznym. 

W tej sytuacji decyzja zależy od ministra zdrowia i od jego jednego podpisu. Dyrektor Radziewicz-Winnicki napisał już wniosek w tej sprawie. W dodatku powołuje się na przepisy ustawy prawo farmaceutyczne, które zezwalają na sprowadzenie do kraju leku, który nie jest zarejestrowany na terenie Polski.

- Przepis mówi o stanie klęski żywiołowej, w której zagrożone jest życie lub zdrowie wielu osób. No więc mamy taki stan klęski. Ludzie masowo zapadają na COVID -19, a leku nie można zamówić w kraju - mówi dyrektor Szpitala Praskiego. Wystąpił więc do konsultanta krajowego w dziedzinie epidemiologii, a ten poparł jego wniosek. Decyzję pozwalającą na import docelowy w tym zakresie podjąć może jednak tylko ministerstwo zdrowia.

Ministerstwo na razie podjęło inną decyzję

Wniosek trafił na biurko wiceministra Macieja Miłkowskiego odpowiedzialnego za politykę lekową - W tej chwili czekamy na analizy odpowiedniego departamentu - mówi minister i dodaje, że sytuacja prawna jest wyjątkowo trudna - Gdybyśmy teraz zezwolili na import leku, to oznaczałoby dopuszczenie do obrotu na terenie całej Unii - mówi Miłkowski i dodaje, że trzeba się zastanowić nad konsekwencjami takiej decyzji. W ministerstwie sprawdzają obecnie, czy któryś z krajów nie wydał już takiej zgody. Wtedy byłoby łatwiej, bo Polska nie byłaby pierwsza na tym polu.

Ministerstwo podjęło jeszcze jedną decyzję: - Przesunęliśmy dostawy z przyszłego roku na ten - mówi Miłkowski i dodaje, że w związku z tym w najbliższych tygodniach do Polski trafi jeszcze 30000 tysięcy fiolek. Każda będzie kosztowała 345 euro.

Lekarz z oddziału COVID-owego w dużym szpitalu klinicznym mówi nam, że to i tak o wiele za mało w stosunku do potrzeb - Proszę pamiętać, że dla jednego chorego potrzebnych jest 6 fiolek - mówi medyk. To oznacza, że taka ilość wystarcza dla 5 tysięcy chorych. Pojawia się też pytanie co po Nowym Roku? Jeśli teraz wykorzystamy zapasy na 2021 rok, to skąd wtedy będziemy pozyskiwali lek? W resorcie słyszymy, że wszyscy liczą na poprawę sytuacji epidemiologicznej, a decyzja o ściąganiu "zamiennika" z Indii będzie przeciągana w czasie.

Dotarliśmy do hurtownika, który zapewnia, że jest w stanie sprowadzić lek z Indii w kilka dni, ale przekonuje, że bez decyzji ministerstwa nie wykona żadnego ruchu - To byłoby złamanie prawa i poważne konsekwencje. Czekamy - mówi.

"Dziś z #MZ do szpitali w całej Polsce wyjeżdża blisko 22,5 tys. opakowań remdesiviru. Będą rozdysponowane zgodnie ze wskazaniem konsultantów wojewódzkich ds. chorób zakaźnych" - poinformował w piątek - już po publikacji naszego tekstu - resort zdrowia na Twitterze.

Ministerstwo przekazało też, że "w związku z decyzją ministra o przyspieszeniu dostaw leku, w listopadzie i grudniu do szpitali trafi w sumie 96 tys. opakowań remdesiviru".

DOSTĘP PREMIUM