Tajemnicze zapalenie wątroby u dzieci. "Jeśli stoi za tym koronawirus, to mamy zupełnie nowy problem"

- Koronawirus jak już pokazał przez dwa lata może zaatakować mózg, wątrobę, nerki czy nawet skórę. Więc to jest inny wirus niż grypa i myślę, że wciąż będziemy się mu przyglądać - alarmował w TOK FM dr Paweł Grzesiowski, immunolog, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw COVID-19.
Zobacz wideo

Szybko rozprzestrzeniający się w ostatnim czasie omikron - wbrew przewidywaniom - nie wyeliminował delty, dominującego wcześniej wariantu koronawirusa. Badacze wykryli go choćby w ściekach w Izraelu. 

Dr Paweł Grzesiowski, immunolog, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw COVID-19, mówił w TOK FM, że przyczyna przetrwania delty na razie nieznana. - Wygląda na to, że wariant delta albo posiada lepsze właściwości przetrwania (w sensie biologicznym) w środowisku i dlatego, mimo dominacji omikrona, znalazł sobie jeszcze gdzieś jakąś niszę albo jest jakiś tajemniczy gatunek zwierząt, który akurat ten wariant sobie wybrał - wskazał. Jak wyjaśnił, możliwe jest, że delta dominuje np. wśród szczurów, myszy czy kotów i to jest źródłem tego wariantu w ściekach. 

Rozmówca Mikołaja Lizuta zaznaczył, że nie można na razie wykluczyć żadnej z tych hipotez. Jak podkreślił, występowanie dwóch wariantów - o różnej sile zjadliwości i w tym samym czasie - jest zjawiskiem  niebezpiecznym. - Jeśli takowe warianty występują wspólnie w środowisku, to zawsze jest ryzyko, że one się wymieszają. I np. omikron zmiesza się z deltą w zakresie zjadliwości i w przyszłości powstanie gorszy wariant - np. bardziej niebezpieczny dla płuc - alarmował dr Grzesiowski.

Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 podkreślił, że obecny czas - względnego uspokojenia epidemii - należy przeznaczyć na badania. - Powinniśmy więcej środków i zaangażowania poświęcać monitoringowi. Właśnie m.in. badaniu ścieków, badaniu sekwencji wirusa od chorych. Po to, aby wiedzieć, co się z tym wirusem dzieje, jak on się zmienia - stwierdził immunolog.

Czy na jesieni uderzy w nas kolejna fala pandemii?

Od poniedziałku (16 maja) obowiązujący w Polsce od 20 marca 2020 r. stan epidemii został zastąpiony stanem zagrożenia epidemicznego. Ma on zostać utrzymany co najmniej do września. - To jest takie symboliczne pomarańczowe światło, które mówi o tym, że możemy mieć do czynienia z odwróceniem tendencji. I będę zawsze powtarzał, że prawdziwym testem, w jakim miejscu jesteśmy z epidemią, będzie wrzesień - zapowiadał minister zdrowia Adam Niedzielski.

Także dr Grzesiowski uważa, że pandemia mogła nie powiedzieć jeszcze ostatniego słowa. - Nie wiadomo co będzie za kilka miesięcy. Pandemia nauczyła nas wielkiej pokory. Jeżeli wydawało nam się, że już jest cisza i spokój, bywały fale, które rozwijały się w ciągu dwóch-trzech miesięcy - przypomniał.

Ekspert wskazał, że na razie widzimy najlepszą sytuację, jeśli chodzi o liczbę przypadków śmiertelnych i ciężkich, od początku pandemii. - Czyli możemy powiedzieć, że wchodzimy w fazę wyciszenia. Ale czy ta faza potrwa trzy miesiące czy pół roku? Myślę, że nikt nie jest w tej stanie w tej chwili tego przewidzieć, bo nikt nie jest w  stanie odpowiedzieć na pytanie, jakiego wariantu możemy spodziewać się za te kilka miesięcy - podkreślił.

"Koronawirus wciąż jest niewiadomą"

Ponadto, cały czas pojawiają się nowe, niepokojące doniesienia o możliwych powikłaniach wywołanych przez COVID-19, np. przypadki tajemniczego i ciężkiego zapalenia wątroby u dzieci. Pierwsze takie przypadki pojawiły się w Polsce, choćby w Poznaniu. Na całym świecie wykryto już kilkaset, nie do końca wyjaśnionych tego typu zachorowań, o bardzo różnym przebiegu. - Jeżeli potwierdziłoby się, że rzeczywiście stoi za tym koronawirus, to mamy zupełnie nowy problem. Myślę, że wtedy nigdy nie zaznamy spokoju, bo będziemy cały czas niespokojnie się rozglądać, czy w kontekście koronawirusa nie pojawia się jakaś nowa jednostka chorobowa - alarmował.

Koronawirus wciąż jest więc pewną niewiadomą. - Koronawirus jak już pokazał przez dwa lata może zaatakować mózg, wątrobę, nerki czy nawet skórę. Więc to jest inny wirus niż grypa i myślę, że wciąż będziemy się mu przyglądać przez najbliższe lata. Bo chociażby przypadki przewlekłego covidu w tej chwili są wielką zagadką medyczną i immunologiczną. Wciąż szukamy przyczyny, dlaczego ci ludzie wciąż mają objawy po dwóch latach od wyzdrowienia - wskazał.

DOSTĘP PREMIUM