advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Łódzkie

Plaga komarów i kleszczy. "Wylęgają się w zdwojonej sile"

Katarzyna Giedrojć
3 min. czytania
11.05.2024 09:00
Brak prawdziwej mroźnej zimy powoduje, że robactwo nie wymiera. Wręcz przeciwnie, z powodu ocieplenia klimatu wylęga się w zdwojonej sile - mówi ekspertka z Uniwersytetu Łódzkiego. W Łódzkiem do kwietnia odnotowano już ponad 100 zachorowań na boreliozę.
|
|
fot. istock / Ladislav Kube

W tym roku niemal letnie temperatury pojawiły się wyjątkowo wcześnie. Już na przełomie marca i kwietnia słupki rtęci pokazały ponad 20 stopni Celsjusza. W majówkę przekroczyły 25 stopni. Pojawiły się też pierwsze burze, gdzieniegdzie bardzo gwałtowne.

W Łodzi już na początku kwietnia zakwitły magnolie, a zaraz później tulipany. Z jednej strony zachwycaliśmy się, że szybko zrobiło się ładnie i kolorowo. Z drugiej jednak zapominaliśmy o konsekwencjach, a te są poważne. - Jeżeli teraz zaczynają kwitnąć krzewy i drzewa owocowe, to jeśli w maju przyjdzie przymrozek, to one po prostu zamarzną. A ten lubi przychodzić w okolicach tzw. zimnych ogrodników [w połowie miesiąca - red.]. Jeżeli to będzie -1 stopień Celsjusza, to nic się nie stanie, ale jak będzie -3 czy -4 stopnie przy gruncie, to możemy stracić dużą część owoców - ostrzega prof. Joanna Wibig z Instytutu Klimatologii i Hydrologii na Uniwersytecie Łódzkim.

I zaznacza, że uderzy to nie tylko w rolników, ale również w "zwykłych" ludzi, bo im mniejsze będą zbiory, tym drożej będzie w sklepach.

Dramat na polach i w sadach. 'To nie były przymrozki, tylko prawdziwe mrozy'

Plaga komarów i kleszczy

Prof. Wibig podkreśla, że zmiany klimatyczne widać gołym okiem. - W stosunku do okresu przedprzemysłowego, czyli tych stu lat temu, odnotowaliśmy wzrost temperatury o około 2 stopnie Celsjusza - mówi. To niesie za sobą szereg konsekwencji.

Jedną z nich jest plaga komarów i kleszczy. - Jest ich dużo więcej na samym początku sezonu wegetacyjnego niż kiedyś. Jeśli sezon wegetacyjny jest dłuższy, bo z powodu ciepła zaczyna się wcześniej, to one zdążą się wylęgnąć również w nowym pokoleniu. A każde następne pokolenie to jest sto, a może nawet tysiąc razy więcej egzemplarzy - ostrzega klimatolożka. - Idziemy do lasu i okazuje się, że już w lutym psy czy nawet ludzie przynoszą kleszcze do domu. W kwietniu to już norma - dodaje.

Więcej zachorowań na boreliozę

Plagi kleszczy to także efekt wzrastających temperatur. - To powoduje, że robactwo nie wymiera. Wręcz przeciwnie, z powodu ocieplenia klimatu wylęga się w zdwojonej sile - mówi ekspertka. I dodaje, że gdybyśmy mieli naprawdę mroźne zimy, problem nie byłby aż tak dokuczliwy, a pajęczaki pojawiałyby się później.

Dla aktywności kleszczy wystarczy, aby temperatura podniosła się powyżej zera. W dodatku nie ma już miejsc, które można uznać za bezpieczne. Kiedyś uważano, że pajęczaki te można złapać głównie w lesie. Dziś pojawiają się wszędzie tam, gdzie jest zielono - także w miastach - w parkach czy zieleńcach.

W związku z tym jest więcej zachorowań na choroby odkleszczowe. Jak podawało Radio Łódź, od stycznia do końca marca tego roku w województwie łódzkim odnotowano już 101 zachorowań na boreliozę i dwa przypadki kleszowego zapalenia mózgu. W ciągu poprzedniego roku w Łódzkiem na boreliozę zachorowało 906 osób.

Kleszcze atakują nie tylko w lesie. Nie ma już bezpiecznych miejsc

Dbajmy o drzewa

Profesor zwraca też uwagę, że przy tak widocznych zmianach klimatu powinno się wyjątkowo dbać o zieleń i drzewa. Te wpływają na utrzymanie odpowiedniej temperatury. Ich masowa wycinka powoduje jej wzrost - szczególnie jeśli chodzi o stare i wysokie drzewa. - Pod nimi gleba jest wilgotna. W związku z czym retencja wody, która jest nam bardzo potrzebna, jest dużo większa pod starymi drzewami z dużymi koronami niż pod młodymi. Tam gleba jest zawsze sucha - wyjaśnia prof. Wibig. Wycięte drzewa to również więcej dwutlenku węgla w atmosferze.