"Zagadkowe zachowanie" policji ws. Sebastiana M. Tego prokuratura nie mówi. "Przerażające"
- Choć 7 maja władze ZEA zgodziły się na ekstradycję Sebastiana M., mężczyzna wciąż nie został zatrzymany. Rodzi to podejrzenia, że 34-latek znów uciekł przed wymiarem sprawiedliwości;
- Zdaniem Łukasza Zboralskiego z serwisu z brd24.pl Sebastian M. nadal przebywa w ZEA. "Polskie władze musiały mieć z pewnych źródeł zapewnienie, że on tam jest" - stwierdził na antenie TOK FM";
- Zboralski po wysłuchaniu rozmowy M. ze Zbigniewem Stonogą zwrócił uwagę na wątki dotyczące "bardzo zagadkowego i niespotykanego zachowania" policji i prokuratury.
W pierwszej połowie maja minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny Adam Bodnar poinformował, że władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich - po długich staraniach polskiej prokuratury - zgodziły się na ekstradycję Sebastiana M. Mężczyzna jest podejrzany o spowodowanie 16 września 2023 roku wypadku, w którym zginęły trzy osoby - rodzice i ich pięcioletni syn. Zanim w Polsce ruszyły poważniejsze działania organów ścigania, biznesmen z Łodzi uciekł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sebastian M. znów uciekł organom ścigania?
Choć pozwolenie na ekstradycję już jest, to okazuje się, że nie ma samego Sebastiana M. - Policja we wtorek poinformowała, że zatrzymanie (które miało nastąpić niezwłocznie) nie nastąpiło do tej pory. Tu warto zaznaczyć, że mężczyzna - choć zatrzymany w Dubaju na początku października 2023 roku - zaraz potem został zwolniony za kaucją. Następnie M. uzyskał status rezydenta ZEA oraz tzw. złotą wizę, co pozwoliło mu pozostać na wolności. Zwrócono mu też paszport zabrany przy wpłaceniu kaucji.
Mimo to, według Łukasza Zboralskiego z brd24.pl, M. prawdopodobnie nie uciekł z ZEA. - Myślę, że polskie władze musiały mieć z pewnych źródeł zapewnienie, że on tam jest. Minister sprawiedliwości (Adam Bodnar - red.) czy minister spraw zagranicznych (Radosław Sikorski - red.), chyba by się tak nie wygłupili, żeby odtrąbić wielki sukces, że decyzja o ekstradycji jest, w sytuacji kiedy człowieka od dawna nie ma - wskazał redaktor naczelny serwisu w "TOK360".
Sebastian M. przedstawił swoją wersję. Prokuratura nabrała wody w usta
Także we wtorek, na kanale YouTube kontrowersyjnego przedsiębiorcy Zbigniewa Stonogi pojawił się wywiad z Sebastianem M. 34-latek twierdził w nim m.in., że w momencie wypadku jechał z prędkością 160-170 km/godz. (wg opinii biegłego było to ponad 250 km/godz.), i to samochód ofiar zajechał mu drogę. "Obwiniam siebie o to, że tam byłem, ale ja nie spowodowałem tego wypadku. Tam mógł być każdy z nas" - mówił Sebastian M.
Gościa TOK FM te tłumaczenia "nie zdziwiły". - Właściwie spodziewałem się takiej linii obrony już w sądzie, ale to nastąpiło wcześniej w wywiadzie medialnym. Dla mnie jest to przygotowanie pewnej linii obrony, co też może wskazywać na to, że on nadal może być w Dubaju. Skoro już wiedział, że zostanie ekstradowany, pojawił się przygotowany wcześniej film w którym twierdzi, że jest całkowicie niewinny i że złe państwo polskie pod presją publiczną, która żąda jego krwi, zaczęło ścigać biednego biznesmena - analizował Łukasz Zboralski w rozmowie z Adamem Ozgą.
Jak przyznał Zboralski, w wywiadzie ze Stonogą bardziej niż "próba wybielania się" Sebastiana M. dziwią go dwie inne kwestie. - M. powiedział, że po wypadku był przez dwie godziny wożony przez grupę policjantów między Zgierzem a Bełchatowem. Podobno w poszukiwaniu zestawu, żeby można było mu zbadać krew na obecność alkoholu i narkotyków. To jest bardzo zagadkowe i niespotykane zachowanie - ocenił naczelny brd24.pl.
'Gdy ten Polak mówi, słyszę Putina'. Ukrainki boją się wyborów w Polsce
Do tego M. w wywiadzie wspominał, że miał być zapewniany przez prokuraturę o własnej niewinności. - Powiedział, że prokurator z Piotrkowa Trybunalskiego, która prowadziła te sprawy, moim zdaniem opieszale i nieprawidłowo, zapewniała na komisariacie podczas pierwszego przesłuchania, że to on jest ofiarą. M. stwierdził, że ma bilingi, które o tym świadczą, że dzwonił jeszcze do tej prokurator zanim zniknął z kraju i ona wtedy też mówiła mu, że jest poszkodowanym w tej sprawie - opisywał Łukasz Zboralski.
Gość TOK FM poinformował, że próbował wyjaśnić tę kwestię w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach, jednak natrafił na "mur". - To Prokuratura w Katowicach sprawdzała, czy policjanci i prokuratorzy w tej sprawie rzeczywiście działali prawidłowo i dwa razy umarzała postępowania. Zapytałem, czy w badaniu postępowania policjantów sprawdzała, czy oni gdzieś jeździli przez dwie godziny z Sebastianem M. po wypadku. Jeśli tak, to gdzie byli? Gdzie logowały się ich telefony? Z kim rozmawiał wtedy M.? Z kim rozmawiali oni? Prokuratura nie chciała mi na te pytania odpowiedzieć. I to jest przerażające - podsumował Łukasz Zboralski.