Po co mocny list kard. Rysia? "Próba ratowania twarzy biskupów"
- W liście do wiernych, do którego dotarł RMF FM, kard. abp Grzegorz Ryś zapowiedział powstanie komisji badającej skalę wykorzystania seksualnego w Archidiecezji Łódzkiej;
- Metropolita odniósł się do antyimigranckich głosów w Kościele, zalecając 'nawrócenie języka' w temacie i podkreślając, że 'KAŻDY CZŁOWIEK ma prawo wybrać sobie miejsce do życia';
- Zdaniem Marcina Dzierżanowskiego list to 'wyłom w dotychczasowej kościelnej narracji', ale nie będzie miał wielkiego znaczenia;
- Nasz rozmówca uważa, że polaryzacja także w Kościele jest na takim poziomie, że słowa arcybiskupa nie dotrą do jego przeciwników;
- Dzierżanowski stwierdza też, że rozbudzą złudną nadzieję na samooczyszczenie Kościoła ws. pedofilii, a problemem powinny zająć się organy państwa.
Powołanie niezależnej komisji badającej skalę wykorzystania seksualnego w Archidiecezji Łódzkiej w liście do wiernych zapowiedział kardynał Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. Do jego treści dotarł Tomasz Terlikowski z RMF FM.
Celem komisji ma być dotarcie do nieznanych dotąd pokrzywdzonych i udzielenie im wsparcia.
Za ważny list uznaje Marcin Dzierżanowski, dziennikarz i publicysta, w przeszłości redaktor naczelny 'Wprost', pierwszy prezes, a obecnie działacz Fundacji Wiara i Tęcza, skupiającej chrześcijan LGBT+. - Powoduje wyłom w dotychczasowej kościelnej narracji, która ignoruje ofiary nadużyć seksualnych, a także nie dostrzega fali nastrojów antyimigranckich, która ma miejsce w Polsce - ocenia w rozmowie z tokfm.pl.
- Nie wierzę, że jakakolwiek komisja kościelna wyjaśni przestępstwa, w które systemowo uwikłani byli księża. Instytucje i organizacje na ogół nie są zdolne do samooczyszczenia i nie dotyczy to tylko Kościoła. Od rozliczania winnych są sądy, prokuratura i policja, ewentualnie - w przypadku spraw już przedawnionych - niezależni historycy. Dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy skazani na nieustające rozczarowania Kościołem i biskupami - dodaje Dzierżanowski.
Zdaniem publicysty, zamiast 'wzywać Kościół do odnowy moralnej, powinniśmy raczej wywierać presję na organach państwa'. - By - tak jak to miało miejsce na Zachodzie - rozliczyły klerykalną pedofilię i zmusiły Kościół do zmian, chociażby zasądzając wysokie odszkodowania dla ofiar.
- Oczywiście, cieszy mnie postawa kardynała Rysia. Ale też trochę niepokoi, że tego typu działania mogą po raz kolejny rozbudzić nadzieję na samooczyszczenie Kościoła. Im szybciej pozbędziemy się złudzeń w tej sprawie, tym lepiej - podkreśla Dzierżanowski.
"Miejcie odwagę zamilknąć"
Głośnym echem odbiły się niedawne wypowiedzi biskupów na tematy polityczne na Jasnej Górze. Biskup Antoni Długosz oświadczył, że 'przyjmowanie migrantów nie mieści się w porządku miłosierdzia' i modlił się za członków Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza. Biskup Wiesław Mering stwierdził z kolei, że Polską 'rządzą polityczni gangsterzy' i 'ludzie, którzy samych siebie określają jako Niemców'.
Kard. Ryś w pierwszej części listu do wiernych odniósł się do tego typu wypowiedzi, podkreślając, że 'Katolicka nauka społeczna na którą tak wielu się powołuje wyraźnie stwierdza, że KAŻDY CZŁOWIEK ma prawo wybrać sobie miejsce do życia; i ma prawo w tym miejscu być uszanowanym w swoich przekonaniach, kulturze, języku i wierze. Chrześcijaństwo nie jest religią plemienną'.
Hierarcha zaapelował o 'nawrócenie języka'. 'Proszę, jeśli decydujecie się uczestniczyć w dyskusjach - a już zwłaszcza publicznych - na temat właściwej relacji do uchodźców i migrantów - to chciejcie to czynić w głębokim zjednoczeniu z rzeczywistą nauką Chrystusa i Kościoła. Jeśli zaś nie - to proszę: miejcie odwagę przynajmniej w takich wpadkach zamilknąć i nie dokładać ognia do tak rozpalonej rzeczywistości' - dodaje w opublikowanym przez RMF FM liście.
- To raczej próba ratowania honoru Kościoła, może też honoru biskupów albo po prostu swojego - uważa Dzierżanowski. - Tak zwanym biskupom otwartym, takim jak kardynał Ryś, prymas Wojciech Polak czy arcybiskup Adrian Galbas coraz częściej zarzuca się milczenie. Że milczą w obliczu głosów dominujących w episkopacie - nacjonalistycznych. I głosów, które nie są solidarne z ofiarami nadużyć seksualnych - wyjaśnia.
Głos kardynała Rysia ma więc być próbą votum separatum i 'ratowania twarzy'. - Biskupów, od których wierni nastawieni w bardziej otwarty sposób, oczekiwaliby jakiegoś wyraźnego głosu, a najczęściej tego głosu niestety nie słyszą - podkreśla dziennikarz.
"Każdy mówi do swoich"
Ten głos może jednak pozostać bez odzewu. - Mamy taką sytuację, nie tylko w Kościele, ale i w Polsce, że każdy słucha swoich autorytetów i odzew będzie żaden. Takie głosy mają stosunkowo małe znaczenie, bo każdy mówi do siebie, każdy mówi do swoich. W kraju spolaryzowanym jedni drugich nie są w stanie usłyszeć - twierdzi Dzierżanowski.
Jego zdaniem list nie odegra większej społecznej roli. - To próba ocalenia honoru Kościoła. Swoi chwalą, a przeciwnicy się odcinają i tak naprawdę wszystkie takie głosy wzmacniają tylko skrzydła - dodaje.
List nie będzie też przeciwwagą dla słów wypowiedzianych na wielkich zgromadzeniach, jak na Jasnej Górze. - Musimy pamiętać, że to głos mniejszościowy w Kościele. Na jeden taki mamy pięć wypowiedzi zupełnie innych. Nie wierzę więc, że będzie przełomem czy znaczącym gestem - dodaje Dzierżanowski.
Nasz rozmówca zaznacza, że Kościół nie ma już dużego wpływu na znaczną część społeczeństwa. - Sławomir Mentzen nie ma bliskich relacji z Kościołem. Głos antyimigracyjny nie wywodzi się z Radia Maryja czy konserwatywnych środowisk kościelnych, to raczej nacjonalizm z nim niezwiązany. To nowe zjawisko w Polsce. To nie Kościół nakręca nastroje antyimigracyjne w Polsce, mimo nieszczęśliwych wypowiedzi, o których w ostatnich dniach mówiliśmy. Księża wspierali pomoc Ukrainie, w parafiach przyjmowano uchodźców, choć może nie na wielką skalę - przekonuje działacz Fundacji Wiara i Tęcza.
Nie jest też ten list, zdaniem Dzierżanowskiego, próbą wyznaczenia kierunku dla polskiego Kościoła katolickiego. Kard. Ryś nie ma bowiem ambicji przywódczych, jego list wynika bardziej 'z pobudek moralnych niż politycznych'. - Jest ostrożność, ale jednocześnie potrzeba zajęcia głosu odrębnego - mówi dziennikarz.
Posłuchaj: