Protest przed świętami? W komunikacji miejskiej w Gdyni żądają solidnej podwyżki
O problemach gdyńskiej komunikacji miejskiej mówi się od lat. Kierowcy uważają, że zarabiają za mało, starsi pracownicy odchodzą, młodzi nie garną się tłumnie do pracy w autobusach. W całym systemie brakuje już około 70 kierowców. Jak przekonują związkowcy, ta sytuacja mogłaby się zmienić na lepsze dzięki podwyżkom.
- Żądamy podwyżki w wysokości 6 złotych do stawki godzinowej - grzmi szef związkowców Stanisław Taube. - Daje to w przybliżeniu tysiąc złotych więcej dla każdego pracownika - precyzuje.
Nie będzie podwyżek, będzie protest
Kierowcy oczekują odpowiedzi miasta do końca listopada. Grożą, że jeśli nowe władze, które w czasie kampanii wyborczej deklarowały potrzebę zmian w komunikacji miejskiej, nie staną na wysokości zadania, to stanąć mogą autobusy.
- Jeżeli do końca listopada nie dojdzie do porozumienia, to wchodzimy w spór zbiorowy - rozkłada ręce Taube. - Po czternastu dniach od tego momentu, czyli w połowie grudnia, będziemy mogli zgodnie z ustawą o sporach zbiorowych zorganizować strajk ostrzegawczy dwugodzinny - podkreśla związkowiec.
Etui, grill i premie. Efekty audytu w miejskich spółkach w Gdyni wprawiają w osłupienie
Miasto obiecuje więcej pieniędzy
Związkowcy wybrali czas na swoje żądania nieprzypadkowo. Władze miasta są na etapie projektowania budżetu na przyszły rok. Co więcej, podczas zorganizowanego niedawno 'okrągłego stołu' zapowiadały, że na transport publiczny przeznaczą więcej pieniędzy.
- Gdyńska komunikacja miejska otrzyma bezprecedensowe środki, które będą przeznaczone na to, by poprawić jej funkcjonowanie nie tylko w kontekście wynagrodzeń dla pracowników, ale także małych zmian w sieci połączeń - mówił wtedy wiceprezydent Tomasz Augustyniak.
Na ile finansowe deklaracje miasta zgrają się się z oczekiwaniami kierowców, dowiemy się w ciągu dwóch tygodni.