Szkole w Chmurze brakuje pieniędzy. Proszą o "azyl" Rafała Trzaskowskiego
Szkoła w Chmurze to największa w Polsce placówka skupiająca uczniów w edukacji domowej. Jest niepubliczna, nauka w niej jest darmowa (rodzice nie płacą czesnego). Zgodnie z przepisami na każdego zapisanego ucznia szkoła dostaje subwencję oświatową. Za te pieniądze zatrudnia kadrę, organizuje warsztaty i wsparcie dla uczniów, przygotowuje materiały dydaktyczne i egzaminy. Liczba osób chcących skorzystać z oferty szkoły rośnie z roku na rok. Obecnie uczy się w niej już niemal 30 tys. osób. Trzy lata temu było ich około tysiąca.
O możliwych problemach finansowych szkoła mówiła już na początku zeszłego roku, zaraz po tym, jak resort edukacji, kierowany przez ministra Przemysława Czarnka, obciął finansowanie dla największych tego typu szkół. W przypadku Szkoły w Chmurze przelicznik zmniejszył się z 0,8 do 0,2 standardowej kwoty subwencji.
W ciągu ostatniego roku szkoła zwolniła część nauczycieli i zrezygnowała z niektórych inwestycji. Wprowadziła też dobrowolne składki dla rodziców. Teraz ponownie apeluje o wpłaty.
Nowacka zaczyna rewolucję? Nauczycielka załamuje ręce. 'Zrobiła wrzutkę i wyciągnęła popcorn'
Składka od 100 do 250 zł miesięcznie
"Wprowadzenie systemu składek było próbą zabezpieczenia funkcjonowania szkoły, ale obecne wpłaty nie pokrywają niezbędnych wydatków. Blisko 11 tysięcy rodziców zadeklarowało 0 zł, co sprawia, że obecna sytuacja finansowa jest trudna" - czytamy na stronie internetowej Szkoły w Chmurze.
Dalej padają konkretne kwoty składki. Szkoła proponuje, żeby rodzice płacili przez cały rok kalendarzowy minimum 100 zł miesięcznie za uczniów w klasach 1-3 szkoły podstawowej, 200 zł miesięcznie za uczniów w klasach 4-7 oraz 250 zł miesięcznie za uczniów w klasie 8 oraz w liceum.
Szkoła przekonuje, że to nie jest ani czesne, ani opłaty. "Model się nie zmienia. To nadal apel dyrekcji szkoły o współfinansowanie Szkoły w Chmurze" - czytamy w przesłanym nam e-mailu. Placówka twierdzi, że nie może dłużej utrzymywać się wyłącznie z obniżonej dotacji z ministerstwa. A stawki mają pokazać rodzicom, ile szkole brakuje środków w zależności od etapu edukacji ich dziecka.
Napięte relacje z Warszawą
Decyzję o obcięciu subwencji pod koniec 2022 roku podjął minister edukacji Przemysław Czarnek. Wspierały go w tym jednak samorządy, w tym przede wszystkim władze Warszawy. Szkoła w Chmurze początkowo działała tylko w stolicy. I choć przyjmowała uczniów z całej Polski, to warszawski ratusz musiał przekazywać placówce rządową dotację. Liczba uczniów rosła tak szybko - i to przez cały rok - że trzeba było szukać dodatkowych pieniędzy w kasie miasta, bo subwencja przyznawana jest według liczby uczniów na wrzesień. Ratusz skontrolował też placówkę i zarzucił jej nieprawidłowości w wydawaniu pieniędzy. Kwestionowali m.in. zawyżony - według miasta - koszt platformy edukacyjnej, z której korzystają uczniowie.
Więcej o zarzutach ratusza pisaliśmy tutaj >>.
W zeszłym roku Szkoła w Chmurze otworzyła placówki w Katowicach i Poznaniu, dokąd przeniosła nawet część uczniów. Przestała też prowadzić nabór w trakcie roku szkolnego. Jak tłumaczyła dyrekcja, powodem były m.in. problemy w relacjach z władzami Warszawy.
Czarnkowi nie podoba się Szkoła w Chmurze. 'Będziemy walczyć, aż skończymy z tą patologią'
Prośba o 'azyl' dla uczniów z Katowic
Teraz dyrektorka szkoły napisała list otwarty do Rafała Trzaskowskiego. Prosi w nim prezydenta Warszawy o 'azyl' dla ósmoklasistów i maturzystów, będących dotychczas uczniami szkół z Katowic. Szkoła musi przepisać około tysiąca uczniów, którzy w tym roku podejdą do egzaminów. Władze Katowic skreśliły bowiem Szkołę w Chmurze z rejestru szkół niepublicznych. Miasto wstrzymało też wypłatę dotacji, więc szkoła nie ma pieniędzy na zorganizowanie egzaminów.
Pieniądze na przepisanych uczniów będzie musiała za to znaleźć Warszawa. W liście do Trzaskowskiego dyrektorka 'Chmury' Barbara Jędrusiak pisze, żeby stolica zwróciła się do Katowic o przesunięcie środków z subwencji za przeniesionych uczniów do Warszawy. Dyrektorka nazywa działania władz Katowic bezpodstawnymi i bezprawnymi.
Edukacja domowa chce więcej pieniędzy
Z raportu Fundacji Edukacji Domowej z 2023 roku wynika, że w ciągu dwóch lat liczba uczniów korzystających z edukacji domowej wzrosła z niecałych 20 tys. do ponad 42 tys.
Fundacja raportuje też, że po obcięciu subwencji niemal połowa szkół działających w tym obszarze utraciła możliwość finansowania kosztów podstawowych działań związanych z obsługą uczniów w edukacji domowej. Wiele z nich musiało ograniczyć przyjmowanie nowych uczniów, zawęzić ofertę czy zwolnić kadrę. Środowisko miało nadzieję na zmiany po nastaniu nowego rządu. Nie pomogły jednak ani apele do nowej ministry edukacji o zwiększenie subwencji, ani interwencja u Rzecznika Praw Obywatelskich. Przedstawiciele społeczności byli też na spotkaniu w resorcie. Poziom finansowania edukacji domowej w tym roku pozostał jednak bez zmian.