,
Obserwuj
Mazowieckie

Porzucona hulajnoga doprowadziła do tragedii. "Nie była w stanie samodzielnie funkcjonować"

4 min. czytania
12.05.2024 08:00
Hulajnogi elektryczne, porzucane przez wielu użytkowników na chodnikach, są dużym utrapieniem dla osób z niepełnosprawnościami, w tym niewidomych. Przekonała się o tym pani Kasia, która właśnie przez taką hulajnogę przewróciła się i złamała rękę. To spowodowało problemy zdrowotne i duże utrudnienia w codziennym życiu. Dziś stara się o wypłatę odszkodowania z ubezpieczenia.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Pani Katarzyna jest osobą niewidomą. Pamiętnego dnia jedną z ulic Warszawy wracała z pracy. Nie wiedziała, że na jej drodze znajduje się 'przeszkoda' - porzucona przez kogoś hulajnoga elektryczna. - Upadłam tak nieszczęśliwie, że złamałam sobie rękę w dwóch miejscach. Trzeba było operować, włożono mi płytę tytanową i śruby, żeby kości mogły się zespolić -

opowiadała w 'Gazecie Wyborczej'.

W pomoc niewidomej kobiecie zaangażował się mecenas Jarosław Jagura z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, w ramach projektu 'Równe prawa osób z niepełnosprawnościami'. To projekt, w ramach którego odbywały się dyżury poradnictwa prawnego w całym kraju. Zgłaszały się osoby pytające o świadczenie wspierające, pobyt w domu pomocy społecznej, ale również - w sprawie codziennych problemów z dostępnością. Jedną ze spraw była właśnie sprawa hulajnogi i wypadku.

Jazda hulajnogą elektryczną. Jakie przepisy należy znać? Wyjaśniamy

Niefortunny wypadek o bardzo dokuczliwych skutkach

- Osoba niewidoma, idąc na przystanek autobusowy, potknęła się o hulajnogę, która stała w poprzek chodnika. W efekcie przewróciła się tak niefortunnie, że doznała złamania prawej ręki, czyli tej, w której moja klientka nosi białą laskę. Czyli tak naprawdę, na skutek tego wypadku, została pozbawiona możliwości samodzielnego poruszania się w przestrzeni publicznej - opowiada mecenas Jagura.

- Do tej pory była osobą samodzielną, pracującą, mieszkającą w innej miejscowości niż jej rodzice. Ale w związku z problemami zdrowotnymi, musiała ponownie zamieszkać z rodzicami, bo nie była w stanie samodzielnie funkcjonować - dodaje prawnik.

Jak wskazuje, w czasie choroby i dochodzenia do siebie pani Katarzyna wszędzie musiała chodzić z kimś bliskim. - Chodziła z rodzicami zarówno na zabiegi fizjoterapeutyczne, jak i na konsultacje lekarskie. Na skutek niefrasobliwego pozostawienia hulajnogi przez jednego z użytkowników, życie mojej klientki musiało się zmienić. W tej chwili jesteśmy na etapie kontaktu z Urzędem Miasta i z firmą, która zajmuje się obsługą tych hulajnóg. Chodzi o wypłatę odszkodowania i zadośćuczynienia. Zobaczymy, jak ta sprawa się potoczy, czekamy na rozstrzygnięcie - dodaje mecenas Jarosław Jagura.

Wskazuje również, że kobieta całą historię przeżyła też bardzo mocno emocjonalnie. Przez dłuższy czas - już nawet po rekonwalescencji - obawiała się wychodzić sama z domu. - Z tyłu głowy miała obawę, że może znów się o coś potknąć. Dlatego apeluję: używajmy tych hulajnóg z rozsądkiem, bo mogą stanowić realne zagrożenie zdrowia i życia, chociażby właśnie w przypadku osób niewidomych - tłumaczy prawnik.

Porzucone hulajnogi to nagminny problem

Hanna Pasterny też jest osobą niewidomą i chodzi z białą laską, która pomaga jej czuć się na drodze bezpiecznie. Jak mówi, wiele razy doświadczyła problemu hulajnóg. - Hulajnogi elektryczne, porozrzucane byle gdzie, są niebezpieczne i dla nas - osób niewidomych, i dla seniorów i dla innych osób z niepełnosprawnościami - mówi Hanna.

Jak dodaje, warto podejmować interwencje i zgłaszać takie sprawy do Straży Miejskiej. - Najlepiej mieć też zrobione zdjęcie, jako dowód. - Ja miałam taką historię, że poprosiłam przechodnia, by zrobił zdjęcie. Do tego trzeba znać datę, godzinę i miejsce, gdzie ta hulajnoga się znajdowała. I wtedy, jeśli to zgłosimy - czy to operator hulajnóg, czy osoba, która dany pojazd wypożyczała - mogą zapłacić mandat - mówi gościni TOK FM.

Hanna doświadczyła też sytuacji, gdy opuszczając autobus, wysiadła wprost na hulajnogę. - Ale było też tak, że wpadłam na hulajnogę na bardzo wąskim chodniku, gdzie z jednej strony był mur, więc musiałam zejść na ulicę, by obejść hulajnogę. Miałam nawet ochotę rzucić ją na ulicę, ale uznałam, że to byłoby niebezpieczne dla kierowców i oczywiście tego nie zrobiłam - dodaje Hania.

- Apeluję, żeby osoby, które jeżdżą na hulajnogach, pamiętały, że nie są jedynymi użytkownikami dróg i chodników. Dlatego zostawiajcie te hulajnogi w takich miejscach, w których nikt na nie nie wpadnie, czyli np. na trawie. Polski Związek Niewidomych i inne organizacje walczą też o zmianę przepisów, by hulajnóg nie można było zostawiać po wewnętrznej części chodnika, bo to jest dla nas niebezpieczne - wskazuje rozmówczyni TOK FM.

Gdzie zostawić hulajnogę

W Warszawie zgodnie z ustalonymi zasadami, hulajnogi można parkować na chodniku, w miejscu do tego przeznaczonym. W przypadku braku takiego miejsca - można ją zostawić równolegle do krawędzi jezdni, jak najbliżej krawędzi chodnika, która jest najbardziej oddalona od jezdni (1,5 m szerokości chodnika dla ruchu pieszych). Szczegółowe zasady są opisane TUTAJ.

Jak czytamy na stronie niepelnosprawni.pl, Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie usuwa nieprawidłowo zaparkowane pojazdy, ale nie ma pełnych uprawnień we współpracy z operatorami hulajnóg.

- Według obecnych przepisów hulajnoga jest pojazdem i podlega takim samym przepisom, jak inne pojazdy. Może zostać odholowana, można zapłacić mandat, ale przepisy nie zmieniły się w taki sposób, żebyśmy mogli zrobić coś więcej. Mimo wniosków płynących z samorządów, nowe regulacje nie dały samorządom możliwości licencjonowania działalności operatorów hulajnóg elektrycznych. Nie możemy od nich wymagać zajeżdżania do jakiegoś obszaru miasta, czy też omijania innego – powiedział Jakub Dybalski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie w rozmowie z portalem.