,
Obserwuj
Dolnośląskie

"Tylko to nas ratuje". Burmistrz Kłodzka zdradza, jak miasto przygotowuje się na nadejście wielkiej fali

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
14.09.2024 11:10
- Sytuacja nie jest ciekawa. Oczywiście, że mamy z tyłu głowy wspomnienia powodzi z 97' roku, ale tym razem jesteśmy lepiej przygotowani na nadejście wielkiej fali - mówił na antenie TOK FM Michał Piszko, burmistrz Kłodzka.
|
|
fot. PRZEMYSLAW ZIEMACKI / Przemyslaw Ziemacki/East News

Sytuacja pogodowa na południu Polski jest dramatyczna. Nieustające opady deszczu i silny wiatr, sprawiły, że niegroźne dotąd rzeki zamieniły w rwące potoki, zalewając ulice i domostwa. Mieszkańcy kolejnych miejscowości są ewakuowani, a strażacy nie wiedzą, w co włożyć ręce. Najgorzej jest na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku, gdzie stan alarmowy na rzekach został przekroczony w kilkudziesięciu rzekach. Jak mówił minister spraw wewnętrznych i administracji Tomasz Siemoniak sytuacja jest zła, a o rozwoju wypadków i nadejściu wielkiej fali zadecyduje kilkanaście, kilkadziesiąt najbliższych godzin. - Najtrudniejsza sytuacja jest w powiecie nyskim, a zagrożony jest powiat kłodzki - mówił Siemoniak.

W Kłodzku w samo południe zbiera się sztab kryzysowy. Jak mówił na antenie TOK FM Michał Piszko, burmistrz Kłodzka, sytuacja jest niezbyt ciekawa, bo przyrosty wody są drastyczne. - Z ostatnich pomiarów wody wynika, że mamy 363 cm na wodowskazie w Kłodzku. To oznacza, że stan alarmowy wody przekroczony jest o ponad metr. Mamy już podtopione już ośrodek sportu i rekreacji. Na odkrytym basenie wlała się wodę, jak i również na ulicy Skośnej, która w tym momencie jest nieprzejezdna - mówił Piszko w 'Poranku TOK FM-Weekend'. Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>Jak wspomniał prowadzący program Filip Kekusz, w 1997 roku podczas wielkiej powodzi stan alarmowy przekraczał ponad trzy metry, więc do kataklizmu jeszcze trochę brakuje. Burmistrz Kłodzka potwierdził i jak dodał, obecnie sytuację ratują cztery zbiorniki, które po tamtej pamiętnej powodzi zostały wybudowane na ziemi Kłodzkiej.- Finalnie miało być ich osiem, ale na razie mamy cztery, które i tak ratują sytuację. Są to zbiorniki W Krosnowicach, Szałajowie, Roztokach i Boboszowie. Gdyby nie one, miasto już w dużej części znajdowałoby się pod wodą - zaznaczył gość TOK FM.

Cała południowa Polska na czerwono. Alert RCB już dla 11 województw

Ulewy na południu Polski. 'Wielka woda nas nie zaskoczy' Burmistrz Kłodzka przyznał, że choć podczas kataklizmu powodziowego w 1997 roku Dolina Kłodzka ucierpiała najbardziej, bo nikt nie był przygotowany na wielką falę, która do Kłodzka dotarł w pierwszej kolejności, tym razem miasto jest przygotowane na najgorsze.

- Mamy wybudowany lokalny system osłony przeciwpowodziowej, gdzie mamy zgromadzone dane meteorologiczne, a także hydrologiczne. Wiemy, ile tej wody jest zgromadzone w rzekach w naszym powiecie, a także w pomniejszych ciekach wodnych w okolicy. Jesteśmy też przygotowani logistycznie, bo mamy system powiadamiania mieszkańców o zagrożeniach, centrum zarządzania kryzysowego wysyła powiadomienia za pomocą SMS-ów, no i pracownicy, jeśli zajdzie taka potrzeba, będą chodzić od drzwi do drzwi i informować, że np. za półgodziny czy godzinę rozpocznie się ewakuacja - wyjaśnił rozmówca Filipa Kekusza. Gość TOK FM podkreślił, że mieszkańcy Kłodzka mają wciąż w pamięci wielką powódź z 97' roku i są gotowi do natychmiastowego działania.

Wrocław przed wielką wodą. 'Nie chcą znów przez coś takiego przechodzić'

- To jest w głowach każdego, kto doświadczył kataklizmu z 97' roku. Ja sam miałem wówczas 16 lat i widziałem, co działo się w mieście, a w szczególności w jego dolnej części. Teraz mieszkańcy sami zaczęli już zabierać z dolnej części miasta np. samochody i przenosić się do górnej części miasta. Wielka powódź z 97' roku zawsze pozostanie nam w głowach, dopóki żyjemy. Teraz mamy jednak inną sytuację, jesteśmy przygotowani, mamy system monitoringu powodziowego, jesteśmy gotowi do ewakuacji mieszkańców w każdej chwili, tak by ocalić to, co najważniejsze, czyli ludzkie życie - podsumował Michał Piszko.