,
Obserwuj
Gospodarka

Argentyńskie tango z figurami eksperymentów gospodarczych. W Buenos Aires zaczyna się era ekonomicznej piły

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
23.11.2023 09:36
Zaczyna się właśnie wielki eksperyment gospodarczy w Argentynie, po tym jak mieszkańcy tego kraju wybrali na prezydenta ekscentrycznego (żeby nie powiedzieć superkontrowersyjnego) polityka. Zasłynął występem w telewizji z piłą mechaniczną w ręce - ta piła stała się symbolem jego planu cięcia wydatków. Masowego: na administrację państwową, edukację, zdrowie i socjal. Do tego potężny i nieskończony kryzys gospodarczy chce naprawiać dedolaryzacją - argentyńskie peso w obiegu miałby zastąpić amerykański dolar. Wszystko ma pomóc w opanowaniu 140-procentowej inflacji, która rozjeżdża argentyńską gospodarkę od lat.
|
|
fot. Natacha Pisarenko / AP Photo

Ten artykuł będzie o wielkim eksperymencie ekonomicznym, któremu poddaje się właśnie Argentyna. Ale głównie o ultraprawicowym polityku, libertarianinie, anarcho-kapitaliście, wyznawcy seksu tantrycznego, który nie szczędził rodakom w publicznych wystąpieniach szczegółów swojego życia osobistego. Czyli o nowym prezydencie, któremu wizerunkowo najbliżej do Donalda Trumpa, a który chce urządzić w Argentynie gospodarczy poligon na globalną skalę. Do udziału w tych manewrach na ochotnika zgłosiła się większość argentyńskich wyborców. Pytanie czym ta próba się skończy. I jakie z niej wnioski wyciągnie świat. 

Polityczne show

Argentyna wybrała na swojego prezydenta człowieka, który niewiele miał wspólnego z polityką, zdecydowanie więcej z gospodarką, ale bardziej w teorii niż praktyce. Człowieka, którego w najłagodniejszych słowach opisuje się jako ekscentryka z kontrowersyjnymi pomysłami na wyciągnięcie kraju z historycznego kryzysu. Milei zasłynął telewizyjnym zamachem na piniatę w kształcie banku centralnego i występami przed kamerami z piłą mechaniczną. Jedno i drugie symboliczne. Banki centralne miałyby czynić globalne zło, no może z wyjątkiem banku amerykańskiego, ale o tym powiemy za chwilę. Piła ma służyć do cięcia publicznych wydatków i okrojenia administracji publicznej w kraju, w którym prawie połowa obywateli żyje w ubóstwie część z nich w skrajnym ubóstwie. I to właśnie ta piła stała się wyborczym symbolem argentyńskiego zwrotu politycznego.

Bo od dziesięcioleci kraj pogrążony jest w kryzysie gospodarczym i stale zmaga się z problemem kursu walutowego. Państwo, które w latach 30-tych ubiegłego wieku było jednym z najbogatszych na świecie, posługuje się peso, które regularnie traci na wartości. Kiedyś powiązane stałym kursem z dolarem dzisiaj warte jest ułamek tego co na początku wieku. Chociaż oficjalny kurs wynosi 350 peso za dolara, na czarnym rynku to trzy razy więcej. Od początku lat dwutysięcznych krajem rządziły cztery ekipy prezydenckie, każda z nich lewicowa i każda próbowała zapanować nad galopującą w Argentynie inflacją. Każda z tych prób kończyła się klęską i dewaluacją waluty. Przy okazji ze skarbca argentyńskiego banku centralnego wyparowały rezerwy walutowe. Czyli zapas pieniędzy, który każde państwo trzyma na "czarną godzinę". I dzisiaj skarbiec ten świeci pustkami, a kraj, by działać, musi mieć wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Gospodarka jest regularnie rozjeżdżana jedną z najwyższych na świecie inflacji. W tym roku wzrost cen w Argentynie ma wynieść około 140-tu procent. Milei twierdzi, że jego metoda walki z kryzysem będzie skuteczna. Więc teraz o samej metodzie. I o tym czym jest dolaryzacja gospodarki.

Dolaryzacja gospodarki

Javier Milei mówi o sobie, że reprezentuje anarcho-kapitalizm. Nawołuje do zniesienia instytucji państwa, w tym banku centralnego. Chce je zastąpić mechanizmami wolnego rynku. W kampanii wyborczej zapowiadał zniesienie podatków i obcięcie wydatków publicznych o jedną szóstą. W państwie socjalnym zarządzanym przez peronistów od dekad, ograniczenie wsparcia społecznego, będzie prawdziwym szokiem. I najważniejsza część planu - dolaryzacja gospodarki. Na czym miałaby polegać?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

To zastąpieniem narodowej waluty dolarem amerykańskim. W tej walucie miałyby się odbywać wszystkie transakcje. Peso zostałoby w obiegu jedynie jako monety do drobnych płatności. Wszystko po to, by walczyć z inflacją. Rola dolara w światowej gospodarce jest znana, Fed - czyli amerykański bank centralny - konsekwentnie strzeże wartości waluty USA. Stoi za nim potęga gospodarki i niemal nieskończone możliwości. Dla świata dolaryzacja Argentyny byłaby największa w historii, taką operacją. Wcześniej podobne przeprowadzały mniejsze gospodarki Ameryki Południowej, jak Ekwador czy Panama. Salwador poszedł nawet dalej i dopuścił do obiegu bitcoina. Pomysł ma więc zdecydowanie więcej krytyków niż zwolenników.

Krytycy wątpią w sensowność pozbycia się kontroli nad walutą. Czyli ważnego narzędzia wpływu nad gospodarką. Na przykład za pomocą stóp procentowych. Obserwatorzy przywołują przykłady innych krajów regionu, które już posługują się dolarem. Oraz samej Argentyny, gdzie duże transakcje już teraz odbywają się w dolarach, jak na przykład zakup nieruchomości. Nikt w Argentynie nie przyjmie za dom przelewu w peso. I dalej o eksperymentalnym programie gospodarczym znanym jako "motossierra". Czyli o cięciach.

Cięcia wydatków

Milei chce przystąpić do ciosania wydatków z ekonomiczną piłą, po hiszpańsku to właśnie "motossierra". Chce znieść darmową edukację i ochronę zdrowia: Argentyńczycy dostaną w zamian kupony, które pozwolą im sfinansować naukę i badania w placówkach prywatnych. Na podobnych zasadach zostaną obcięte zabezpieczenia socjalne i emerytalne. Z osiemnastu ministerstw ma zostać tylko dziesięć. Ograniczone zostanie bezpośrednie wsparcie państwa dla najbardziej potrzebujących gospodarstw domowych. Oraz świadczenia emerytalne dla najwyższych urzędników państwowych. Sprywatyzowane zostaną państwowe firmy w tym linie lotnicze, państwowa telewizja czy największa firma energetyczna. Nierentowane - mają zostać zamknięte.

Z takim pomysłem na przyszłość zgodziła się większość głosujących Argentyńczyków. Na ochotnika wszyscy razem wezmą udział w największym eksperymencie gospodarczym w ostatnich dekadach. Będą zbiorowym królikiem doświadczalnym. Pod znakiem zapytania stoi jedynie czas startu eksperymentu. A potem czy i ile królik w nim wytrwa.