,
Obserwuj
Gospodarka

Przeciętna pensja przebiła 8 tys. złotych. Wygląda dobrze? Pozornie

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
26.01.2024 19:22
Pierwszy raz w historii przeciętna pensja w polskiej gospodarce przebiła poziom 8 tys. złotych brutto. I mimo że inflacja hamuje, a pensje rosną, to my wciąż trzymamy się za kieszenie. Dane o sprzedaży detalicznej pokazują, że do świątecznych wydatków podeszliśmy bardziej niż ostrożnie. Na pocieszenie zostaje fakt, że rynek pracy ma się dobrze: będzie co robić i będą za to więcej płacić.
|
|
fot. JAKUB ORZECHOWSKI / Agencja Wyborcza.pl

Mamy słodko gorzkie wiadomości. Bo chociaż nie jest najgorzej, to większość spodziewała się, że będzie lepiej. Miejscami jest bardzo źle, ale jest nadzieja, że to koniec tego złego. Są też takie punkty, w których niewiele się zmieniło, i nikogo to nie dziwi. To będzie obraz malowany liczbami, bo opowiemy o tym, co działo się w polskiej gospodarce i co z tego może wynikać. Będą też zaskoczenia.

Najpierw zapowiadana niespodzianka. Czyli o tym ile zarabiamy. A konkretnie: ile zarabiają ci, którzy zarabiają najwięcej. W grudniu średnie wynagrodzenie w górnictwie przekroczyło... 20 tys. złotych. Tak jest, dobrze słyszeliście. W ubiegłym miesiącu statystyczny pracownik górnictwa zarobił ponad 20 tys. złotych. Przede wszystkim dlatego, że w grudniu w tej branży wypłacane są premie barbórkowe. A że cała branża w kryzysie energetycznym zarobiła krocie, więc krocie wypłaciła. Jednocześnie w nowym roku domaga się pieniędzy z budżetu, bo... nie ma pieniędzy. Tyle o rekordziście, a branża, która znajduje się w ogonie rankingu to gastronomia oraz hotelarstwo. W tej branży zarabiało się w grudniu niewiele ponad 5500 złotych. Teraz będzie o średniej statystycznej, też historycznie wysokiej.

Z najnowszego raportu statystycznego wynika, że w końcówce roku pracownik polskiej firmy z załogą powyżej dziewięciu osób, zarobił po raz pierwszy w historii ponad 8 tys. złotych. To o 9,6 proc. więcej niż rok wcześniej i więcej, niż wynosiła grudniowa inflacja. To z kolei znaczy, że zarobiliśmy realnie więcej.

I na tym dobre wiadomości w kategorii "wynagrodzenia" się kończą, bo ekonomiści spodziewali się większego przyspieszenia, większego mniej więcej o 2 punkty procentowe. Główny powód jest taki, że w ubiegłym roku firmy rozłożyły wypłacanie premii na cały ostatni kwartał. Część państwowych firm postanowiła docenić swoich pracowników przed wyborami, czyli już w październiku. W grudniu więc nagród już nie wypłacała. Jest też inna przyczyna, wiele firm w końcówce roku organizowało sobie poduszkę finansową, bo w styczniu w życie wchodziła skokowa podwyżka płacy minimalnej, najwyższa w historii. Z 3600 zł brutto w ubiegłym roku do kwoty 4242 zł brutto w tym. Jak widać, wynagrodzenie minimalne znacznie przekracza połowę średniego wynagrodzenia w gospodarce.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Wydajemy ciągle za mało

Było o tym, ile zarabiamy, to teraz o tym ile wydajemy. Odpowiedź brzmi: za mało. Czy raczej może mniej, niż życzyliby sobie sprzedający i mniej niż prognozowali eksperci. Mamy więc zjazd. To znaczy, że w okresie świątecznym nie mieliśmy melodii do wydawania pieniędzy. Realnie kupiliśmy mniej niż rok wcześniej. Mamy inflację, więc wydaliśmy więcej gotówki, ale na sztuki, litry czy kilogramy włożyliśmy do wózków sklepowych mniej. Nie wiadomo na razie czy przypadkiem pieniędzy niewydanych na pralki, meblościanki czy zimowe kurtki nie przeznaczyliśmy na usługi, na przykład turystykę. To się okaże później. Wiadomo za to na pewno, że nie sprzedawały się meble i sprzęty gospodarstwa domowego.

Tu sprawa jest jasna: zrobiliśmy zakupy w pandemii, a zaraz po niej masowo meblowaliśmy nowe mieszkania sfinansowane tanim kredytem. Mamy wszystko i nic nam nie potrzeba. Nie potrzeba też ciepłych kurtek, bo zima nie była szczególnie zła. Nawet paliwa kupiliśmy mniej niż rok wcześniej, istnieje wręcz podejrzenie, że zaopatrzyliśmy się na zapas w czasie wyborczej promocji na Orlenie i wciąż mamy tę benzynę w kanistrach w garażach. Za to kategoria, która ma się najlepiej to... samochody. Bo w ostatnich latach z powodu światowych kłopotów logistycznych nie było ani jak, ani czego kupić. Na zamówione auto trzeba było czekać nawet dwa lata, które mijają właśnie teraz.

Ujawniła zarobki 'królów życia' z Prokuratury Krajowej. 'Kasa misiu, kasa...'

Rynek pracy. Czy pensje będą nadal rosły?

Na koniec o rynku pracy, czyli próba odpowiedzi na pytanie, czy będzie co robić i czy będą za to coraz więcej płacić. Odpowiedź brzmi: dwa razy tak. Na rynku wciąż będzie brakować fachowych rąk do pracy, bo z Polski ubywa gości z Ukrainy, wyjeżdżają na zachód albo do domu i kończą legalną pracę w Polsce.

Przyhamował też napływ pracowników z egzotycznych krajów, bo po aferze wizowej służby publiczne zaczęły ogarniać sprawę. I nadal ogarniają, a rozwiązań całościowych brak. Co roku zaś na emeryturę z rynku pracy ubywa w Polsce więcej pracowników, niż ich przybywa po zakończeniu szkół. I dlatego płace rosną i będą nadal rosnąć. A że inflacja będzie spadać, więc może w końcu uda się coś zaoszczędzić lub przynajmniej słabiej trzymać się za kieszeń.

Czego wszystkim oczywiście życzymy.

Nowacka zaczyna rewolucję? Nauczycielka załamuje ręce. 'Zrobiła wrzutkę i wyciągnęła popcorn'