,
Obserwuj
Gospodarka

Zetki wolą być trzeźwe, a branża piwna łapie się za głowę. Jest tylko jeden ratunek

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
15.04.2024 19:00
Sześciopak piwa dokonuje żywota, w poważne tarapaty wpadają piwa kraftowe. Wszystko przez zetki, które po prostu piją mniej, a reszta świata oszczędza i nie wydaje pieniędzy na alkohol. Branża widzi jednak iskierkę nadziei.
|
|
fot. unsplash/fabio-alves

Piwo idzie na wojnę i będzie odbijać bary. Bo piwo w ostatnich latach straciło nawet w mateczniku na rzecz innych napojów wyskokowych zwłaszcza tych mniej wyskokowych. Gdzie i dlaczego piwo stoczy swoją największą bitwę?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Zetki mniej piją. Alkohol wyszedł z mody

Ta historia zaczyna się od skrótu No-Lo. Skrót robi światową karierę. I oznacza No Alcohol - Low Alcohol, czyli bez alkoholu lub z niską zawartością alkoholu. Tak właśnie wygląda coraz popularniejszy model spędzania wolnego czasu, szczególnie w towarzystwie. Za którym stoi... generacja Zet. Która od życia chce czegoś innego niż pokolenia ją poprzedzające.

Zetki cenią sobie równowagę praca-czas wolny, znajomości zawierają online i nie bawią się w przypadkowym towarzystwie. Zetki nie ulegają presji społecznej w żadnym wymiarze, w tym w dziedzinie spędzania wolnego czasu. Dwudziestolatkowie piją mniej od Hongkongu, przez Francję i Niemcy po Kanadę. "Sponiewieranie się" w towarzystwie uznają za niewarte późniejszego fizycznego cierpienia. Minimalizują więc szkody i masowo wybierają spotkania towarzyskie na całkiem trzeźwo lub na niewielkim rauszu. A to bardzo zła wiadomość dla przemysłu alkoholowego. Dlaczego? Bo generacja zetek ze wszystkich wymienionych przed chwilą powodów - przestaje pić. Z badań naukowych wynika, że sięga po napoje wyskokowe 20 procent rzadziej niż pokolenia starsze. I deklaruje, że utrzyma abstynencję także w przyszłości. I to najważniejszy powód, dla którego piwo zaliczyło ostatnio najgorszy czas w swojej komercyjnej historii. Więc teraz o tym, jak żywota dokonuje... sześciopak.

Zetki wykańczają kolejną branżę. Miliony krzewów poszły z dymem

Poważne problemy branży 

Ale na początek o równi pochyłej, na której znalazło się piwo rzemieślnicze. Bo po latach rosnącej popularności w ubiegłym roku, na jednym z największych rynków na świecie piwa wytwarzane w małych browarach zaczęły sprzedawać się gorzej.

Powody generalnie są dwa. Po pierwsze: z powodu picia piwa przybywa centymetrów w pasie. I po drugie: z powodu picia piwa ubywa zawartości portfela. Konsumenci przestawiają się na mniej kaloryczne trunki, przeważnie bezalkoholowe, chcą prowadzić bardziej higieniczny tryb życia. I powołują się na szczupłe budżety domowe: z powodu kryzysu kosztów życia, więcej kosztuje ich codzienne utrzymanie. A jeśli już decydują się kupić alkohol, wybierają inne gatunki niż piwo. Zwłaszcza droższe, rzemieślnicze. I teraz dwa słowa o sześciopaku. Sześciopak ma się źle. Lepiej ma się natomiast dwunastopak, czyli połączone sześcianki. Dlaczego? Bo konsumenci, podejmując decyzje zakupowe, kierują się ceną. A im większe zakupy, tym niższa cena jednej sztuki. Z drugiej strony coraz częściej klienci sięgają po pojedyncze butelki. Z tych samych powodów. Kupują tylko jedno piwo, bo nie chcą - dosłownie i w przenośni - zamrażać gotówki w lodówce.

Piwo ma się źle nawet tam, gdzie jest bohaterem wielkiego święta. W ubiegłym roku sprzedaż niemieckiego piwa spadła o blisko 5 procent. Częściowo na rynku krajowym, a w części z powodu mniejszego eksportu. Najmocniej od piwa z Niemiec odwrócili się konsumenci z państw pozaeuropejskich. Dlaczego Niemcy piją coraz mniej piwa? Z tych samych powodów, dla których coraz mniej alkoholu piją wszystkie inne nacje. Czyli z troski o zdrowie. I z powodu drożyzny. Ale w Niemczech jest też dodatkowy czynnik. To... piłka nożna.

Piłkarskie euro pomoże browarom?

Sprzedaż piwa jest tam wprost proporcjonalna do wyników narodowej drużyny piłkarskiej. Oraz częściowo  od jakości tej dyscypliny. Konsumpcja wzrosła w 2014 roku, gdy Niemcy zdobyły tytuł futbolowego mistrza świata. I była to ostatnie takie zwycięstwo. Dwa lata później udało jej się dojść do półfinałów w Mistrzostwach Europy. Ostatnie piłkarskie mistrzostwa rozegrano w Niemczech 18 lat temu. Ale tak się składa, że kolejne za niecałe trzy miesiące. W połowie czerwca przed telewizorami w Europie zasiądą miliony fanów piłki nożnej, a setki tysięcy będą oglądać mecze osobiście z trybun. I to dla niemieckiej branży piwnej handlowa ziemia obiecana. Jest jednak jeden warunek.

Zetki i ich NoLo. Branża w strachu. 'Zachodzi duża zmiana'

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej wspierają sprzedaż piwa na całym kontynencie, zwłaszcza w większych krajach, takich jak Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy i Niemcy. Wzrost jest tym większy, im lepiej grają ich narodowe drużyny. Gdy przechodzą do finałów, branża piwna zaciera ręce. Jakie są zatem szanse, że będzie miała się z czego cieszyć? Otóż są poważne.

Bukmacherzy obstawiają, że drużyna angielska to jeden z faworytów rozgrywek, a Anglicy wraz z Hiszpanami i Niemcami to światowa czołówka piwna. Optymalny dla browarów scenariusz to finał Anglia -Francja. Święta piłkarska wojna posadzi przed telewizorami miliony kibiców, z których wielu zapewne otworzy puszkę piwa. Aby ten dźwięk rozbrzmiewał jak Europa długa i szeroka, spełniony być musi jeszcze jeden warunek. Konkretnie warunek pogodowy. Bo piwo lubi piękną letnią pogodę. Dlatego branża trzyma kciuki i za wysoki poziom rozgrywek i za słoneczną pogodę na przełomie czerwca i lipca. Ubiegłoroczne deszczowe w części Europy lato dodatkowo zniechęcało do konsumpcji. Tak bardzo, że szefowie największych europejskich browarów uznali je za dramatyczne.

'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idą na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszą

Na koniec sezonowa prognoza napojów bardziej wyskokowych niż piwo. I jest to prognoza dobra dla kondycji konsumenckich głów, ale gorsza dla przemysłu. Jedyna kategoria alkoholi, która podbija serca konsumentów to szprycery. Branża liczy na to, że tego upalnego lata będą się sprzedawać nie tylko te oparte o Aperol i gorzką pomarańczę, który swoją sławę zawdzięcza pewnemu serialowi i akcji rozgrywającej się we Włoszech, ojczyźnie tego likieru. Ale i ten potencjalny sukces wisi na - nomen omen - włosku. Bo trzeźwi dwudziestolatkowie chętniej sięgają po bezalkoholowe piwo i owocowe drinki niż po szprycera, nawet jeśli w dużej części składa się on z wody sodowej. Ponad wszystko cenią sobie komfort, unikają syndromu dnia następnego, nawet gdy pogoda jest piękna i wygrywają "nasi".