Niedziele handlowe powrócą? "Obawa przed tym, co przedstawia pan Petru"
W czwartek rząd zdecydował o podniesieniu w przyszłym roku płacy minimalnej o 326 zł. brutto. Komentując tę decyzję w programie "EKG - Ekonomia, Kapitał, Gospodarka", przewodnicząca Forum Związków Zawodowych i wiceprzewodnicząca Rady Dialogu Społecznego Dorota Gardias przyznała, że to pozytywny sygnał. - My jako trzy centrale związkowe proponujemy kwotę 4650 zł. brutto. Rząd zdecydował się na kwotę 4626 zł. brutto - wyliczała Gardias. Jej zdaniem ta różnica, to nie jest coś, o co będą wielkie spory.
- Zakładając, że spełni się prognoza rządu i przeciętna płaca w gospodarce narodowej będzie wynosić średnio w roku 2025 około 8,5 tys. zł. brutto to i tak ta relacja proponowanej wysokości płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia wyniesie ponad 50 proc., co jest dla nas sygnałem pozytywnym - stwierdziła gościni Tomasza Setty. Dodała, że patrząc na to w ujęciu pięcioletnim (przy rządowych założeniach, że przyszłoroczna inflacja będzie oscylować wokół 4 proc.) to oznacza realny wzrost płacy minimalnej o 30 proc. - Ostatecznie, biorąc pod uwagę pandemię i sytuację na Wschodzie, można powiedzieć, że w tym zakresie nie mamy powodów do obaw, lęków, czy też narzekania - przyznała przewodnicząca Forum Związków Zawodowych.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Krok ku przepaści
Inaczej jednak wygląda sprawa podwyżek w strefie budżetowej, gdzie rząd zaproponował 4 proc. wzrost.
- Myśmy zaproponowali 15-procentową wskaźnikową podwyżkę wynagrodzeń w budżetówce. - oświadczyła, tłumacząc, że zdaniem związkowców to minimum, by powstrzymać lawinę odejść, jaką widać w korpusie służby cywilnej, sądach czy prokuraturze.
- System wynagrodzeń w Polsce przeżył dwa wstrząsy: pandemię i skumulowaną inflację. Z punktu widzenia makroekonomii, w której się obracamy, w sektorze prywatnym nie doszło do katastrofy, ale w budżetówce ta katastrofa trwa w najlepsze i kolejna ekipa rządowa chce nas do tego stanu chyba przyzwyczaić - przekonywała Gardias. Jej zdaniem propozycja rządu to kolejny zdecydowany krok ku przepaści dla pracowników strefy budżetu państwa.
Gardias jako przykład podała pracowników cywilnych policji, wśród których 96,2 proc. zarabiało poniżej przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia całkowitego brutto w korpusie służby cywilnej w 2023 r. A to oznacza, że prawie wszyscy zarabiali minimum, albo tylko trochę powyżej minimum. - I ta sytuacja w tym roku nie zmieniła się na lepsze - powiedziała gościni TOK FM.
Kontrolowane niedziele
Komentując czwartkową sejmową dyskusję o powrocie niedziel handlowych Gardias przypomniała, że strona związkowa dawniej mówiła o dwóch niedzielach. - Żeby zobaczyć, jak będzie chodził rynek, jak to wpłynie na konsumentów, na pracowników. Czy rzeczywiście będzie taka sytuacja, że pracownik będzie miał wolne, będzie miał zapłacone podwójnie - tłumaczyła. Jej zdaniem, żeby poważnie potraktować tę sprawę, niezbędna jest reforma w Państwowej Inspekcji Pracy.
Póź roku rządów Tuska. 'Wielka lekcja pozbywania się złudzeń'
- Tak naprawdę dobrego rozwiązania w tej chwili nie ma - mówiła Gardias, pokazując, że już można wykazać, jak ominąć niektóre pomysły dodatkowego wynagrodzenia. - Bo jeżeli pracodawca na niedzielę zatrudni na umowę zlecenie, dodatkową umowę, to wtedy on nie zapłaci podwójnie. I to jest obawa przed tym, co przedstawia pan Petru - dowodziła przewodnicząca Forum Związków Zawodowych.
Gościni TOK FM stwierdziła, że być może należy spróbować z jedną niedzielą i sprawdzić wtedy działania PiP, uczciwość pracodawców. Bo jej zdaniem teraz trudno by było egzekwować, to co w debacie przedstawił Ryszard Petru. - On mówił: 6 dni wolnego przed lub 6 dni wolnego po pracującej niedzieli, 100 proc. płatne w niedzielę - wyliczała Gardias. Z jej perspektywy gdyby tak było rzeczywiście i Państwowa Inspekcja Pracy by to kontrolowała, to strona związkowa nie powiedziałaby kategorycznego "nie". - O tym należy rozmawiać - spuentowała.