,
Obserwuj
Kultura

Kariera "złotego chłopca Hollywood" była pełna paradoksów. "Zagrał człowieka sukcesu. Wszyscy uwierzyli"

Jakub Janiszewski
2 min. czytania
22.09.2025 20:10

- Kariera Roberta Redforda jest pełna nieoczywistych zwrotów akcji. Wbrew temu co myślą niektórzy ten "złoty chłopiec Hollywood", czyli typ o urodzie przystojniaka z plaży, wcale nie był skazany na sukces. Długo na ten sukces czekał, pierwsze poważne role grając dopiero po 30., a symbolem sukcesu i męskiego sex-appeal’u stając się dopiero po 40. To pierwszy paradoks, ale takich paradoksów było znacznie więcej - mówił Jakub Janiszewski w swojej audycji Dłuższa rozmowa. 

fot. Landers Roberts Productions/ EAST NEWS

Kolejny, drugi paradoks jest taki, że mierząc Redforda samymi nagrodami, uzyskujemy aktora średnio docenionego. Paul Newman, z którym często się go zestawia, dostał jednego Oskara, ale miał oprócz tego siedem nominacji. Redford miał jednego Oskara za reżyserię i jedną jedyną nominację aktorską za "Żądło". Koniec listy. 

Paradoksem trzecim jest taki wreszcie, że Redford nie lubił Hollywood. Nie byłoby to zaskakujące, bo przecież wielu nie lubi, ale on się z tą swoją niechęcią obnosił, krytykował studia filmowe i ich kadrę zarządzającą wprost i demonstracyjnie. Zamieszkał 600 mil od LA, w Utah, w Sundance, gdzie w latach 60 kupił dom. Tam założył Sundance Institute, następnie przejął prowadzenie lokalnego festiwalu filmowego, który z czasem stał się mekką młodych twórców filmu. I ten festiwal, co ciekawe, jest czymś na kształt mieszanki kina niezależnego z pozłotką wielkiego filmowego biznesu.

Do tego stopnia, że weekendowy New York Times, w ramach pożegnania z niedawno zmarłym Redfordem, poświęcił zimowej modzie Sundance cały osobny, wielki artykuł okraszony zdjęciami rozmaitych sław w wełnianych czapkach, szalikach, albo przeciwnie – w drelichach, kozakach lub kożuchach godnych, bo ja wiem, młodej Agnieszki Osieckiej.
Na swój sposób to zabawne. Redford wytwarzał aurę sukcesu i powodzenia, silniejszą niż wskazują na to fakty. Osiągnął zdumiewająco dużo, choć jego relacja z kinem ma charakter mieszany - sporo tu narzekania na mielizny Hollywood, ale wybitnych filmów i unikalnych kreacji - też nie tak znowu wiele.

Ciekawy przypadek, wart uwagi, dobrze pokazujący - jak każda długa biografia twórcza - przemiany samego kina. Ale też coś jeszcze. Wydaje się, że Redford w całym swoim życiu, może trochę na przekór okolicznościom, zagrał człowieka sukcesu. I udało się, wszyscy uwierzyli. Może to była, tak naprawdę, jego rola życia.   

Źródło: TOK FM