Skąd fala hejtu na Erica Lu? "Płynie wraz z fortepianem i swoimi uczuciami"
Nie każdy musi być zachwycony grą Erica Lu, niektórym może się ona nie podobać, wydawać zbyt oczywista. Ale niezależnie od upodobań i poglądów, artysta na pewno nie zasłużył na taką falę nienawiści spowodowaną zdobyciem pierwszej nagrody.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto był faworytem publiczności?
- Dlaczego do finału zakwalifikowano 11, a nie 10 artystów?
- Ile lat miał Eric Lu, gdy zajął w konkursie IV miejsce?
XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina dobiegł końca. Na kolejny należy poczekać pięć lat - regulaminowo rzecz jasna, bo w historii Konkursu wydarzały się różne odstępstwa od powyższej reguły. Na szczęście Konkurs pozostawia w słuchaczach tak wiele silnych emocji, że można się nimi nacieszyć przez dłuższy czas. Pytanie tylko brzmi - jakie są to emocje? Radość, duma, zachwyt, ekscytacja? Czy może smutek, złość i rozczarowanie? Na pewno Konkurs obfitował w zaskoczenia i wzruszenia. To jednak, co jest jego ogromną zaletą, tudzież wadą, to różnorodność uczuć i emocji jemu towarzyszących.
Ulubieńcy publiczności odpadali na każdym etapie
Gdy jedni się cieszą i wiwatują, inni z rozczarowaniem patrzą na wyniki kwalifikacji i rozdane nagrody. Trzeba przyznać, że w tym roku Konkurs dla wielu był zaskoczeniem. Począwszy od dwóch faworytów publiczności - Diany Cooper i Mateusza Dubiela - którzy odpadli z igrzysk olimpijskich (bo tak potocznie nazywa się Konkurs Chopinowski) już po pierwszym etapie. Tych zaskoczeń, szczególnie wśród polskich słuchaczy, było znacznie więcej. W końcu z trzynastu Polaków w etapie pierwszym, do drugiego dostało się tylko czworo z nich. Ani Zuzanna Sejbuk, ani bracia Krzysztof i Andrzej Wiercińscy (starszy z nich, Andrzej, startował w Konkursie trzeci raz, z najmniejszym dotychczas powodzeniem), nie mogli spróbować swoich sił w drugim etapie. Z 84 pianistów i pianistek została mniej niż połowa.
Z kolei do trzeciego etapu nie dostała się Francuzka Nathalia Milstein, którą wiele konkursowych melomanów chwaliło za czarującą grę. Wśród półfinałowych pianistów zabrakło także Hao Rao, który był finalistą XVIII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego, podczas którego zdobył także wyróżnienie honorowe, a publiczność w tym roku przyjęła go z radością. W trzecim etapie zabrakło także Adama Kałduńskiego, który na szczęście został doceniony za najlepsze wykonanie ballady. Jeszcze więcej zaskoczeń przyniosła finałowa nie dziesiątka, a jedenastka pianistów - zwykle do finału kwalifikuje się dziesięciu uczestników. Pianiści na dziesiątym i jedenastym miejscu zdobyli taką samą ilość punktów, z dokładnością co do jednej setnej, i w związku z tym jury mogło albo przepuścić dziewięciu, albo jedenastu pianistów. Ze względu na bardzo wysoki poziom tegorocznego Konkursu, postawili na tę większą liczbę. Pomimo tego odpadło kilku faworytów. Wśród nich kolejna para braci - Hyo oraz Hyuk Lee, a także ulubieniec publiczności, czyli Piotr Pawlak, który swoją charyzmą czarował słuchaczy na sali i w przestrzeniach internetu - nie udało mu się jednak wystarczająco oczarować komisji. Ale w pamięci widzów Konkursu zapewne pozostanie. Dalej nie przeszedł także Yehuda Prokopowicz, znany ze swojego zamiłowania do mazurków.
Transparentne obrady jury
Dochodzimy do głównego punktu, nawet nie tyle różnic w odbiorze muzyki, co ogromnego niezadowolenia, często przybierającego postać hejtu. Czyli jak wyglądało ogłoszenie laureatów Konkursu i co stało się potem. Na pierwszym miejscu znalazł się amerykański pianista Eric Lu - przez jednych uwielbiany, przez innych wręcz znienawidzony. Z czego to wynika? Część melomanów zarzuca mu grę pozbawioną emocjonalnej głębi, grę "zamarzniętą", która nie oddaje "ducha kompozytora". Pojawiają się także komentarze wypominające mu udział w XVII edycji Konkursu Chopinowskiego, podczas którego został laureatem IV miejsca. Warto wziąć jednak pod uwagę to, że zdobywając IV miejsce miał zaledwie siedemnaście lat. Po dekadzie postanowił powrócić na scenę Filharmonii Narodowej, aby pobić swój rekord. Już nie jako nastolatek, ale dorosła osoba. Czy można go za to winić? Można zarzucać mu, że "zabrał" miejsce innym, świetnym pianistom. Że był już laureatem Konkursu Chopinowskiego i nie powinien startować raz jeszcze. Ale on nie złamał żadnego prawa, żadnych reguł gry. Zarzuty można mieć jedynie do regulaminu, który zezwala na ponowny udział, nawet laureatom poprzednich edycji Konkursu.
Usłyszeć i wyczytać można także komentarze upatrujące w tej wygranej politycznej rozgrywki, czy wręcz "kolesiostwa". Jakoby przewodniczący jury, amerykański pianista Garrick Ohlsson, laureat Konkursu Chopinowskiego z 1970 roku, chciał, aby wygrał jego rodak, Amerykanin. Nawet jeśliby tak było, to przewodniczący nie zasiada w jury sam jeden, a wygrana jest wypadkową wielu składowych ocen z całego Konkursu, nie tylko finału. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina udostępnił zresztą całą rozpiskę z punktacją dla poszczególnych artystów. Trudno, aby w Konkursie z taką rangą, wygrywali tylko pianiści spokrewnieni z przewodniczącymi jury - czy to więzami uczeń-mistrz, czy narodowościowymi. W takim wypadku, przez ostatnich kilkadziesiąt lat trwania Konkursu wygrywać musieliby tylko i wyłącznie Polacy. Garrick Ohlsson bowiem jest pierwszym przewodniczącym w historii Konkursu niepolskiego pochodzenia.
Inaczej na żywo, inaczej w telewizji
Wracając do Erica Lu - oczywiście, nie każdy musi być zachwycony jego grą, niektórym może się ona nie podobać, wydawać zbyt oczywista, schematyczna, wręcz nudna. Na tym to polega, że każdy odbiera Konkurs i muzykę poprzez swoją wrażliwość, emocje, przeżycia czy upodobania. To naturalne, że trudno zadowolić każdego z osobna wynikiem. Ale fala hejtu i nienawiści, która dotknęła 27-letniego pianistę, jest niewyobrażalna. A to tylko w zamian za to, że jury doceniło jego grę i interpretację muzyki Chopina. Rzeczą, na którą zwracali uwagę członkowie jury, ale także organizatorzy, komentatorzy, krytycy czy słuchacze, jest rozbieżność pomiędzy tym, co słychać na sali koncertowej i w transmisji. Jury jednak ocenia nie to, co słyszy w radiu, telewizji czy w internecie, a wyłącznie występy na żywo. Często pianiści bardzo dokładni, którzy znacznie lepiej wypadali w transmisjach, nie przechodzili do kolejnych etapów. Może tu było podobnie? Jedno wiem - o ile gra Erica Lu od początku aż tak mnie nie urzekła, tak słysząc go na żywo podczas koncertu laureatów, słysząc koncert f-moll - ten nieszczęsny, z którego pianista po 45 latach zdjął "klątwę" - w jego wykonaniu, całkowicie zmieniłam zdanie. Płynie wraz z fortepianem i swoimi uczuciami, które potrafi przelać na klawiaturę i wydobywający się z fortepianu dźwięk. Nie mówiąc już o jego delikatnej biegłości i opanowaniu w wymagających większej wprawy fragmentach utworów. Jest osobą skromną i mało wylewną w swoich wypowiedziach, w tym także podczas ogłoszenia wyników, ale nie to jest najważniejsze. To oczywiście tylko moje zdanie, które zmieniło się po usłyszeniu go w odcięciu od wszelkich innych kontekstów i przewartościowaniu jego pomysłu ponownego startowania w Konkursie Chopinowskim.
Oczywiście szkoda innych wspaniałych pianistów i pianistek, którzy powinni znaleźć się na podium. Shiori Kuwahara i Tianyao Lyu, może nawet ex aequo, na pewno zasługują na więcej. Niestety nie każdego można zadowolić. Poziom był na tyle wysoki, że z finałowej jedenastki każdy, przynajmniej w jakimś stopniu, zasługuje na pierwsze miejsce. Wracając do zdziwień i zaskoczeń - trudno zarówno mi, jak i wielu słuchaczom, odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Miyu Shindo nie zasłużyła na żadną z nagród, a David Khrikuli, ze swoimi odważnymi, wyjątkowymi interpretacjami, dostał tylko wyróżnienie pozaregulaminowe, dla najwyżej ocenianego uczestnika, który nie został laureatem nagrody głównej.
Tak czy inaczej, niezależnie od upodobań i poglądów, Eric Lu na pewno nie zasłużył na taką falę nienawiści spowodowaną zdobyciem pierwszej nagrody. Podjął ogromne wyzwanie i został za to doceniony. Niektórzy powiedzą, że Eric Lu i Kevin Chen (zdobywca drugiej nagrody), to były zbyt oczywiste wybory. Ale czy nie zdarzało się tak w historii Konkursu Chopinowskiego? Pytanie brzmi - jakiego pianisty szukało w tym roku jury i czy takiego pianistę znalazło. A publiczność, niezależnie od werdyktu jury, może mieć swoich własnych zwycięzców.
Źródło: TOK FM