Echa wojny i aluzje do zagłady Żydów. Czy Pan Kleks na pewno jest dla dzieci?
- Po wojnie 'Akademia Pana Kleksa' uległa upupieniu i wygładzeniu - tłumaczył w audycji 'Stos lektur' dr Piotr Paziński. Co jednak mówi nam ten tekst dziś?
Echa wojny i Zagłady
'Akademia Pana Kleksa' jest przede wszystkim pełna aluzji do rzeczywistości II Rzeczypospolitej - począwszy od tego, że przedstawiona w książce tytułowa Akademia istnieje 20 lat, czyli tyle samo, ile istniała II RP. Sam Kleks, jak opowiadał Annie Piekutowskiej dr Piotr Paziński, nosił cechy zarówno Franca Fiszera, jak i Janusza Korczaka. - Są tam też aluzje do czegoś, co dziś nazwalibyśmy popkulturą: do historii Frankensteina, obrazów z kina niemieckiego, zwłaszcza z nurtu niemieckiego ekspresjonizmu. Ale i do mitów: Adam Niezgódka nosi imię pierwszego człowieka, przychodzi do Akademii jako nastolatek i uczestniczy później w ożywianiu lalki, czyli bierze udział w dziejach stworzenia. Brzechwa inteligentnie połączył masę mitów z całej kultury europejskiej - opowiadał Paziński.
W 'Akademii Pana Kleksa' widać też echa wojny i aluzje do zagłady Żydów. Paziński przywołał tu między innymi magiczną umiejętność Pana Kleksa, który potrafił powiększyć potrawy, a mimo to Niezgódka i pozostali chłopcy wciąż pozostawali głodni i musieli dojadać kolorowe szkiełka, co jest oczywistym przywołaniem powojennej rzeczywistości. - W czasach stalinowskich raczej uciekało się od mówienia o okupacji, dlatego trzeba było kolejnych dwóch pokoleń, żeby w Panu Kleksie te aluzje zobaczyć i zacząć o nich mówić - podkreślił Paziński.
Dla kogo jest Pan Kleks?
Kim właściwie jest Pan Kleks? To wbrew pozorom postać niejednoznaczna i niezbyt sympatyczna, choć PRL-owska adaptacja filmowa zdawała się sugerować inaczej. - O Kleksie nie wiemy prawie nic. Wiemy jedynie, że podróżował po świecie i zawitał do Chin, gdzie pewien ezoteryk przekazał mu szkatułkę z sekretami. To dzięki nim unosił się w powietrzu albo umiał powiększać potrawy. Te sekrety zawierały też wiedzę służącą ożywieniu istoty, która potem jego Akademię zniszczy. Jednak nie jest on tak sympatyczną postacią jak jego filmowe emploi: on przecież inwigiluje swoich uczniów, czytając ich sny. Bywa kapryśny, nerwowy, wpada w gniew. Nosi w sobie tajemnicę - opowiadał Paziński.
Czy 'Akademia Pana Kleksa' jest lekturą bardziej dla dzieci czy dorosłych? Paziński nie ma wątpliwości, że czytać ją mogą zarówno dzieci, jak i rodzice. - To jest baśń, a baśnie od wieków były przeznaczone dla wszystkich. One nie mają być ulukrowaną wersją rzeczywistości, ale dawać do myślenia. Książka Brzechwy skłania nas do zadawania pytań - mówił Paziński. I określił Brzechwę razem z Tuwimem jednymi z najważniejszych autorów dziecięcych literatury XX wieku.
Od Akademii do czata GPT
Paziński uważa, że ta lektura może być dobrym pretekstem do rozmowy np. o sztucznej inteligencji. - Pytanie: 'co nam robi sztuczne życie?' jest cały czas aktualne. Jak wiemy z dziejów kultury, próby tworzenia sztucznych istot kończyły się zazwyczaj źle, tworzyliśmy istoty nieszczęśliwe albo brutalne i zagrażające nam samym. Można wykorzystać Akademię, aby zastanowić się nad podobnym problemem w kontekście sztucznej inteligencji, czata GPT - podsumował Paziński.