,
Obserwuj
Kultura

"Rudy" i "Zośka" mogli być homoseksualni? "Wywołało to straszną panikę"

Kamil Śmiałkowski
5 min. czytania
21.09.2024 18:13
Wydana po raz pierwszy jeszcze w czasie okupacji pozycja Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec" to jedna z najbardziej znanych lektur. - To jest książka wyjątkowa, co nie znaczy, że wyjątkowo dobra - mówiła w TOK FM dr Kornelia Sobczak, zwracając uwagę na nieznane jej oblicza.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

"Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego to nie tylko jedna z ważniejszych lektur szkolnych, ale - jak łatwo można sprawdzić w internecie - również inspiracja dla współczesnych nastolatków do własnej twórczości. Konkretnie - do pisania opowiadań o "Rudym", "Zośce" i "Alku". Doktor Kornelia Sobczak, historyczka kultury i publicystka miesięcznika "Dialog", która obroniła pracę doktorską poświęconą historii i legendzie "Kamieni na szaniec", przyznała, że to pozycja wyjątkowa. - Przy czym wyjątkowa to nie znaczy wyjątkowo dobra, tylko wyjątkowa - w sensie wyróżniająca się - oceniała gościni Anny Piekutowskiej. 

Wsadzić do formaliny

Sobczak zwróciła uwagę na specyficzne miejsce tej lektury w polskiej kulturze. - To książka, o której każdy coś słyszał i gdzieś się z nią zetknął, ale tak naprawdę ona jest fundamentalnie niedoczytana. I to jest trochę też opowieść o tym, że książki nie muszą być czytane, żeby mieć jakąś sprawczość, żeby działać - przekonywała. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Ekspertka zalecała, by traktować tę lekturę poznawczo, "z całym jej kontekstem historycznym i społecznym". - To jest opowieść o wyjątkowym środowisku, które powinno dawać przykład, a nie portret całego pokolenia. Natomiast trochę tak się stało, że "Rudy" i "Zośka" zostali takimi właśnie przedstawicielami pokolenia Kolumbów - zauważyła rozmówczyni red. Piekutowskiej.

'Coś się nie udało'

W jej opinii kolejne dekady "Kamieni na szaniec" - jako lektury szkolnej - nie wpłynęły dobrze na tę pozycje. - Z jednej strony jest to książka, która padła ofiarą własnej recepcji i właśnie tego, co z niej zrobiono - takiego wsadzenia do formaliny z napisem "opowieść o bohaterstwie". Z drugiej strony strasznie tę książkę zinfantylizowano - oceniła. 

Sobczak przypominała, że Aleksander Kamiński - mówiąc o "Kamieniach na szaniec" - przekonywał, że nie chciał, by książka była czytana w pewnym kluczu. - I coś jednak się nie udało. Wydaje mi się, że on po prostu sam tak bardzo zafascynował się tymi chłopakami (...), że z jednej strony bardzo wprost ostrzega przed taką nadmierną fascynacją wojną i wojskowością, ale z drugiej - w warstwie emocjonalnej - to jest książka o tym, jacy oni byli wspaniali i jakie wspaniałe akcje robili - oceniła. I podkreślała, że nauczyciele powinni zwracać uwagę uczniów na wszystkie aspekty tej pozycji, nie tylko bohaterskość głównych bohaterów. 

F-35 będą stracane jak kaczki? Pilot ujawnia najsłabsze ogniwo zakupów za miliardy

'Przestroga przed wojną'

Książka Kamińskiego - w ocenie gościni TOK FM - powinna być traktowana jako przestroga przed tym, co robi wojna. - To jest opowieść o tym, że oni mieli wspaniałe, cywilne plany. Chcieli zostać inżynierami, chemikami, może politykami, społecznikami, ale nie zostali, bo zginęli - stwierdziła. - To jest przestroga przed tym, że wojna uwodzi. I sami tworzymy ramy naszej kultury, w której to jest fascynujące - stwierdziła.

Sobczak zauważyła też, że książka skupia się na bohaterach - chłopcach. Nie ma w niej prawie w ogóle dziewczyn, choćby Anny Zawadzkiej - siostry Zośki, jednej z najważniejszych postaci w historii polskiego harcerstwa, która ze swoją słynną błękitną warszawską drużyną harcerek współpracowała z bohaterami "Kamieni na szaniec". 

- I to jest bardzo ciekawe zagadnienie, dlaczego dziewczyny są w tle? - pytała retorycznie ekspertka. Harcerki wówczas skupiały się na pracy opiekuńczej, pomagały dzieciom w świetlicach, nauczały, opiekowały się maluchami pozbawionymi opieki. Ale nie tylko. - Są dostępne źródła i można łatwo sobie zrekonstruować, że za każdą z tych akcji, która tu jest opisana, stała najczęściej jakaś dziewczyna, jakaś łączniczka, jakaś organizatorka - przekonywała Sobczak. 

Świetnie to widać na przykładzie Ireny Kowalskiej-Wuttke. Brała ona udział w opisanej w książce akcji zrywania flagi czerwonego krzyża z niemieckiego szpitala w 1942 r. U Kamińskiego bohaterowie uciekają brawurowo z niemieckiej obławy. - Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, "a Irka też po paru miesiącach wyszła z Pawiaka". I to jest dla mnie jakoś symptomatyczne, w jaki sposób ta książka, i w ogóle Aleksander Kamiński, traktuje kobiety - mówiła gościni TOK FM, pokazując dysproporcje.

- Parę miesięcy na Pawiaku? Dobra tam, nie ma co drążyć tematu - ironizuje, dodając, że gdy potem "Zośka" zostaje aresztowany na tydzień, to autor traktuje to znacznie poważniej - jako temat do rozważań nad psychiką bohatera.

Które lektury źle się zestarzały? 'Manipulowanie ekip rządzących'

Sobczak przekonuje jednak, że nie oznacza to, że Kamiński był seksistą. - Moim zdaniem możemy z tego zrobić opowieść o pewnych horyzontach kultury, mentalności, o wyobraźni kulturowej w latach 40. czy 50. XX wieku - tłumaczyła, dodając, że wtedy nie zauważano kobiet, a gdy czytać książkę dokładnie - widać w niej, że komplementuje się je sformułowaniami typu "mężna niewiasta". - W drugim tomie "Zośka i Parasol" mówi się o jakiejś dziewczynie, że miała męski typ inteligencji i to jest oczywiście bardzo dużym komplementem - stwierdziła. 

Triada liberalnych publicystów

W drugiej części rozmowy Sobczak przypomniała falę protestów i komentarzy, jakie wywołała dekadę temu literaturoznawczyni Elżbieta Janicka, której wyrwaną z kontekstu wypowiedź potraktowano jako hipotezę homoseksualnego związku "Rudego" i "Zośki". W ocenie gościni TOK FM interesująca w tej koncepcji była próba przełamania czy też rozmycia granic między przyjaźnią, miłością, cielesnością, erotyzmem. - Natomiast wywołało to straszną panikę, że nagle się okaże, że te nasze szufladki, w których sobie porządkujemy świat, nie sprawdzają się i pękają - ironizowała. 

- Dziesięć lat później jesteśmy, mimo wszystko, dużo bardziej otwarci na takie queerowe odczytywania historii - przyznała. - Na pewno jest to książka o wielkiej miłości i na pewno oni się bardzo mocno kochali - stwierdziła Sobczak. I wskazała, że jednym z tematów do rozmów z młodzieżą może być "to, w jaki sposób się kochamy i w jakie relacje wchodzimy". Hipoteza gościni TOK FM jest taka, że "Zośka" i "Rudy" nie mieli właściwych narzędzi, by o swojej relacji myśleć tak, jak traktujemy je współcześnie. Sama książka daje zaś możliwości najróżniejszych interpretacji. Również tych wywołujących w pewnych środowiskach sprzeciw.