Paulina Holtz o szkole. "Świetnie działa zgubienie kodu od librusa"
- Zawsze byłam zdolna, ale leniwa. Mama mówiła: wychowywałam cię na długiej smyczy - wspomina Paulina Holtz. To dzięki mamie, która zabrała ją do kuratorium, uniknęła repety w liceum. Jak to wspomina? Jak nastoletnie doświadczenia i problemy ze szkołą wpłynęły na rodzicielskie decyzje popularnej aktorki?
- Nigdy nie odrabiałam lekcji z moimi dziećmi - mówi Holtz, prywatnie mama dwóch nastoletnich córek. - Moje rozmowy z nimi były takie: Mamo, mam na jutro kasztan. No dziecko, to albo dymasz na dół po kasztan, albo masz niezaliczone. Ja nie mogę pamiętać o twoim kasztanie, o którym ty wiesz od dwóch tygodni - opowiada gościni wideopodcastu Karoliny Oponowicz. Nauka samodzielności i sprawczości był ważnym elementem edukacji jej córek.
- A już najlepiej działa zgubienie kodu od librusa - żartuje aktorka. Dzięki temu nie musiała angażować się we wszystkie szkolne sprawy swoich dzieci.
Dlaczego nie chciała posłać córek do publicznej szkoły? Posłuchajcie kolejnego odcinka wideopodcastu TOK FM, "Punkt zwrotny".