,
Obserwuj
Kultura

Hollywood w strachu. Bollywood też. Wszystko przez brzydkie demoniczne dziecko z Chin

Wyborcza Opole
4 min. czytania
18.02.2025 09:16
W Chinach właśnie dokonuje się przełom kinematograficzny. Tamtejsza animacja "Ne Zha 2" zarabia krocie: jest pierwszym nie amerykańskim filmem, który przebił barierę miliarda dolarów kasowych przychodów. Chińska prasa pieje z zachwytu nad rozmachem produkcji oraz estetyką miejscowego folkloru, a rządząca krajem Partia Komunistyczna już ogłosiła zwycięstwo, dowodzące wyższości chińskiej kultury nad kulturą Zachodu.
|
|
fot. PEDRO PARDO / East News
  • Produkcja filmu, opartej na chińskiej mitologii oraz XVI-wiecznej powieści historia chłopca walczącego z potworami, trwała pięć lat;
  • Teraz przebojem bierze chińskie kina, a są tacy, którzy wierzą w przebicie najlepiej zarabiającego filmu wszech czasów, czyli 'Avatara' i nominacje do przyszłorocznego Oscara;
  • Dlaczego Chiny postanowiły iść śladem Bollywood? I czy ich kurs może przyprawić o ból głowy amerykańską gospodarkę, jak wcześniej TikTok, Huawei czy Temu?

W tym odcinku odpowiemy na pytanie jak zarobić miliard dolarów. Konkretnie, jak zarobić miliard na kinowych biletach. Bo filmowy świat jest świadkiem prawdziwego kopernikańskiego przewrotu, o którym dopiero zaczyna być głośno. Oto Ne Zha: uroczo brzydkie, demoniczne dziecko, obdarzone super mocami, którego rebelianckim przeznaczeniem jest walka z potworami. Ne Zha urodziła się w dalekiej wiosce jako nowe wcielenie monstrum i dlatego dysponuje talentami nie z tego świata. W pierwszym części swoich przygód ratuje przed zagładą rodzinną osadę. W drugim odcinku podważa porządek świata rządzonego przez bogów i pokonuje Smoczego Króla Czterech Mórz. Historia chłopca, który działa wbrew własnemu przeznaczeniu broniąc rodziny i wspólnoty oparta jest o chińską mitologię. Oraz o niezwykle popularną powieść z XVI wieku. Ta właśnie opowieść przebojem wzięła chińskie kina. W ciągu niecałych dwóch tygodni zarobiła na biletach ponad miliard dolarów! I pobiła jednocześnie kilka rekordów. "Ne Zha 2" jest pierwszym nie amerykańskim filmem, który przebił barierę miliarda dolarów kasowych przychodów.

Netflix ma nowy plan. Za filmy i seriale zapłacimy więcej?

Jest pierwszym filmem, któremu udała się ta sztuka na pojedynczym rynku. Bo miliard z biletów zarobił jeszcze przed światową premierą, która odbyła się dopiero w połowie miesiąca, czyli ponad dwa tygodnie po chińskiej. To też jeden z niewielu filmów, który swoją popularnością przebił "Gwiezdne Wojny", konkretnie siódmą część, czyli "Przebudzenie Mocy", który swój rekord ustanowił na amerykańskim rynku. "Ne Zha" to jedyna chińska produkcja, która znalazła się na liście 30 najpopularniejszych filmów świata.

Oraz - choć to dopiero piąty tydzień wyświetlania - jest już w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych kinowych animacji wszechczasów. A to nie koniec tej wyliczanki. Bo "Ne Zha 2" jest też najpopularniejszym filmem w samych Chinach. A także najlepiej zarabiającą nie-amerykańską animacją. Są tacy, którzy wierzą w ostateczne zwycięstwo w branży filmowej i przebicie najlepiej zarabiającego filmu wszech czasów, czyli "Avatara". I nominacje do przyszłorocznego Oscara za najlepszy film nie anglojęzyczny, animację i efekty specjalne. Zatem ciąg dalszy na tej liście rekordów zapewne nastąpi. I to zapewne wkrótce.

Wielki sukces propagandowy Chin

 

Było o liczbach, teraz historia jaką opowiadają. Po pierwsze, dla samych Chin, to wielki sukces propagandowy. Chińskie media pełne są zachwytów dla estetyki miejscowego folkloru, bo animacja opiera się o chińską mitologię oraz bajki o demonach i smokach. Rządząca krajem Partia Komunistyczna już ogłosiła zwycięstwo, dowodzące wyższości chińskiej kultury nad kulturą Zachodu. To powód do narodowej dumy. Kolejny etap na drodze, którą idzie chińska kinematografia: od tradycyjnych filmów sztuki walki, przez próby naśladowania produkcji hollywoodzkich po produkcje promujące kulturę ludową. I to tyle, cytatów z największych propagandowych portali informacyjnych.

Po drugie niebywały sukces "Ne Zha 2" to dowód chińskiego pierwszeństwa technologicznego. Bo twórcy animacji czerpali z doświadczeń miejscowego przemysłu rozrywkowego, przede wszystkim branży fabularnych gier komputerowych. Produkcja "Ne Zha" trwała więc pięć lat, o rok więcej niż planowano w najbardziej pesymistycznym scenariuszu. Rysowanie jednej tylko sceny walki trwało aż cztery miesiące, a przy filmie pracowało 4 tysiące animatorów z całej chińskiej branży filmowej. Wyszkolonych na produkcjach amerykańskich.

Bo to właśnie w Chinach Hollywood produkowało swoje najgłośniejsze animacje. W ten sposób powstał film, który dbałością o szczegóły i jakością animowanych efektów specjalnych ma przebijać największe światowe produkcje. Tyle o branżowym przełomie.

Chińczycy wrócili do kin

 

Teraz rzecz trzecia, ważna dla Chin gospodarczo, czyli miliardowa sprzedaż biletów jako przełom konsumenckim. Bo chińskie kina przeżyły właśnie jeden z najgorszych sezonów z 23-procentowym spadkiem wpływów z biletów. W ubiegłym roku Chińczycy nie chodzili do kina, bo cały kraj odczuwał spowolnienie gospodarcze. Efekty tego spowolnienia przełożyły się na kieszenie Chińczyków. A wraz z nimi na zakupy, towarów i usług. Co dla hamującej gospodarki zwykle jest błędnym kołem. I dlatego komunistyczny rząd stara się odwrócić tą fatalną konsumencką passę. Dopłaca do kinowych biletów, a do ferii z okazji księżycowego Nowego Roku dodał kolejny dzień wolny od pracy. By konsumenci mieli czas więcej wydawać. W tym na wyjście do kina na chiński film.

W ten sposób Chin stają się samowystarczalne. Chińskie blockbustery przyciągają do kin chińskich widzów na drugim co do wielkości rynku na świecie. I odbierają powietrze amerykańskim produkcjom, które i bez tego radziły sobie w Chinach nie najlepiej. Zwłaszcza w ostatnich latach, na przykład w roku 2019 roku, gdy dwa najlepiej zarabiające tytuły były chińskiej produkcji, w tym pierwsza część przygód Ne Zha. Oraz film science fiction "Wędrująca Ziemia" nakręcony na podstawie światowego bestsellera książkowego. Będący spotkaniem "Marsjanina" z "Mad Maxem".

Jak to się stało, że najludniejsze państwo świata zaczęło podążać w kierunku, który wcześniej obrały Indie budując swoje Bollywood? Odpowiedź nie jest trudna. Za wszystkim stoi chiński rząd. Który 30 lat temu zainspirowany globalnym sukcesem serii "Kung Fu Panda" zechciał ten sukces powtórzyć. W ten sposób świat filmu zdobywa chiński chłopiec o duszy rebelianta. Który prócz mitologicznych demonów, może też ostatecznie pokonać - hollywoodzkie blockbustery. I przyprawić amerykańską gospodarkę o kolejny ból głowy, jak wcześniej TikTok, Huawei czy Temu.

Posłuchaj podcastu!