,
Obserwuj
Kultura

Wierzą, że modlitwa "leczy" raka. "Zebrałem leki i wywaliłem do śmieci" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

8 min. czytania
26.01.2025 20:13
"Modlitwą skłonili Boga, by uwolnił Dale'a od przewlekłego bólu pleców i złagodził alergię Leilani. Kara nie widziała lekarza, odkąd skończyła trzy lata. 'Zawsze kiedy zaczynało mi lecieć z nosa - powiedziała matce - po prostu chwaliłam Pana i katar mijał'. Leilani opowiedziała Althei o tym, jak jeden z ich synów zachorował i modlitwa pomogła mu oczyścić wymiotami organizm z demonów" - pisze o rodzinie Neumannów Matthew Hongoltz-Hetling, autor książki "Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny".
|
|
fot. AFP/SCOTT OLSON

Poniższy fragment pochodzi z reportażu pt. "Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny" autorstwa Matthew Hongoltz-Hetlinga. Książka ukazała się 15 stycznia nakładem wydawnictwa Czarne.

(...) Dale głosił z ambony swej młodziutkiej wspólnocie, że istnieje bezpośredni, przyczynowo-skutkowy związek między grzechem a chorobą. Lecz Randall nie uważał, że występek powoduje choroby. Leilani wsparła Dale’a; Althea naturalnie stanęła po stronie Randalla. Althea, w okularach o grubych szkłach, na które opadała mysiobrązowa grzywka, wspomina schrypniętym głosem, że jeśli ma być w stu procentach szczera, Neumannowie bardzo skupiali się także na demonach.

Dale i Leilani spróbowali przemówić Wormgoorom do rozsądku. Wskazywali na liczne przykłady cudownych uzdrowień na kartach Biblii i w czasach współczesnych - bezpłodne pary z UBM poczynały dzieci, a chorzy na raka odzyskiwali zdrowie, a to wszystko dzięki mocy modlitwy.

Neumannowie doświadczali podobnych zjawisk osobiście. Modlitwą skłonili Boga, by uwolnił Dale’a od przewlekłego bólu pleców i złagodził alergię Leilani. Kara nie widziała lekarza, odkąd skończyła trzy lata. "Zawsze kiedy zaczynało mi lecieć z nosa - powiedziała matce - po prostu chwaliłam Pana i katar mijał". Leilani opowiedziała Althei o tym, jak jeden z ich synów zachorował i modlitwa pomogła mu oczyścić wymiotami organizm z demonów.

'Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny' , Matthew Hongoltz-Hetling
'Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny' , Matthew Hongoltz-Hetling
Wydawnictwo Czarne

Mimo tak sugestywnych świadectw Wormgoorowie po prostu nie dali się przekonać, że wiara jest uniwersalnym remedium. Problem nie leżał w modlitwie. Wormgoorowie opowiadali się za nią z całej duszy, lecz zarazem korzystali bez oporów z medycyny opartej na dowodach. Zdawało się wręcz, że ich zdaniem kurowanie chorego dziecka modłami zamiast lekarstwami jest podejrzane moralnie. Podejście Neumannów Althea scharakteryzowała później w słowach: "w zasadzie modlisz się i nie robisz nic poza tym".

Dyskusja między nimi odzwierciedlała rozbieżność opinii obecną w szerszych kręgach społeczności zielonoświątkowej. Niemal wszyscy uznają, że Bóg może uzdrawiać - ideę, że należy wobec tego odrzucić medycynę opartą na odkryciach naukowych, podziela wszak jedynie nieliczna mniejszość wiernych.

Neumannowie nie byli zachwyceni, gdy się zorientowali, iż Wormgoorowie są zwolennikami odmiennej opcji. Wzajemne stosunki ochłodziły się, spory o Biblię przeszły w sprzeczki biznesowe i w marcu 2008 roku wspólny biznes kawiarniany się rozpadł. Obie rodziny nadal odnosiły się do siebie życzliwie, lecz wzajemne animozje w każdej chwili mogły się przerodzić w aktywną waśń.

Choć ani jedni, ani drudzy o tym nie wiedzieli, wszyscy mieli się wkrótce przekonać o faktycznej skuteczności modlitwy.

Miało to wymagać aktu wiary i aktu odwagi.

*

Biblia jako najpopularniejsza i najważniejsza księga w dziejach zachowuje większy wpływ na ludzkie decyzje niż można by sądzić. Jak się szacuje, wydano ją w 7,7 mld egzemplarzy i co roku drukuje się kolejnych sto milionów, co oznacza, że jej nowe egzemplarze powstają szybciej niż nowe egzemplarze ludzi. To tłumaczy, dlaczego dziewięćdziesiąt procent Amerykanów modli się o zdrowie - choć większość z nich szczęśliwie współegzystuje ze szpitalami, które uważają za jeden z wielu Bożych darów.

W 2021 roku zabiegi, by zobaczyć z bliska uzdrawianie wiarą, zaprowadziły mnie w parny czerwcowy weekend do Miami. Właśnie tam w 1956 roku pulchny i beztroski Jack Coe polecił pewnemu małżeństwu, by zdjęło swojemu dziecku aparat ortopedyczny, ponieważ właśnie wyleczył malucha z polio. Rodzice usłuchali, lecz gdy chłopiec zaczął się skarżyć na nieustający ból, podali Coe’a do sądu. Sędzia z Florydy orzekł na korzyść Coe’a, jednak Bóg okazał się mniej wyrozumiały: rok później sam uzdrawiacz zmarł na polio w wieku trzydziestu ośmiu lat.

W piątek wieczorem udałem się do Margate na północnych obrzeżach Miami i zaparkowałem wynajęty samochód w miejscu, gdzie nikt go nie mógł zobaczyć. Małe jaszczurki umykały w bezpieczne zarośla, gdy szedłem przez kościelny parking, mijając stary więzienny autobus przerobiony na kafejkę.

Grupa o nazwie Ostatnia Reformacja [Last Reformation] wynajęła kościół na dwudniową imprezę, w trakcie której wierni mieli się nauczyć, jak leczyć przewlekły ból, asymetrię nóg, choroby psychiczne, uzależnienie od narkotyków, raka - wszelkie przypadłości, jakie mogły ich dotknąć.

Przesłanie lidera Ostatniej Reformacji, błyskającego lśniącą łysiną Torbena Søndergaarda, sprowadzało się do kilku prostych, kategorycznych zasad. Po pierwsze, wiara w Boga wymaga, by być aktywnym wyznawcą Jezusa. Po drugie, zostaje się nim, ucząc się powoływać następnych uczniów - chrzcząc ich, uzdrawiając i wyrzucając wszelkie demony, jakie zagnieździły się w ich ciałach. I po trzecie, jeśli chodzi o wejście do królestwa niebieskiego po śmierci, jest się w tym lepszej sytuacji, im większą liczbę ludzi uzdrowiło się i ochrzciło. Bóg notuje wyniki.

Ponieważ wyznawcy byli bardzo energicznie zachęcani do tworzenia kolejnych wyznawców, system Torbena funkcjonował niczym piramida uzdrawiania wiarą. Jako sceptykowi wydało mi się to naiwne i bezcelowe - choć ktoś tak beznadziejnie uzależniony od planszówek i kalamburów jak ja nie powinien nikogo wytykać palcem.

Kiedy jednak naiwność skłania ludzi do rezygnacji z opieki medycznej, przekracza granicę toksyczności, przez co szkodzi zdrowiu publicznemu. W 2019 roku Søndergaard właśnie za to został publicznie napiętnowany w Danii. Tamtejsza stacja telewizyjna wysłała incognito dwóch dziennikarzy na jego imprezę, po czym wypuściła reportaż, w którym oskarżyła go o namawianie chorych psychicznie do odstawienia leków.

W programie wielokrotnie powtórzono wypowiedź Torbena, którego łysa głowa lśniła: "Bóg jest zawsze potężniejszy niż medycyna".

Søndergaard odpowiedział klipem na swoim YouTube’owym kanale, gdzie zwrócił się do widzów: "Wyrwać kilka słów z kontekstu - co za obłęd". Jak stwierdził, najbardziej zirytowało go to, że temat medycyny w ogóle by nie wypłynął, gdyby nie wmieszali się reporterzy.

"Nigdy nie mówimy o medycynie - oświadczył. - Wspomniałem o niej w rozmowie z dziennikarką wyłącznie dlatego, że zadawała o to mnóstwo pytań".

*

Za wielkimi, ozdobnymi dwuskrzydłowymi wrotami kościoła w Margate na Florydzie panował rozkoszny chłód. Strumyczek ludzi płynął przez przedsionek z ozdobną wnęką na główną salę ze sceną z przodu i stolikami, gdzie na tyłach sprzedawano materiały promocyjne Ostatniej Reformacji.

Choć nie uważam się za aktywnego dziennikarza, uznałem, że nieetycznie byłoby kłamać w tej kwestii w żywe oczy. Zamierzałem wystąpić po prostu w roli anonimowego obserwatora. Impreza była otwarta dla każdego, kto nabył bilet, i nikt nie pytał, kim jestem.

Wkrótce Torben przemówił do obecnych przez mikrofon. Z powodu nieustannych uśmiechów, rażących z siłą lasera skoncentrowaną pozytywną energią, trudno było go nazwać inaczej niż Panem Uśmiechniętym.

- Okej! - rozpromienił się. - Chcę was powitać i nie mogę się doczekać, by spędzić z wami trochę czasu!

Muszę przyznać, że jego duński akcent był absolutnie uroczy. - Jeśli pragniecie ochrzcić się w wodzie, zróbcie to dzisiejszego wieczoru - poradził.

Chrzty stanowią szczególne wyzwanie logistyczne, ponieważ dla zielonoświątkowców, takich jak Torben, lekkie pokropienie wodą z misy to za mało; sprawę załatwia jedynie pełne zanurzenie. Zdarzało mu się wykorzystywać w tym celu jeziora i strumienie, wannę z czarnego plastiku napełnianą z ogrodowego węża, a nawet ocean.

- Woda znajduje się czternaście minut stąd… jak się zdaje - dodał. - Jest tu gdzieś w sąsiedztwie.

Wiedziałem, że najbliższy akwen to kanał po przeciwnej stronie ulicy. Był on częścią trzydziestopięciokilometrowej sieci wykutej w porowatym wapieniu Biscayne Aquifer, która służyła aligatorom za autostradę. Zaledwie kilka kilometrów dalej z tego właśnie kanału wysiedlono całą rodzinę gadów po serii incydentów z udziałem ludzkiej rodziny mieszkającej na pobliskim osiedlu. Jeden z aligatorów mierzył cztery metry długości.

"Byłoby dość okropne, gdyby podczas ceremonii chrzcielnej kogoś ugryzł aligator", pomyślałem.

Zdecydowanie tego nie chciałem. Nawet gdyby miało to zwiększyć sprzedaż mojej książki. Jak bardzo? Zastanowiłem się chwilę i doszedłem do wniosku, że zapewne ogromnie. Pewnie sprzedałbym dzięki temu mnóstwo egzemplarzy. Ale byłoby to naprawdę okropne.

"Lecz nie chciałbym, żeby do tego doszło", pomyślałem z pewnym podziwem dla własnej świętoszkowatości.

*

Trzódka Torbena pod względem różnorodności przypominała reklamy mydła Dove: starzy i młodzi przedstawiciele wszystkich grup etnicznych. Gdziekolwiek spojrzałem, widziałem uśmiechy i uściski. Garstka młodzieńców w wyprasowanych koszulach gawędziła cicho ze śpiewnym afrykańskim akcentem. Jakaś kobieta trzymała na brzuchu uroczego brzdąca podobnego do lalki Kewpie, umocowanego skomplikowanym systemem płóciennych taśm. Sterani życiem biali mężczyźni uśmiechali się łagodnie; ubrania mieli mniej zniszczone niż twarze.

Krótko mówiąc, prezentowali się porządniej niż ja, byli bardziej zainteresowali własnym rozwojem i wzrostem duchowym oraz bardziej zmotywowani do poświęceń dla dobra świata.

O ile mogłem się zorientować na tak wczesnym etapie, trafiłem na bardzo luzacką wersję tradycyjnego nabożeństwa. Nie dostrzegłem śladu przesadnej religijności ani agresywnych taktyk sprzedażowych. Zbiórka pieniędzy odbywała się w formie sprzedaży gadżetów, opłat za wejście oraz krążącej skrzynki na ofiary, lecz nie była bardziej namolna niż te, które widziałem w innych kościołach czy na świeckich imprezach.

"Co ja tu robię?"

Wtedy jednak Søndergaard z wielką pompą przedstawił młodzieńca imieniem Jeremy.

- Nauczymy was, jak uzdrawiać chorych - zadeklarował młody człowiek. Swoboda i pewność siebie, z jaką przemawiał, świadczyły o regularnych występach w roli mówcy. Gdybyś usiadł obok niego w samolocie, przez cały lot musiałbyś słuchać gadaniny o Jezusie, a po wylądowaniu sprawdzić, czy wciąż masz w kieszeni portfel. Jeremy oświadczył zebranym, że przed dziesięcioma laty, w efekcie uzależnienia od nielegalnych narkotyków, musiał przyjmować siedem różnych leków, w tym suboxone i antydepresanty. Słuchając kazania, doświadczył czegoś na kształt epifanii.

- Pomyślałem coś w guście: czy wy nic nie rozumiecie, ludzie? Biblia mówi, że zostaliśmy uzdrowieni. Więc czemu łykamy leki? Dlaczego całe życie chodzimy o kulach? Jesteśmy uzdrowieni! - opowiadał. - Wydawało się, jakby do nikogo poza mną to nie dotarło. Jakby nikt inny tego nie rozumiał. Ale ja tak.

Natychmiast, ciągnął, zaczął działać.

- Po powrocie do domu po prostu zebrałem wszystkie leki i wywaliłem je do śmieci - ciągnął. - Wszystkich siedem cisnąłem do kubła. - Po czym sięgnął po telefon, by oświadczyć swojemu doktorowi, że skończył z antydepresantami i z resztą środków dzięki boskiemu uzdrowieniu.

- Powiedziałem: "Nigdy więcej do pana nie przyjdę". - I dorzucił z aroganckim chichotem: "A przynajmniej nie z powodu choroby. Najwyżej, żeby porozmawiać o Jezusie".

Dodał, że od tamtej pory nie przyjmuje żadnych lekarstw.

- Wy możecie zrobić to samo - oznajmił zebranym.

Czarujący Torben Søndergaard, który przed dwoma laty poczuł się głęboko dotknięty sugestią, że kazał chorym psychicznie odstawić leki, rozpromienił się od ucha do ucha.

Po mniej więcej godzinie dalszych świadectw Torben wrócił na scenę; jego uśmiech przywodził na myśl niewzruszenie zadowolonego z siebie Kota z Cheshire. (...)

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>