,
Obserwuj
Kultura

Jakub Żulczyk ujawnia sekret Prezydenta. "Będę skończony" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
16.05.2025 15:20
"Parsknął śmiechem, bo Car mówił to przed każdymi wyborami, i znał te zdania na pamięć. Znali je wszyscy. To był jego stały repertuar, największe przeboje. Ale parsknął śmiechem również dlatego, bo rozbawiło go własne zapominalstwo. Dla Cara nie był osobą, był tylko częścią urządzenia. Ważną, ale bynajmniej nie niezbędną. Bez jego udziału maszyna wciąż działała" - pisze Jakub Żulczyk w swojej najnowszej powieści pt. "Kandydat".
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z powieści pt. 'Kandydat' autorstwa Jakuba Żulczyka, wydanej 16 maja 2025 roku nakładem wydawnictwa Świat Książki.

(...) - Sprawa z dzieckiem - Car powiedział to zdanie kompletnie bez emocji, sprowadzając to wszystko do trzech wyrazów, jakby mówił o codziennym głosowaniu w Sejmie, dotyczącym spraw typu regulacja przyznawania kart wędkarskich albo obowiązkowe szczepienia drobiu.

Prezydent w odpowiedzi również streścił swoją sytuację do trzech wyrazów:

- Byłem u Prokuratora.

- No cóż, na pewno była to przyjazna i budująca rozmowa. Wyobrażam sobie, że Prokurator zrobi wszystko, aby ci pomóc.

- Niezupełnie.

- Więc przyszedłeś się poskarżyć.

- Przyszedłem porozmawiać.

Car siorbnął herbatę. Następnie dolał jej sobie z pękatego porcelanowego dzbanka.

- Prezydent Polski przyszedł do Prokuratora Generalnego i teraz się skarży.

- Tak to wszystko ustawiłeś, więc nie wiem, skąd to zdziwienie - stracił cierpliwość.

- To nie jest zdziwienie - Car pokręcił głową. Popatrzył na niego znad okularów, następnie je zdjął. - Zakładasz, jeśli dobrze cię rozumiem, że większym problemem będzie dla ciebie to, że dziennikarz jest przetrzymywany w więzieniu, bo nagłośnił oczerniającą cię sprawę, niż sama ta sprawa.

- Tak zakładam.

- To ciekawe.

- Mam na myśli sprawę, o której doskonale wiesz i którą… którą przejąłeś parę lat temu.

- Bo przejmuję wszystkie takie sprawy. Muszę pomagać, to moja rola. Tobie też musiałem pomóc, po prostu - na twarzy Cara pojawiło się pewne zdziwienie. Jakby nie mógł uwierzyć, że muszą rozmawiać o największych oczywistościach.

'Kandydat' Jakub Żulczyk
'Kandydat' Jakub Żulczyk
Świat Książki

- Napiłbym się tej herbaty - Prezydent wskazał palcem na dzbanek. Nie chciało mu się pić, po prostu poczuł się dotknięty. Nie zasługiwał na kolejną z tysiąca gierek, które Car serwował każdemu. Był Prezydentem, do cholery. Car zamieniał każdą rozmowę w rozgrywkę o zasadach zrozumiałych tylko dla siebie, rozmówca musiał czuć w jego towarzystwie jakiś drobny dyskomfort, ale on nie był pierwszym z brzegu rozmówcą.

- Dostaniesz lepszą herbatę niż ta - odparł Car beznamiętnie, po czym wyciągnął telefon. Zaraz go schował, wstał, lekko sapiąc, podszedł do drzwi i huknął w stronę korytarza zdanie, które stanowiło dalszą część przedstawienia.

- Herbatę dla pana Prezydenta.

Odwrócił się. Powoli podszedł do fotela. Chodził, mówił i wyglądał jak ktoś znacznie starszy. Powinien dbać o siebie, ale w jego pokoleniu, w jego formacji dbanie o siebie było nietaktem.

- Masz jeden problem. Wydaje ci się, że masz pełno problemów, każdemu mężczyźnie się tak wydaje, ale na ten moment masz jeden problem. I ja też mam tylko jeden problem. Jest nim niedoszacowanie w sondażach twojego przeciwnika, który może dzisiaj wygrać. Zakładałem taką ewentualność, jestem na nią jakoś przygotowany.

- Przygotowany? - zapytał Prezydent, a Car znowu popatrzył na niego jak na osobę mocno nierozgarniętą.

- Ambicjonalnie może nie, ale logistycznie tak.

- Logistycznie? - Prezydent powtarzał te ostatnie wyrazy odruchowo. Car zdążył kompletnie narzucić styl i rytm tej rozmowy.

To, że nie siedzieli o świcie na rybach, na zawilgłym pomoście, w kaloszach i sztormiakach z polską flagą, było tylko szacunkiem dla dnia i dla jego urzędu.

- W sprawach, nazwijmy to, kluczowych myślę, że przy tym składzie Sejmu dam radę zawiązać doraźną koalicję na odrzucenie weta. Faszysta, na ten przykład, zrobił się ostatnio bardzo podekscytowany. Jego brat, widzisz, żyje z kowadłem nad głową. To kowadło jest dosyć ciężkie: akt oskarżenia za karuzelę VAT-owską. A jak wiemy z kreskówek, kowadła wiszą na dość cienkich sznurkach. Faszysta to młody człowiek, dość dziecinny, więc ekscytują go kreskówki. Umilkł, chrząknął, chyba do gardła wpadł mu okruch krakersa. Siorbnął herbatę.

- Ale jest to problem, nie ukrywajmy. Jedyny prawdziwy problem, jaki dzisiaj mamy. Teraz przed nami ten właściwy etap. Te najważniejsze lata. Teraz w końcu rozbijemy, co? - zapytał nagle.

- Nie jestem uczniem w szkole - przypomniał mu Prezydent. Car myślał pewnie, że wejdą na nowy etap, że zamiast powtarzać końcówki zdań, Prezydent zacznie je kończyć.

- Rozbijemy nomenklaturę - powiedział Car. - My w nią biliśmy, słuchaj, gołą pięścią w ścianę. Ta ściana o dziwo pękła, ale tylko trochę. Ale teraz możemy dostać narzędzie. Czym się wyburza ściany? Takim młotem do wyburzania, prawda? No to przyjmijmy, że będziemy mieli teraz taki młot.

Jakub Żulczyk
Jakub Żulczyk
Lidia Żulczyk

Parsknął śmiechem, bo Car mówił to przed każdymi wyborami, i znał te zdania na pamięć. Znali je wszyscy. To był jego stały repertuar, największe przeboje. Ale parsknął śmiechem również dlatego, bo rozbawiło go własne zapominalstwo. Dla Cara nie był osobą, był tylko częścią urządzenia. Ważną, ale bynajmniej nie niezbędną. Bez jego udziału maszyna wciąż działała, należało ją tylko trochę przekonstruować, zbudować alternatywny obwód.

Patrzył w tę myśl bez lęku. Po raz pierwszy w życiu to akceptował. Zapiekła go szyja. Może to szwy trzymające moją nową głowę, pomyślał.

- Sądzę, że będę skończony niezależnie od wyniku tych wyborów.

- A co takiego właściwie się stanie, gdy będziesz, jak to nazywasz, skończony? - zapytał go Car.

W odpowiedzi tylko się uśmiechnął.

- No tak. Gdy nazywają cię najważniejszą osobą w państwie, można czasami zapomnieć o swojej prawdziwej pozycji - przyznał, patrząc Carowi prosto w oczy. Tak naprawdę chciał tylko jednego. Zdziwić go. Pozbawić tej irytującej pewności siebie.

- Nie o to chodzi. Twoje skończenie się nie ma znaczenia. To Polska może być skończona - Car powiedział to dwa razy głośniej, jakby nagle w pokoju pojawił się dziennikarz z mikrofonem.

Nie spuszczali z siebie wzroku. Zdziw się, pomyślał. Bądź zaskoczony. Zaczynam być kimś innym niż jeszcze dziś rano. Zaczynam mieć nową głowę.

- Łucja - rzucił jej imię jak hasło. Czekał na reakcję.

- Ta sprawa również nie jest mi obca, tak jak sprawa z dzieckiem. - Car wypowiedział te słowa powoli i przeciągle, delektował się nimi jak kleistym deserem.

- Czy to jest konieczne? - Prezydent zapytał wprost.

- Wsadzenie jej do więzienia?

- Wsadzenie jej do więzienia za coś, w co sami ją wciągnęliście.

- Nikt tej kobiety w nic nie wciągnął. Miała wybór, dokonała go, zawarła pewną umowę, jak każda dorosła osoba. Car otrzepał dłonie z okruchów krakersa. Wstał, przeciągnął się, odwrócił i popatrzył na półki zapełnione książkami. Sięgnął po jedną. Podszedł do Prezydenta, podsunął mu okładkę pod nos. Krzysztof Kąkolewski, "Co u pana słychać?". Peerelowskie wydanie w naddartej, lekko zawilgłej okładce.

- Znasz?

- Taki stary reporter. On jeszcze żyje?

- Bardzo mądry człowiek. Szalony i mądry, ale to często idzie w parze. Zbyt osobny na jakąkolwiek współpracę, ale miał momenty, w których był blisko sedna. Czytałem go z prawdziwą fascynacją. Wiesz, co napisał o systemie komunistycznym?

- Jeszcze raz, nie jesteśmy w szkole. Nie musisz mnie odpytywać - powiedział Prezydent.

W tym pokoju było zbyt duszno, zbyt strasznie i zbyt obco na nieszczerość.

Car zamknął książkę i wyrecytował: - Kąkolewski twierdził, że socjalizm realny miał dwa fundamenty: ustawę, że akta należy przechowywać tylko pięć lat, oraz ideę prawną, że dający łapówkę jest takim samym przestępcą jak urzędnik, który go do tego zmusił. Postępowanie takie wynikało z teorii, że winien jest nie przestępca, ale ofiara i społeczeństwo.

- Nie rozumiem związku.

- Oczywiście, że rozumiesz. Ja się zgadzam z Kąkolewskim w pierwszym punkcie. Niszczenie akt to fundament zbrodni, sedno antypaństwowości. Akta należy przechowywać w nieskończoność. Akta muszą być chronione, konserwowane, muszą być pielęgnowane, bo akta są najważniejsze. Akta, które wykradł nasz pan Reporter. W drugiej kwestii nie zgadzam się z panem Krzysztofem. Dorosłość to koniec niewinności. Ten, kto daje łapówkę, współuczestniczy. Godzi się na patologię i zbrodniczość systemu. Uczestniczy w nim z własnej woli.

- Każesz ją, bo weszła w twój system, bo uczestniczyła w czymś, co sam wymyśliłeś? O czym ty w ogóle mówisz?

- Nie musisz podnosić głosu. - Car z powrotem usiadł w fotelu.

- Reporter to twój człowiek - Prezydent powiedział to spokojniej, i zaraz poczuł wstyd, że dał się tak łatwo zrugać. - Pracował dla ciebie - zaznaczył dobitnie. - Ona też pracowała dla ciebie.

- Nie podnoś głosu - powtórzył Car ostrzej. - Tak, pracował dla mnie. Ale go zwolniłem.

- Odpowiadasz za to, co się dzieje. To ty popełniłeś błąd. Uznałeś, że taka gnida będzie względem ciebie lojalna. Że przy pierwszej możliwej okazji nie wróci do gniazda gnid.

- Gnidy nie żyją w gniazdach - warknął Car.

- No tak, coś pewnie o tym wiesz - odparował Prezydent.

Przez chwilę wydawało mu się, że Car wreszcie się wściekł, w końcu nikt inny nie odważyłby się tak do niego odezwać. Ale chwilowy grymas zniknął z jego twarzy tak szybko, jak się pojawił. Car znowu wyglądał jak chłopiec z progerią w przydużym dresie.

- Może i popełniłem jakiś błąd, czy to ma teraz znaczenie? - zapytał w końcu, tylko poirytowany.

- Ma takie, że proponuję ci wspólne naprawienie tego błędu.

- Czyli chcesz być partnerem.

- Ależ ja jestem partnerem. Jestem jedną z dwóch głów egzekutywy państwa.

- Może być tak, że jeszcze tylko kilka godzin - Car wymownie spojrzał na zegarek, jakby wynik wyborów zależał tylko od przebiegu tej rozmowy.

Do pokoju wszedł, o dziwo, Sebastian, niosąc dzbanek i kubek. Przystanął na chwilę, lustrując pomieszczenie pod kątem wolnej powierzchni. Za Sebastianem do środka wślizgnął się kot, gruby, wielki i biały, z czarnym krawatem. Prezydent wziął naczynia, postawił na podłodze, obok swojej nogi.

- To Filemon? - zapytał, patrząc, jak znudzone zwierzę ociera mu się o nogawki. W pewien nieokreślony sposób przypominało małą, czworonożną kopię Cara.

- Nie, to Oleksy.

- Masz kota, który nazywa się Oleksy? - Na krótką chwilę zapomniał o tym, co działo się pomiędzy nimi, o tym niebywale cichym i brutalnym pojedynku w ciemności.

Car wyszczerzył zęby. Chłopiec z progerią był wyjątkowo zadowolony z kawału. Zaraz umrze, co innego mu zostało, jeśli nie kawały?

- To był mój ulubiony postkomunista. Umiał czytać ze zrozumieniem. Dość rzadka cecha. (...)

Posłuchaj: