Ufolog obala mity o kosmitach. "To nie jest tak, że oni wysiadają z tego spodka"
- Zdaniem Roberta Bernatowicza określenie "zjawiska paranormalne" nie oddaje rzeczywistości. "Ono jest z gruntu fałszywe. Nie ma zjawisk paranormalnych - są tylko zjawiska niepoznane" - mówił dziennikarz i ufolog w "Punkcie zwrotnym";
- Członkowie rodziny Bernatowicza mieli widzieć latający spodek, co - jak wskazał rozmówca Karoliny Oponowicz - skłoniło go do rozpoczęcia badań nad UFO;
- Bernatowicz w wideopodkaście TOK FM opowiadał także o zjawisku reinkarnacji. (...) Jest migracja tych istot, które się rodzą jako dzieci tutaj na Ziemi" - przekonywał.
Treści zawarte w wypowiedziach gościa nie odzwierciedlają poglądów i opinii Redakcji.
Robert Bernatowicz sam siebie nazywa "poszukiwaczem świętego Graala, czyli sensu życia". Przez 35 lat wykonywał zawód dziennikarza - był związany m.in. z Polsatem i Radiem Zet, miał też firmę zajmującą się rozładunkiem samochodów ciężarowych, a nawet przez chwilę był prywatnym detektywem. W ostatnich latach w mediach pojawia się jednak głównie jako ufolog i badacz zjawisk paranormalnych. Choć - jak przyznał Bernatowicz w wideokaście TOK FM "Punkt zwrotny" - on sam nie przepada za tymi określeniami.
- Oczywiście interesuję się UFO i jestem z tym silnie kojarzony, natomiast nie wiem, czy jestem ufologiem. Powiedziałbym raczej, że jestem badaczem zjawisk niezwykłych i niewyjaśnionych. Unikam też słowa "paranormalny", dlatego, że ono jest z gruntu fałszywe. Nie ma zjawisk paranormalnych - są tylko zjawiska niepoznane, które kiedyś będą postrzegane przez naukę jako oczywistości, tak jak jest na obcych planetach (...) - wyjaśniał rozmówca Karoliny Oponowicz.
Latający spodek nad domem rodziny Bernatowicza. "Zastanawiały się, czy to nie jest od ruskich"
Do zajęcia się tą niecodzienną tematyką Roberta Bernatowicza zainspirowało niezwykłe wydarzenie z życia jego rodziny. - To jest filmowa historia. Miałem sześć czy siedem lat. Babcia Helena ze swoją siostrą Danutą stały przed domem, gdzie teraz zresztą jest baza fundacji Nautilus (istniejącej od 2001 roku fundacji badającej zjawiska paranormalne, której współzałożycielem jest Bernatowicz - red.). Wtedy pojawił się latający spodek. Zawisł nad domem na wysokości jakichś 15 metrów. I to nie odleciało, tylko jakby znikło. Babcia mówiła, że one się zastanawiały, czy to nie jest od ruskich. Wierzę, że ona to widziała, bo ona nie kłamała, nie potrafiła kłamać. To sprawiło, że zacząłem się w sposób naturalny tym interesować - opowiadał dziennikarz.
Długie lata Bernatowicz poświęcił badaniu wydarzeń, do których miało dojść 10 maja 1978 roku w Emilcinie na Lubelszczyźnie. Tego dnia 71-letni rolnik Jan Wolski - jak relacjonował - spotkał dwóch pozaziemskich przybyszy, którzy zaprosili go do swojego wehikułu. Pojazd miał widzieć także sześcioletni wówczas mieszkaniec Emilcina Adam Popiołek i jego młodsza siostra Agnieszka. Dziś miejsce rzekomego spotkania Wolskiego z kosmitami upamiętnia pomnik postawiony w 2005 roku przez fundację Nautilus. - Zacząłem badać ten Emilcin tak na serio w 1990 roku. Z roku na rok coraz więcej. (...) Spędziłem na tym kawał życia i miałem okazję się przekonać, że ta historia zdarzyła się naprawdę - mówił gość "Punktu zwrotnego".
Bernatowicz w wideokaście TOK FM tłumaczył też, że spotkania z UFO nie wyglądają tak, jak często pokazywane jest to na filmach. - To nie jest tak, że oni wysiadają z tego spodka. Oni tutaj by sobie nie dali rady, dlatego że wibracja tutaj na Ziemi jest tak prymitywna, że oni by się szybko zaczęli starzeć. Oni nie żyją tak krótko jak my - 70, 80 lat i w piach. Oni żyją długo, długo - 800 lat, tysiąc lat, kilka tysięcy lat. Nawet są tacy, którzy zatrzymali sobie starzenie. Jak buddyjscy mnisi. Oni nie mogą wyjść i się wmieszać w tłum - przekonywał Bernatowicz i zaznaczył, że UFO "uważa za najmniej ważne z tego, co odkrył". - To jest pikuś wobec informacji, które są zdecydowanie ważniejsze - zaznaczył.
"Wiem, jaka jest prawda i prawdy ludzie potrzebują"
Gość "Punktu zwrotnego" przyznał także, że wierzy w zjawisko reinkarnacji i - jego zdaniem - UFO pojawia się na Ziemi "wchodząc" w dusze rodzących się dzieci. - Ziemia w tej chwili się zbliża do ważnego momentu, jakiegoś przesilenia, przejścia i moim zdaniem jest migracja tych istot, które się rodzą jako dzieci tutaj na Ziemi - stwierdził Bernatowicz, po czym przytoczył opowieść usłyszaną od jednego z sąsiadów.
- Mój sąsiad mówi: "Szedłem z moim synem, jak był malutki. On wyciągnął paluszek i mówi: 'O, a taki czerwony samochód to ja też miałem'". Sąsiad odpowiedział mu: "Nie mogłeś mieć, jeżeli miałeś, to zabaweczkę". On mówi: "Nie, nie. Miałem taki samochód, tylko trochę inny, a potem umarłem. A potem się urodziłem tutaj i tyle". I poszedł sobie dalej. Ty sobie nie wyobrażasz, ile jest takich historii - zwrócił się ufolog do Karoliny Oponowicz.
Robert Barnatowicz nazywa sam siebie "zbieraczem ludzkich historii", takich jak ta opowiedziana przez sąsiada. Jak podkreślał, jest przekonany o ich prawdziwości. - Ludziom się nie chce dzwonić i opowiadać farmazonów. Ludzie opowiadają rzeczy, które naprawdę przeżyli. Oczywiście ja mam już instrument w postaci mojej wiedzy i mojego doświadczenia - mówił ufolog i zdradził, w jaki sposób "testuje" swoich rozmówców. - Załóżmy, że facet dzwoni do mnie i opowiada niesamowite rzeczy. A ja już słyszę, że coś tam jest nie tak, że podaje wiele szczegółów. Mówię wtedy: "Zadzwonię do pana". I dzwonię do niego za dwa tygodnie. On to samo opowiada, tylko zupełnie inaczej, bo on nie pamięta tego, co wymyślił - wskazał.
Zapytany o to, jak radzi sobie z łatką "świra", Bernatowicz odparł, że "nie ma to znaczenia". - Prawda i tak się obroni. Ja wiem, jaka jest prawda i prawdy ludzie potrzebują (...) - powiedział gość "Punktu zwrotnego".
Źródło: tokfm.pl