Co Polska zrobi z wielkim zapasem szczepionek? "Rząd poniósł przeogromną klęskę"
W magazynach zalega 25 mln szczepionek przeciwko COVID-19, a na dostawy czeka kolejnych 67-70 mln dawek zamówionych przez Polskę. Rząd Mateusza Morawieckiego odmawia ich przyjęcia i zapłacenia za nie producentom. U tych ostatnich - zdaniem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego - trudno znaleźć zrozumienie w tej sprawie.
Jednak zdaniem Bartosza Fiałka - lekarza specjalisty w dziedzinie reumatologii i popularyzatora wiedzy medycznej - rzecz nie w tym, że Polska zamówiła zbyt wiele szczepionek, które okazały się bezużyteczne. - Chodzi o to, że polski rząd poniósł przeogromną klęskę w kontekście namawiania społeczeństwa na szczepienia przeciw COVID-19. Tylko ok. 57 proc. Polek i Polaków w pełni się zaszczepiło. W pełni, a więc - według dzisiejszego nazewnictwa - dwiema dawkami, choć powinno być trzema. Zapewne wkrótce zmieni się nazewnictwo i pełne szczepienie będzie obejmowało trzy dawki. A w Polsce przyjęła je tylko jedna trzecia społeczeństwa - mówił w TOK FM.
W opinii specjalisty te liczby pokazują, jak 'bardzo nie udało się rządowi przekonać Polaków do szczepień przeciw COVID-19', co jesienią może skończyć się tragedią. - Teraz po tej klęsce Polska musi rezygnować z dawek szczepionek, które ratują życie (?) To jesienią może nam odbić się czkawką. Dlatego że wirus może mutować w takim kierunku, że będzie zjadliwy i będzie zabijał bardziej niż chociażby wariant delta. Jeżeli nie będziemy zaszczepieni i osłabnie nam odporność po wysokiej fali wywołanej przez wariant omikron, to naprawdę może dojść do tragedii epidemicznej. Gdybyśmy się szczepili, na pewno rozmiary tej tragedii byśmy istotnie zmniejszyli - podkreślił.
Na świecie podano już 19 mld dawek szczepionek
Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że od środy osoby, które ukończyły 80 lat, mogą przyjąć drugą dawkę przypominającą szczepionki przeciw COVID-19. Jednak pod warunkiem, że minęło 5 miesięcy od momentu, w którym przyjęli tzw. pierwszego boostera.
Gość TOK FM przyznał, że i tej decyzji resortu zdrowia nie rozumie i się z nią nie zgadza. - Ja bym zrobił to inaczej. Po pierwsze: nie po pięciu, a po czterech miesiącach. A po drugie: nie 80 plus, a 60 plus. Dlatego że badania wskazują jednoznacznie, że w grupie osób po 60. roku życia przyjęcie tzw. drugiego boostera o 78 proc. zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 i zgonu. Naprawdę tak skutecznych narzędzi do zmniejszania ryzyka jakichkolwiek zdarzeń niepożądanych mamy niewiele w całej medycynie - zwrócił uwagę.
Przypomniał również, że szczepionki na koronawirusa są bezpieczne. Jak mówił, na świecie podano już ponad 19 mld dawek, a badania nie wykazały w związku z tym zwiększonej śmiertelności ani wzrostów zachorowań na nowotwory czy choroby autoimmunologiczne, o czym mówili antyszczepionkowcy.