Co zrobimy, gdy leków zabraknie? Pół roku to "optymistyczny wariant"
Podczas pandemii COVID-19 w aptekach zabrakło niektórych leków. Czy Polska i Europa wyciągnęły z tego wnioski? - Mógłbym opowiadać, że jest w miarę dobrze, ale nie jest. Po prostu nie jest - komentował w audycji "U TOKtora" Krzysztof Kopeć, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.
- dlaczego Polska i Europa są uzależnione od leków oraz ich składników produkowanych w Chinach i Indiach;
- dlaczego nie da się szybko uruchomić produkcji najważniejszych leków w Europie w razie kryzysu;
- jakie działania są potrzebne, by Polska i Unia Europejska uniezależniły się od dostaw z Azji.
W momencie kryzysu, takiego jak potencjalny atak Rosji, dostęp do leków będzie tak samo istotny jak dostęp do broni i schronów. A może się okazać, że tych w aptekach może zabraknąć. Ewa Podolska w TOK FM przytoczyła niepokojące dane. - Z 285 leków krytycznych dla życia i zdrowia, znajdujących się na liście Unii Europejskiej, tylko 35 jest produkowanych w Polsce, a tylko trzy ze składników czynnych (głównych składników leku, które odpowiadają za efekt leczniczy - red.) wytwarzanych jest w naszym kraju. Do 100 najważniejszych leków pediatrycznych nie produkujemy obecnie żadnej substancji czynnej, podobnie z lekami kardiologicznymi z listy leków krytycznych. Polska, podobnie jak cała Unia Europejska, jest w 80 proc. uzależniona od importu leków i ich składników z Azji, czyli z Chin i Indii - wskazała autorka audycji "U TOKtora".
Mamy listę leków krytycznych. Ale "nie ma kolejnych kroków"
Krzysztof Kopeć prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego przypomniał, że problemy z tzw. bezpieczeństwem lekowym w Polsce obnażyła pandemia COVID-19. - Wtedy część rzeczy się zadziała - dowodem jest to, że mamy już listę leków krytycznych, bo kiedyś nie mieliśmy jej w ogóle. Świat się leczył, dlatego że firmy robiły swoją robotę, produkowały leki, dostarczały, oczywiście na tym zarabiały. No i to się toczyło. Woda z kranu kapała, nie każdy zastanawiał się, skąd ona leci. Pandemia, kryzysy, też ten związany z wojną w Iranie, uświadamiają nam, że ta woda nie zawsze kapie i nie bierze się znikąd - wskazał gość TOK FM.
Jak wskazał ekspert, lista leków krytycznych to nie wszystko. - Nie ma kolejnych kroków. (...) Trzeba stworzyć strategie, narzędzia, instrumenty do tego, żeby te leki były w mniejszym lub większym stopniu wytwarzane w Europie, najlepiej od poziomu substancji czynnych. (...) Bardzo dużo jest ważnych leków podtrzymujących zdrowie, a czasem i życie, których nie ma w UE. To leki na nadciśnienie, choroby kardiologiczne, hipercholesterolemię, leki na POChP, bez których ludzie będą się dusić, leki na cukrzycę, bez których będą umierać. Część wytwarzamy, ale to znikoma część, a olbrzymia część jest tworzona w Azji. (...) Mógłbym opowiadać, że jest w miarę dobrze, ale nie jest. Po prostu nie jest - ocenił Krzysztof Kopeć.
Co jeżeli łańcuch dostaw leków się załamie? Ekspert przedstawia czarny scenariusz
Jak doszło do tego, że musimy polegać na Chinach i Indiach? - W Europie podjęliśmy kiedyś decyzję, że chcemy kupować leki jak najtaniej. Biznes oczywiście się nie obraża - racjonalizował koszty, przenosił produkcję do Azji, a ta stymulowała u siebie powstawanie i rozwijanie tego przemysłu. (...) To jest nauczka dla nas, bo patrzymy perspektywą sprzed 50 lat, że tam jest tania siła robocza, oni tam siedzą, zawijają w te sreberka, a nowe towary do nas przyjeżdżają. A oni mieli już opracowaną strategię rozwoju - dotowali fabryki, w których pracowali już tylko Hindusi. Bo byli tańsi i wykształceni, sami żeśmy ich kształcili na europejskich uniwersytetach. (...) 10 czy 12 lat temu na konferencji mówiliśmy, że kupując lek, wzmacniamy miejsce jego produkcji i musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Duża część sali się śmiała i mówiła: "Chcą pieniędzy". W trakcie pandemii wszyscy przestali się śmiać - skwitował Kopeć.
Zapytany, jak Europa może sobie poradzić w "trybie awaryjnym", prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego opisał scenariusz, który może zrealizować się w przypadku ewentualnej inwazji Chin na Tajwan. - Jakby Chiny stwierdziły, że nie będą eksportować substancji czynnych do Indii i na cały świat, to my zostajemy z zapasem. Zapas to - w optymistycznym wariancie - około sześć miesięcy, a w realnym - trzy. A potem musimy liczyć, że ta fabryka w Austrii, której teraz nie doceniamy i nie chcemy od niej kupować, będzie bardzo nas lubiła i produkowała na 150 procent mocy, żeby i nam wystarczyło. (...) W pandemii na maszyny do linii produkcyjnej czekało się około czterech lat. (...). Powinniśmy mieć i producentów, i linię, i plan na to, co robić, na dywersyfikację - mówił gość audycji "U TOKtora".
Źródło: TOK FM