Życie po odejściu z zakonu. Byłe siostry "zostają z niczym"
Sama procedura odejścia ze zgromadzenia zakonnego jest prosta. Ale co potem? - Nawet jeżeli siostra pracowała na umowę o pracę, to pensja szła na konto zakonu. (...) Zostają z niczym - mówiła w podcaście TOK FM "Tajemnice Kościoła" Iza Mościcka, była nazaretanka i założycielka Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym.
- Iza Mościcka - była zakonnica, dziś kierująca Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym - opowiadała w podcaście TOK FM "Tajemnice Kościoła" o przemocy psychicznej, fizycznej i ekonomicznej, z jaką zmagają się jej podopieczne;
- Kobiety odchodzące z zakonu często są zmuszone zaczynać od zera. "Nawet jeżeli siostra pracowała na umowę o pracę, to pensja szła na konto zakonu" - wyjaśniała Mościcka w rozmowie z Martą Zdanowską;
- Procedura odejścia z zakonu jest bardzo prosta, jednak ten fakt bywa ukrywany przed samymi siostrami. "Spotykamy się z tym, że przełożone utrudniają odejście" - mówiła założycielka Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym.
"Gdy stała się przełożoną, zaczęły dziać się trudne rzeczy". Przemoc w zgromadzeniach zakonnych
Iza Mościcka 18 lat spędziła w Zgromadzeniu Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu jako siostra Nazaria. Po odejściu z zakonu, w 2021 roku, założyła Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym, w którym pomaga siostrom, które odeszły ze swoich zgromadzeń lub dopiero to planują, najczęściej po doświadczeniach różnych form przemocy - psychicznej, fizycznej, seksualnej i finansowej. - 90 proc. tych spraw, które do nas trafiają, to są sprawy przemocy - mówiła była zakonnica w rozmowie z Martą Zdanowską w podcaście TOK FM "Tajemnice Kościoła".
W kontekście nadużyć w zgromadzeniach zakonnych często słyszy się m.in. o przełożonych odmawiających zakonnicom środków na artykuły pierwszej potrzeby, jak np. podpaski czy leki. Mościcka potwierdziła, że takie sytuacje mają miejsce. - Czasami jest też tak, że siostra dostaje wyliczoną kwotę, tylko na konkretny rodzaj podpasek. Natomiast same zakony to nie są miejsca, gdzie brakuje podstawowych środków. A jednak pojedyncze siostry czegoś takiego doświadczają - na przykład bardzo słabej jakości jedzenia, czy braku dostępu do drobnych przyjemności jak dobra kawa lub lody. Jedna z sióstr nie ma problemu nie tylko z lekarzem, ale jeszcze jeździ na dobre wakacje, a drugiej odmawiane są finanse na podstawowe leki. To może być w ramach tej samej wspólnoty i domów, w których żyją - podkreśliła była zakonnica.
Z Centrum kontaktują się również zakonnice zgłaszające przypadki przemocy fizycznej (a czasami także seksualnej), najczęściej stosowanej przez siostry postawione wyżej w hierarchii. - Ta struktura daje ku temu możliwości, bo jest się w bardzo dużej zależności od przełożonej. Bardzo często w opowieściach sióstr pojawia się wątek, że gdy dana osoba była jedną z sióstr, wszystko było okej, a gdy stała się przełożoną, zaczęły dziać się trudne rzeczy - wskazała gościni podcastu "Tajemnice Kościoła".
W niektórych zgromadzeniach stosuje się też praktyki kojarzone raczej ze zamierzchłymi czasami - mowa o tzw. umartwianiu się poprzez np. samobiczowanie czy zakładanie specjalnego pasa z kolcami raniącymi ciało. - Są nawet strony, na których można kupić różnego rodzaju rzeczy do umartwień i do biczowania. Przełożone zdają sobie sprawę z tego, że jeżeli ktoś z zewnątrz - np. lekarz - by to zobaczył, to mógłby uznać to za coś nieprawidłowego. Starają się więc robić to w taki sposób, żeby to ukryć. Świadomie wprowadza się w to nowe siostry, najczęściej młode dziewczyny. Pokazuje im się to jako coś atrakcyjnego. A te młode osoby są przekonane, że tak trzeba - opisywała Iza Mościcka.
A co z dostępnością do psychoterapii? - To trochę zależy od pojedynczych przełożonych. Natomiast zaobserwowałam, że kilka lat temu miał miejsce ogólny trend wśród sióstr, że psychoterapia była dobrym rozwiązaniem. Przełożone były na to bardzo otwarte, dużo bardziej niż teraz - mówiła Mościcka i wyjaśniła, dlaczego to się zmieniło. - Bardzo wiele sióstr, które rozpoczynały psychoterapię, później odeszły. W związku z tym zrozumiano, że po psychoterapii siostry odchodzą, więc może lepiej, żeby na nią nie chodziły - zwróciła uwagę.
Czym jest eksklaustracja? "Można żyć trochę własnym życiem"
Siostry zakonne, które chcą wziąć "urlop" od życia za murami zgromadzenia i są już po ślubach wieczystych, mają taką możliwość. Nazywa się to "eksklaustracją". - To jest taki czas, kiedy pozostaje się członkinią zgromadzenia, ale można żyć trochę własnym życiem. Jest się niezależnym w codziennych sprawach, ale pozostaje się w zależności i tu już każda przełożona tę zależność reguluje sama. Eksklaustracja może trwać od roku do nawet pięciu lat. Natomiast wtedy co roku trzeba tę swoją prośbę ponawiać. I jeżeli ktoś się na to decyduje, musi sam się utrzymać - tłumaczyła rozmówczyni Marty Zdanowskiej.
Mościcka zapytana o odsetek zakonnic, które po eksklaustracji decydują się na całkowite odejście, mówiła o ... 99 procentach. - Z naszego doświadczenia pracy w Centrum jest tak, że nawet jeżeli ktoś zdecydował się na powrót, to i tak po jakimś czasie, np. dwóch latach, odchodzi. Trudno jest wrócić do miejsca, w którym trochę traci się swoje życie, a nie chodzi o to, żeby umierać za życia - powiedziała.
Bez pieniędzy, bez ubrań, bez mieszkania, czyli życie po odejściu
Siostry zakonne decydujące się na zrzucenie habitu podejmują ogromne ryzyko, bo - jak zaznaczyła Iza Mościcka - muszą liczyć się z tym, że "zostaną z niczym". - Nawet jeżeli siostra pracowała na umowę o pracę, to pensja szła na konto zakonu. Jeżeli chodzi o emeryturę, (...) siostry są objęte tzw. ubezpieczeniem zakonnym i z tego tytułu są odprowadzane za nie składki. To jest najniższa emerytura, a czasami niższa niż najniższa. Jeżeli zostaje się w zgromadzeniu, to zgromadzenie to dopłaca, ale jeżeli decyduje się na odejście, to tak nie jest. Jeżeli siostra była na ubezpieczeniu zakonnym, a później odchodzi, to w ZUS nie do końca wiedzą, jak ten kapitał wyliczać. To są takie nieczytelne sprawy, z czym taka osoba zostaje po latach, bo nawet jeżeli ona nie pracowała na umowę o pracę, to wykonywała pracę dla zgromadzenia - w kuchni, w polu, ogrodzie, w pralni. Różnica jest tylko taka, że bez umowy - tłumaczyła dawna siostra Nazaria.
Zakonnice po opuszczeniu murów zgromadzenia często wracają do dawnego życia "wyposażone" jedynie w książki i t-shirt. - Ponieważ chodzą w habitach i nie posiadają tzw. świeckich ubrań, jest problem nawet z odzieżą. Mimo że siostra spędziła w zgromadzeniu 20 lat, nie ma garnków, suszarki na pranie, żelazka i innych - dla nas podstawowych - rzeczy. I najczęściej nie dostają żadnych środków finansowych. Jest zalecenie, żeby siostry dostawały sumę pieniędzy równoważną dwóm najniższym krajowym, co i tak nie jest dużą kwotą, ale w wielu miejscach nie dostają nawet tego. Zostają bez mieszkania i jeżeli nie mają rodziny, do której mogłyby się zwrócić albo przyjaciół, nie mają możliwości powrotu do domu rodzinnego - opowiadała była zakonnica.
"Można po prostu wyjść". Ale siostry o tym nie wiedzą
Samo odejście z zakonu - z formalnego punktu widzenia - jest jednak zaskakująco łatwe. - Zwolnienie ze ślubów w kościelnej nomenklaturze jest dużo łatwiejsze, niż stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa. Śluby nie są sakramentem, więc po prostu trzeba napisać do Watykanu, do Dykasterii z prośbą o zwolnienie ze ślubów i Dykasteria z tych ślubów zwalnia. Nie wiąże się to z żadnymi konsekwencjami. Jedyne konsekwencje są takie, że dopóki siostra jest w ślubach, to nie może zawrzeć sakramentalnego związku małżeńskiego. Ale sprawy sercowe są powodem odejścia bardzo rzadko - wyjaśniła Iza Mościcka.
Tym jak prosta jest procedura odejścia, najbardziej są zaskoczone same zakonnice, które często nie są informowane, w jaki sposób mogą tego dokonać. - Spotykamy się z tym, że przełożone utrudniają odejście, tłumacząc, że nie można tego zrobić albo próbując siostrom mówić, że tylko przełożone znają procedury i że jak siostry ich nie posłuchają, to one im tego nie wyjawią. Ale jeżeli są jakieś problemy z przełożonymi, można po prostu wyjść, tak jak się stoi i już się nie przejmować. Jeżeli jakiś czas nie ma kontaktu z daną siostrą, to przełożone są zobowiązane wtedy wszcząć procedury wydalenia i to one muszą się tym zająć - tłumaczyła gościni podcastu TOK FM.
Jak podsumowała Iza Mościcka, każdy z zakonów w Polsce "jest w jakiś sposób naznaczony przemocą". - W tym systemie funkcjonuje przemoc i obawiam się, że system zakonny zbudowany w ten sposób - jako bardzo zamknięty, hierarchiczny, niemający żadnych zabezpieczeń, nie ma szansy być wolny od przemocy - powiedziała gościni "Tajemnic Kościoła".
Źródło: tokfm.pl