Kto skorzysta na aferze wokół CPK? "Narracja pękła jak bańka mydlana"
CPK było dla rządów PiS projektem sztandarowym. - Uderzali w tę godnościową nutę. Że jak to Polska, taki wielki kraj, nie będzie miał takiej wspaniałej inwestycji, którą oni tutaj zaplanowali? - mówiła Bianka Mikołajewska z TVP. Okazało się, że jednak - jak dodała, że "na zapleczu coś podskórnie mogło się dziać". - Po prostu, brutalnie mówiąc, jakiś wałek na jednej z nieruchomości - stwierdziła w TOK FM.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy afera z ziemią pod kolej do lotniska CPK uderza zarówno w PiS, jak i KO?
- Kto zyska na całym zamieszaniu?
- Dlaczego cała sprawa "uderza w najgłębsze wartości, które głosiło Prawo i Sprawiedliwość"?
Wirtualna Polska napisała w poniedziałek, że w 2023 roku - niedługo przed oddaniem władzy przez PiS - Ministerstwo Rolnictwa wydało zgodę na sprzedaż wiceprezesowi prywatnej firmy Dawtona działki o powierzchni 160 ha w miejscowości Zabłotnia, przez którą ma przebiegać linia kolei dużej prędkości z Warszawy do lotniska Centralny Port Komunikacyjny. Działka należała wówczas do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR).
We wtorek WP donosiła, że CPK - już za rządów Donalda Tuska - czekał aż półtora roku z powiadomieniem prokuratury ws. strategicznej dla budowy nowego lotniska działki. Potem sama prokuratura trzy miesiące zwlekała z wszczęciem śledztwa.
Bianka Mikołajewska z TVP przyznała w "Poranku TOK FM", że to nic innego jak afera. - To dziwne, że potrzebowano tyle czasu. Zwłaszcza że ten czas jest potrzebny właśnie na to, żeby można było przeprowadzić śledztwa. Jeżeli więc nawet zawiadomienia wychodzą tak długo z instytucji, których dotyczą, to jak później prokuratura, sądy mają zdążyć jeszcze osądzić tę sprawę? Cały czas jest presja społeczna na to, żeby szybko tę sprawiedliwość wprowadzić. Żeby rozliczeń szybko dokonywać - stwierdziła.
Według gościni Macieja Głogowskiego, sprawa "uderza w najgłębsze wartości, które głosiło Prawo i Sprawiedliwość". - Projekt budowy CPK był przedstawiany przez nich jako sztandarowy projekt, godnościowy wręcz. Kiedy w pewnym momencie była mowa, że może się Polska wycofa z tego projektu, uderzali w tę godnościową nutę. Że jak to Polska, taki wielki kraj, nie będzie miał takiej wspaniałej inwestycji, którą oni tutaj zaplanowali? - przypominała Mikołajewska.
Okazało się, że jednak "na zapleczu coś podskórnie mogło się dziać". - Po prostu, brutalnie mówiąc, jakiś wałek na jednej z nieruchomości - dodała dziennikarka.
Rolnicy za PiS?
Prof. Małgorzata Molęda-Zdziech ze Szkoły Głównej Handlowej, także gościni TOK FM, stwierdziła, że rządowi powinno zależeć na wyjaśnieniu sprawy, bo teraz zyskuje na tym głównie Konfederacja, punktując zarówno PO, jak i PiS. - Dla opinii publicznej to bardzo niejasne, będzie to trudno wyjaśnić - oceniła.
Mikołajewska zwracała z kole uwagę, że sprawa pokazuje też ogólne podejście PiS do obrotu ziemią. - PiS ograniczał ten obrót ziemią - podkreśliła. Przypomniała w tym kontekście, że rolnikom, do których swój przekaz kieruje partia, nie jest łatwo kupić ziemię od państwa. - Da im do myślenia, co tu się takiego wydarzyło, że nagle w przyspieszonym tempie można odkupić ziemię. Mało tego, ziemię, która w ogóle nie powinna być wystawiona na sprzedaż. Przecież tam jest ciek wodny i zgodnie z prawem takie nieruchomości nie powinny podlegać sprzedaży - dodała gościni TOK FM.
- Najważniejsze jest to, że narracja o tym, iż PiS widzi tę Polskę jako rozwojową i Polskę wielkich inwestycji, pękła jak bańka mydlana. Bo tych wielkich inwestycji nie ma - podsumowała Molęda-Zdziech.
Źródło: TOK FM